22 obserwujących
393 notki
208k odsłon
  754   0

Czy wpadliśmy w pułapkę?

Andrzej Owsiński

Czy wpadliśmy w pułapkę?

Na początku był sukces w postaci deklarowanej solidarności z napadniętą Ukrainą i obiecywaniem udzielenia jej wszelkiej pomocy. Nie odżegnywały się od tego nawet Niemcy, współautor konstrukcji niemiecko-rosyjskiej Europy. Kryterium gotowości udzielenia skutecznej pomocy w wojnie, a nie tylko w akcjach humanitarnych, była polska oferta przekazania MIGów Ukrainie potrzebującej obrony przeciwko rosyjskim bombowcom niszczącym kraj i powodującym liczne ofiary ludzkie.

Oferta polska spotkała się z powszechną negatywną oceną, pozbawiając Ukrainę złudzeń co do rzeczywistych intencji całego zachodu dopomożenia jej w najcięższej próbie, a Polskę po raz kolejny wystawiając na sztych wrogich działań ze strony Rosji i jej satelitów. Tak jakby było mało stanu specyficznej wojny na granicy polsko białoruskiej i trzeba koniecznie wplątać ją w wojnę na Ukrainie. O grożącym Polsce niebezpieczeństwie najlepiej może świadczyć haniebna reakcja Bundestagu na apel Zełeńskiego. Nie wzruszono się niczym, ani cierpieniem ludzi, ani oburzeniem opinii społecznej, nawet w samych Niemczech. Doraźny interes i zyski są najważniejsze, mimo, że spółka z Rosją w obecnej sytuacji coraz bardziej przypomina pakt Ribbentrop-Mołotow, za który w ostatecznym rachunku Niemcy zapłaciły najwyższą cenę.

Cała nadzieja Putina polega na wciągnięciu Niemiec i ich satelitów w bandycką zmowę, stanowiącą następny etap rozwoju wzajemnych stosunków po funkcjonującym od wielu lat spisku merkelowsko-putinowskim.

Przypomina to sytuację sprzed wojny, kiedy namawiano nas do oporu przeciwko hitlerowskim Niemcom nie po to, żeby stworzyć realny sojusz wojskowy, zdolny do pokonania, a przede wszystkim powstrzymania dalszej agresji niemieckiej. Mieliśmy wówczas, i mamy do dziś żal do Anglii i Francji za zdradę w 1939 roku. I jest to zasadniczy błąd w ocenie ze skutkami ciągle aktualnymi. Zdrada, to zupełnie błędne i niewłaściwe określenie przemyślanego działania będącego p u ł a p k ą na Polskę.

W czasie I wojny światowej stanowisko Francji w sprawie polskiej było jednoznaczne: Rosja miała w niej decydujący głos, zostało to potwierdzone w 1917 roku, już po rewolucji lutowej, w sytuacji niekorzystnej dla Francji po katastrofie ofensywy Nivela. Gest w stronę Polski, wywołany został perspektywą utworzenia przez Niemców milionowej polskiej armii, zastępującej niemieckie wojska na froncie rosyjskim według propozycji Besselera, złożonych Piłsudskiemu. Dla zablokowania takiej możliwości należało jak najrychlej wciągnąć reprezentację nie istniejącego jeszcze państwa polskiego do sojuszu z Francją. Nie był to żaden gest dobrej woli, ale fakt wymuszony groźnym niebezpieczeństwem przerzucenia wojsk niemieckich z frontu wschodniego na zachodni. Ostatecznie umożliwił to w pewnym stopniu najlepszy agent niemiecki niejaki Uljanow używający ksywy Lenin.

Pomoc, udzielona Polsce w wojnie z bolszewikami, za którą rozliczono nas co do grosza, miała na celu użycie polskiego wojska dla restytucji “białej” Rosji, najlepszego francuskiego sojusznika.

Do dziś wielu wypomina Piłsudskiemu odmówienia wsparcia ofensywy Denikina na Moskwę. A przecież przejęcie władzy przez ludzi o carskiej mentalności oznaczało oddanie Polski w ich ręce, lub wojnę polsko rosyjską, w której Francja poparła by Rosję. Traktat sojuszniczy z Francją, zawarty w 1921 roku, został wymuszony wbrew stanowisku rządu i Focha, jedynie na zasadzie osobistego porozumienia prezydenta Milleranda z Piłsudskim. Warunki tego traktatu były dla Polski zabójcze przy bardzo wymijających francuskich. Zostaliśmy zmuszeni do stałego utrzymywania sił interwencyjnych na rzecz Francji w postaci 30 dywizji piechoty i odpowiedniej liczby innych jednostek, co zjadało polski budżet i pozbawiało środków na jej wyposażenie. Trzymaliśmy się tego paktu, mimo, że mieliśmy oczywiste dowody antypolskiego stanowiska Francji w Locarno i rezygnacji z ewentualnej ofensywnej wojny z Niemcami przez budowę linii Maginota. Najwyraźniej Francuzi chcieli uniknąć jakiegokolwiek konfliktu z Niemcami, rezygnując przedwcześnie z okupacji Nadrenii i umożliwiając Hitlerowi jej remilitaryzację. W późniejszym okresie narastania niemieckiego zagrożenia rozpoczęli poszukiwania amatora do ewentualnej wojny w ich interesie. Polskę przestali traktować jako siłę możliwą do uratowania Francji, pozostawiając ją jednak w swojej dyspozycji. Wyrazem tego był rezultat wizyty Rydza we Francji w 1936 roku. Uzyskał wówczas pożyczkę na dozbrojenie polskiej armii, ale w minimalnej wysokości, a na dobitek obłożonej takimi warunkami, że niewiele z niej udało się skorzystać , a pożyczka brytyjska udzielona przed samą wojną miała raczej znaczenie symboliczne. Polska zatem nie została potraktowana jako sojusznik, lecz tylko jako zasłona na pierwsze niemieckie uderzenie.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka