3 obserwujących
130 notek
51k odsłon
337 odsłon

Skąd wziąć pieniądze na pomoc dla najbiedniejszych?

Wykop Skomentuj7

Można krytykować, a nawet naśmiewać się z rządowych programów pomocy /500 + dla pierwszego dziecka, trzynastka dla emerytów, emerytury dla matek wielodzietnych, podwyżki płac minimalnych itd./, ale trzeba równocześnie przyznać że ludzi o niedostatecznym poziomie dochodów w Polsce nie brakuje.

Pisałem niedawno że podany przez GUS poziom osobistych dochodów w wys. 1.600 zł/mieś. jest zawyżony i praktycznie wynosi około 1.200 zł. na każdego Polaka.

Jak to wygląda w zestawieniu z sytuacją w UE? 

Nominalnie w stosunku do całej UE mamy jedną trzecią przeciętnej unijnej / około 6 tyś. euro na 18 tys./, usłużny GUS policzył jednak że parytetowo rośnie to do dwóch trzecich, czyli że Polska jest krajem dwukrotnie tańszym od całej UE z Rumunią i Bułgarią włącznie. Jest to oczywista bzdura stanowiąca konsekwencję wyliczenia PKB które w Polsce z 13 tys. dolarów na osobę w ocenie GUS rosło parytetowo do 28 tys. dolarów.

Oczywiście w Polsce jest życie tańsze niż w większości europejskich krajów, ale może to wpłynąć na wzrost naszego nominalnego dochodu najwyżej o jedną trzecią czyli do wysokości 45 – 50 % przeciętnej unijnej.

W moim przekonaniu jesteśmy raczej bliżej 40% niż 50%, ale to tylko część prawdy o naszym poziomie życia.


Wielki szok wywołała informacja o przeciętnych zarobkach w Polsce wynoszących 5 tys. złotych miesięcznie na osobę. 

Przyjęto to powszechnie z niedowierzaniem, przy czym przypomina mi się spotkanie w Żyrardowie gdzie przed laty miałem jakąś prelekcję.

Kiedy wspomniałem że wg GUS przeciętna płaca w Polsce wynosi 2 tys. zł. miesięcznie na wypełnionej sali podniósł odgłos oburzenia: - 2 tysiące?!

Kto to zarabia? W mieście gdzie właśnie zlikwidowano zakłady lniarskie i wywalono na bruk tysiące ludzi 2 tys. były wówczas szczytem marzeń.

Podobnie współcześnie spróbujmy jakie wrażenie wywoła informacja o 5 tysiącach w pierwszym lepszym mieście prowincjonalnym.

Owa liczba wywodzi się z dwóch elementów: - ograniczenia liczby zatrudnionych do 10 mln pełnoetatowych pracowników na ogólną liczbę 16 mln. pracujących,

-wielkiego zróżnicowania poziomu płac w Polsce od półtora tysiąca do owych cytowanych „65” tysięcy, a może i więcej?

Tego nie wiemy bowiem w Polsce nie obowiązuje żaden powszechny taryfikator, ani limit płac. Przy tak wielkim zróżnicowaniu na osiągnięcie 5 tys. średniej trzeba wielkiej ilości zarabiających znacznie poniżej przeciętnej, podobno wynosi to 2/3 ogółu zatrudnionych, ale dokładnych badań potwierdzających ten stan brak.

Jedno jest pewne – rozpiętość płac jest w Polsce zbyt wysoka.


Rzeczywistej płacy w Polsce nikt nie może lub nie chce wyliczyć, z różnych szacunków wynika że może to być równie dobrze 2,5 – 3,5 tys. zł / mies.

Przy takiej rozpiętości lepiej poprzestać na wyliczeniu osobistych dochodów na które składają się wydatki gospodarstw domowych i oszczędności.

Jeżeli dla połowy Polaków żyjących z pełnoetatowej pracy ta średnia wzrośnie o 50% to pozostałym spadnie do 600 zł./mies. na osobę.

Jest to ogromna masa ludzi z których znacznie większy odsetek niż to wykazuje GUS /około 15%/ żyje na krawędzi ubóstwa.

Do tego trzeba doliczyć znaczny odsetek emerytów i rencistów, których dochody kształtują się na jeszcze niższym poziomie w stosunku do średniej unijnej niż polskie płace.


Oczywiście brakuje nam oficjalnie podanego do publicznej wiadomości minimum socjalnego. Pamiętam że kiedy w roku 1956 PRL dostał chwilowego obłąkania i wydano mi paszport z czego skorzystałem w podróży do Anglii – natknąłem się tam na ogłoszenie nowego „minimum socjalnego” do którego wliczony był koszt utrzymania samochodu. Przed przeszło kopą lat i zaledwie w dziewięć lat po wojnie, jeszcze w Londynie były resztki gruzów po bombardowaniach

   

Można przyznać rację tym którzy krytykują system rozdawnictwa, ale żeby go zlikwidować trzeba nie tylko zminimalizować bezrobocie, lecz także dostarczyć pracy odpowiednio płatnej.

Jak na razie to najszybciej stanowiska pracy i niekiedy rzeczywiście nieźle płatnej przyrastają w budżetówce i to nie na stanowiskach świadczeń dla ludzi, ale w biurokracji.

Tylko że na te płace trzeba odebrać pieniądze tym którzy pracując realnie coś pożytecznego wytwarzają.

A może lepiej zwiększyć zatrudnienie w gospodarce ze szczególnym uwzględnieniem przemysłu, a jeszcze lepiej połączyć to z oszczędnościami w biurokracji i usprawnieniem administracji państwa.

Wówczas nie będzie potrzeby podpierania budżetów rodzinnych dotacjami państwowymi, wystarczy dobry poziom płac i innych uposażeń.

Proces podwyżek płac ,musi być skorelowany ze wzrostem dochodu narodowego w przeciwnym wypadku doprowadzi tylko do inflacji..

Podobne zagrożenie wywołuje zwiększanie wydatków budżetowych i utrzymywanie deficytu, wydawało się że ten wieloletni stan został przezwyciężony, niestety zarówno rok 2018 jak i bieżący nawracają do tej zgubnej praktyki. 


UE przeżywa okres wstrząsów, jest okazja żeby Polska wystąpiła z inicjatywą przyśpieszenia rozwoju gospodarczego szczególnie na wschodniej flance Unii co będzie najlepszą gwarancją bezpieczeństwa europejskiego.

Dla nas najistotniejsze jest stworzenie szansy na osiągnięcie w jak najszybszym czasie średniej europejskiej dochodów. Powinniśmy to byli uzyskać już w dziesięciolecie włączenie do UE czyli w 2014 roku, niestety na skutek powstałej luki mamy potężne opóźnienie, ale można postawić sobie za cel osiągnięcie tego do końca dwudziestolecia.

Warunki na stopniowe likwidowanie jałmużny w postaci różnorakich dodatków do płac i innych uposażeń powinniśmy stworzyć nawet wcześniej i to jest realne zadanie dla wszystkich z rządzącymi włącznie. 


Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka