0 obserwujących
170 notek
165k odsłon
  127   0

Nowy chrzest Polski: Teraźniejszość

Jest taki ktoś na świecie, kto zgodnie z Drugim Listem św. Pawła do Tesaloniczan pełni funkcję „tego, który powstrzymuje”. Powstrzymuje zmiany na gorsze. Taką też funkcję pełni konserwatysta, który z natury swej jest sceptyczny wobec wszelkich zmian. Jest sceptyczny, bo człowiek jest istotą grzeszną. Adam z Księgi Rodzaju zgrzeszył, choć żadna opresyjna kultura mu nad głową nie ciążyła (chyba że uzasadniony zakaz zrywania owoców z jednego drzewa uznamy za skandaliczne wykorzystywanie pozycji Pana Boga do walki z człowiekiem…). Mimo tego, że zmiany częściej wychodzą na gorsze, to konserwatysta jest w stanie uznać, choć po dłuższym czasie, że jakaś zmiana wyszła na dobre. Aby jakaś zmiana weszła w życie, najlepiej niech wprowadzi ją ktoś wcześniej, sprawdzi. My się będziemy przyglądać, czy on to zrobi dobrze czy źle i czy efekty są pozytywne czy raczej negatywne.

 

Konserwatyzm jest ściśle związany z realizmem. Konserwatysta jest świadomy swej ułomności. Wie, że popełnia błędy. I stara się tych błędów popełnić jak najmniej, stąd właśnie wynika ta niechęć do zmian. Najlepiej nie popełniać dwa razy tego samego błędu i uczyć się na błędach innych. Jest to zachowanie skrajnie odwrotne od myśli modernistów i rewolucjonistów, którzy uważają, że trzeba zmieniać jak najwięcej i jak najszybciej. Każda rewolucja zakłada, że chwila olśnienia zastąpi całą zdroworozsądkową analizę. Dlatego głównym wrogiem wszelkich konserwatystów są właśnie rewolucje.

Konserwatyzm jako idea zrodził się w opozycji do rewolucji francuskiej. I w każdej konserwatywnej partii powinno być takie twarde XVIII-wieczne jądro. Niestety, jesteśmy już „o kilka rewolucji do przodu”. Dlatego to nie rewolucja francuska powinna być aktualnym  punktem odniesienia dla konserwatystów.

W Polsce miała miejsce jedna decydująca rewolucja, która powinna być odnośnikiem dla konserwatystów. Określiłbym ją mianem rewolucji postkomunistycznej, bo chodzi mi o wydarzenia końca lat 80 i początku lat 90 XX wieku. Jaka rewolucja? To była właśnie ewolucja! Przecież twórcy chwalą się, że „krew się nie polała”! – można by w takiej sytuacji powiedzieć. Sęk w tym, że wydarzenia przełomu lat 80 i 90 miały podwójne dno. To dobre, czyli wybory 4 czerwca 1989 i początek odzyskiwania niepodległości, a także to złe zapoczątkowane 13 grudnia 1981 przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego roku stanem wojennym (od tamtego czasu krew się polała…). I wtedy właśnie wybuchła rewolucja postkomunistyczna. Stan wojenny to jest to symboliczne „zdobycie Bastylii”.

Poza dokonaną już rewolucją postkomunistyczną stoją przed nami jeszcze dwie rewolucje, które aż tak mocno Polski nie zaatakowały. Są to rewolucja seksualna z maja 1968 roku (europoseł Daniel Cohn-Bendit, Zieloni) oraz coś, co można by określić mianem rewolucji terrorystycznej z początkiem 11 września 2001 roku i zamachem na WTC (milioner Osama bin Laden, Al-Kaida). Z pierwszą z wymienionych frakcji, tj. pokoleniem ‘68 toczone są spory, ale trzeba odpowiedzialnie stwierdzić, że nie idzie na noże. Przynajmniej w polityce. W kwartalnikach, na blogach i w gazetach jest trochę inaczej, ale to oddzielny rozdział. Skupiamy się na polityce. Z drugą frakcją, tj. terrorystami wojnę zaczął prezydent George W. Bush. Musiał ją rozpocząć z powodu pełnionej funkcji. Polska bierze w tym udział i bardzo dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że to nie jest zadanie dla jednego państwa, a całego kontynentu. Przy okazji tego zagrożenia widać, jak źle się stało, że 68 roku nie udało się odwrócić. Głównie przez to pokolenie ta wojna także zostanie przegrana, a następne starcie nie będzie już z terrorystami, a z tym co za nimi stoi, czyli z Islamem i ich świętą wojną, czyli dżihadem.

Główny problem wolnej Polski, rewolucja do odwrócenia, to postkomuna. Trzeba jednakże pamiętać, że agresywnie atakująca nas jest rewolucja seksualna, czyli homoseksualiści, aborcje, in vitro i inne tego typu szkodliwe zabawy. To jest problem zbliżający się do nas dużymi krokami. Natomiast kwestia, która pojawiła się dopiero na horyzoncie, to problem islamskich terrorystów, który, jeżeli nie zostanie załatwiony, zakończy się pewnie jakąś świętą wojną.

 

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale