0 obserwujących
170 notek
165k odsłon
  759   0

Nowy chrzest Polski: Cel

Nie da się żyć w stanie ciągłej schizofrenii. W ciągłym odczuciu, że państwo, w którym żyjemy, to jest wolna Polska i jednoczesnym przekonaniu o tym, że w tym państwie brakuje podstawowych swobód i możliwości działania. Zauważmy, że co bardziej zaangażowani Polacy wykazują naturalne dążenie do jakiegoś wybrnięcia z tej sytuacji. Jednym popularnych sposobów jest całkowite odrzucenie tej wolnej Polski, jakoby nie była ona wolna, ciągłe głoszenie, że rządzą tu nami ruscy szpiedzy, że jest jakiś ściśle zorganizowany układ itp. itd. Drugim sposobem stojącym dokładnie w przeciwnym narożniku jest uznanie, że w Polsce jest tylko dobrze, że nic złego się nie dzieje, a największe zło to ci, którzy mówią inaczej, to zło jest w ich głowach, a w związku z tym muszą to być oszołomy.

 

Żeby wyjść z tej schizofrenii, trzeba zlokalizować jej źródło. Źródło trzeba zauważyć w czasach odzyskiwania przez Polskę niepodległości, tj. w procesie rozpoczętym w dniu 4 czerwca 1989 roku (częściowo wolne wybory), a zakończonym 17 września 1993 roku (wyjście ostatniego żołnierza sowieckiego z Polski). Ja bym ten proces porównał do policyjnej próby odbijania zakładnika.

Gdy porywacze mają zakładnika, odbicie go bardzo często zależy od samych przestępców. Często to oni pierwsi odzywają się do policji, aby przekazać własne żądania. I tak było też w przypadku Polski. Trzeba przyjąć, że Polska była właśnie takim zakładnikiem komunistów. Jednocześnie, i trzeba to głośno powiedzieć, byli oni świadomi, tak samo jak przywołani wcześniej porywacze, tego że Polski (zakładnika) nie utrzymają we własnych rękach, a symbolicznym momentem, w którym Moskwa realnie wycofała się z zarządzania Polską jest stan wojenny i rozpaczliwe prośby Jaruzelskiego o pomoc. Prośby, które spełzły na niczym. Wtedy właśnie polscy komuniści zrobili pierwszy krok i przedstawili swoje żądania opozycji. Trzeba dodać, że polityków opozycyjnych oni dobrze znali, ponieważ opozycja była poddana infiltracji przez tajnych współpracowników. Wiedzieli, kto i jak się wobec nich zachowa. Dlatego trudno się dziwić, że opozycja w 89 roku (redaktor Michnik) znacznie różni się od opozycji z 80 (inżynier Gwiazda). Żądania, które przedstawiali to, jak łatwo się domyślić, pieniądze i darowanie win, czyli tzw. uwłaszczenie nomenklatury oraz bezkarność. To było żądanie partii: Wy miejcie se tę swoją Polskę, ale my chcemy mieć pełne kieszenie i wyjechać na Kajmany. I opozycja 89 na ten deal się zgodziła.

Sama zgoda nie oznacza jednakże realizacji. Policja także często się na przekazanie pieniędzy godzi, chociaż w rzeczywistości nigdy ich nie przekazuje. Wielokrotnie w hollywoodzkich filmach widzimy, jak dochodzi do spotkania przestępców z kimś, kto trzyma walizkę pełną zielonych i w momencie przekazania pieniędzy z ukrycia wypadają antyterroryści. Później w zależności od sytuacji albo strzelają do porywaczy, albo kładą ich na glebę. W Polskiej wersji starcia z porywaczami nie było antyterrorystów. To znaczy byli, bo przecież w 89 roku były miliony ludzi, które śpiewały Panie Lechu, pan się nie boi, cały naród murem za Panem stoi!!!, ale nie zostali wykorzystani. Twórcy przełomu nie uważali, że tutaj jakiś naród (antyterroryści) jest komukolwiek potrzebny, przecież to oni, tymi ręcami, komunizm właśnie obalają. Noblista Wałęsa nie chciał pomocy narodu z powodu pychy i zadufania w sobie (tak optymistycznie załóżmy), a pan Michnik i spółka z powodu ideologicznej niechęci do samego narodu, który według nich sam w sobie był poważnym zagrożeniem.

Dlatego opozycja zgodziła się na ten handelek. Spowodowało to, że jej hasłem naczelnym stało się dotrzymywanie tej umowy, czyli obrona spółek nomenklaturowych oraz bezkarność komuchów. Ale to nie wszystko. Ta cała operacja została uznana za wspaniałe zwycięstwo. To, że komuchy mają pełne kieszenie i opalają się na Kajmanach! I to jest źródło ogólnopolskiej schizofrenii. Jak można nazywać wspaniałym zwycięstwem coś, co nim nie było? Nie da się zaprzeczyć, że zakładnik wrócił do domu, ale przecież to nie tak miało być! Zakładnik wrócił, ale porywacze są nie tylko bezkarni, ale i bogatsi, a my jesteśmy biedni i bezradni. Ci, którzy powinni nas chronić, nie wypełnili swojej misji należycie. Straciliśmy do nich zaufanie!

To jest właśnie grzech pierworodny III RP. I my w tym grzechu żyć będziemy aż do momentu nastania Nowego Chrztu Polski. Kiedy wreszcie naród będzie mógł czuć się potrzebny! Kiedy wreszcie przyjadą ci antyterroryści na te Kajmany i zrobią porządek z czerwonymi baronami? Przykładnie ich ukarzą, a pieniądze oddadzą tym, którym ukradli? Nie można też zapomnieć o tych, którzy na ten haniebny deal się zgodzili, oni też bezkarni pozostać nie mogą (choć w tym przypadku raczej sądy nie wchodzą w grę).

Celem strategicznym wszystkich patriotów jest wyleczenie się z tej schizofrenii, która oblazła Polaków. Trzeba skończyć wreszcie z tym, że jedni nie chcą uznać odzyskanej od porywaczy córki za własną, a drudzy uznają za wspaniałe zwycięstwo obrzydliwy handelek, który miał miejsce na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Skończyć z tym można tylko przez dekomunizację i lustrację.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale