22 obserwujących
350 notek
185k odsłon
  162   2

Nie dajmy się zaszufladkować UE

Andrzej Owsiński

Nie dajmy się “zaszufladkować” UE

Prezes Jarosław Kaczyński zwołuje konferencję liderów prawicy i konserwatystów unijnych. Jego zaproszeni goście reprezentują taką frakcję w tzw. “parlamencie europejskim”. Pomijam sam fakt funkcjonowania tej instytucji jako bezprawnej reprezentacji nie istniejącego (na całe szczęście jeszcze) państwa UE. Nie można się zgodzić jednak z przyjętą nomenklaturą podziału tego towarzystwa na poszczególne frakcje polityczne według przemyślanej perfidnie intrygi.

Wymuszone wepchnięcie wielu europejskich ugrupowań reprezentujących dzieło obrony suwerenności, a właściwie jej resztek, swoich krajów, będących członkami UE, ma celu stworzenie obrazu tych ugrupowań jako skompromitowanej dziejowo konserwy i “prawicy”. W klasycznej definicji parlamentarnych ugrupowań mają one reprezentować klasę bogaczy, pilnie strzegącą swego stanu posiadania i zwalczającej próby jakichkolwiek zmian, a szczególnie tych zmierzających do wyrównania statusu społecznego. Z taką etykietką, ciągle istniejącą w mentalności ludzkiej, a specjalnie utrwaloną w marksistowskim pojmowaniu dziejów, trudno jest przebić się w politycznej rozgrywce o władzę.

Merytorycznie nie bardzo nawet wiadomo na czym ma polegać wspólność programowa konserwatystów z prawicowcami. Według francuskich wzorców, wywodzących się jeszcze z XIX wieku, konserwatyści byli traktowani jako przedstawiciele Francji przedrepublikańskiej, wierni tradycji rycerskiej i katolickiej, niekoniecznie ludzie majętni. Prawicę natomiast w parlamencie francuskim reprezentowali przede wszystkim ludzie majętni, ale przeważnie nie konserwatyści.

W Polsce przedwojennej - konserwatyści to ludzie strzegący polskich narodowych tradycji, zarówno tych osadzonych w historycznym przekazie piastowskim, jak i jagiellońskim. Przykładem może służyć Stanisław Cat – Mackiewicz i jego wileńskie “Słowo”.

Prawicę reprezentowali głównie narodowcy, nie zawsze, a raczej przeważnie nie konserwatyści, propagujący solidarność narodową, w którą wpisane było wyznanie rzymsko katolickie, jak niektórzy twierdzili - dość instrumentalnie. W każdym bądź razie nie było to związane ze statusem materialnym.

Fakt posiadanie majątku w polskiej mentalności politycznej traktowano jako rzecz drugoplanową, a niekiedy nawet wstydliwą.

Mamy zatem odmienną tradycję podziałów politycznych aniżeli to, co reprezentuje Europa zachodnia.

Demonstrujący wczoraj narodowcy głoszą zdecydowanie obok haseł narodowych również radykalizm społeczny, co jednak nie znaczy, że są spadkobiercami obozu narodowo-radykalnego. Obóz ten w okresie przedwojennym traktował wyraźnie jako elementy wrogie Polsce – wszystkie mniejszości narodowe, co wobec ich udziału w zaludnieniu Polski w wysokości 1/3, prowadziło do swoistej “wojny domowej”.

Dzisiaj ten problem przedstawia się inaczej, nie ma praktycznie poważnego udziału mniejszości w skali państwa, natomiast są wpływy zewnętrzne ze strony mieniącej się reprezentantami niektórych narodów, a szczególnie Niemców i Żydów. Można ten problem ograniczać do spraw incydentalnych, ale można też przedstawiać jako zagrożenie dla naszego bytu państwowego i narodowego.

Z przebiegu wczorajszej demonstracji wynika raczej umiarkowane podejście do tych spraw. W praktyce politycznej oznacza to obronę przed zamierzeniami wyłudzania nienależnych świadczeń i próbami nacisków politycznych przy wykorzystaniu przewagi materialnej, lub jak w przypadku Rosji – militarnej. Takie podejście umożliwia tolerowanie ruchu narodowego nawet w pojęciu bardzo jednostronnej, lewicowej, “poprawności politycznej”, panującej w UE.

Zaistniała szansa na znaczne poszerzenie ruchu europejskiego, niezależnego od panującej hegemonii liberalno-lewicowej, którą generalnie można określić jako “bezbożną”, skierowaną na zniszczenie naszej europejskiej, chrześcijańskiej kultury. Dowodem na nikczemność upadku europejskiego życia politycznego jest likwidacja frakcji chrześcijańsko-demokratycznej unii i stworzenie na jej miejsce bezideowej “frakcji ludowej”.

W obecnej sytuacji, jawnej już wojny o panowanie w Europie, stworzenie ruchu walki o “odmienione oblicze tej ziemi”, staje się niezbędne. Nie dokonamy tego pod celowo zawężonym hasłem konserwy i prawicy. Niezbędne jest wyraźne sformułowanie celu zasadniczego jakim jest zmobilizowanie wszystkich sił, gotowych do obrony europejskiej kultury. W jej szeregach powinni się znaleźć przede wszystkim przedstawiciele europejskiej chrześcijańskiej demokracji z Włoch, Francji i innych krajów, którzy chyba jeszcze nie wymarli. Głównie zaś z Niemiec, w których władze CDU, a także CSU w dużej mierze, przeszły na ugodowe, a właściwie kapitulanckie pozycje licząc zapewne, że utworzone na gruzach Europy jawnie lewicowe “państwo europejskie” będzie służyło Niemcom.

Są to próżne złudzenia, takie państwo może zaistnieć tylko po to, żeby ostatecznie Europę pogrzebać i uczynić z niej kolonię zwycięskiego w walce o światowe panowanie mocarstwa.

Z drugiej strony, trzeba przyznać, że hasło “chrześcijańskiej demokracji” jest też niewystarczające. Rzeczowo najbardziej odpowiadającym celowi walki o Europę jest hasło de Gaulle’a “Europa Ojczyzn”, czyli zjednoczenie wolnych i suwerennych narodów europejskich dla realizacji nadrzędnego celu prawdziwej wolności i rozwoju w duchu rodzimej, chrześcijańskiej kultury. Tylko takie postawienie celów działania może uratować nas przed już prawie zwycięską przemocą współczesnego bolszewizmu.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka