32 obserwujących
34 notki
86k odsłon
2684 odsłony

Stalin by nie czekał...

Wykop Skomentuj10

Wyjątkowo, po odczekaniu dłuższego czasu, udostępniam tu dwa teksty pisane gdzie indziej - pochodzące z zamknietych (płatnych) wydań - z "UważamRze" i z "Plusa-Minusa".

 

 

Stalin by nie czekał…

 

 

Czy 1939 rok musiał skończyć się tak, jak się skończył? Ten temat zajmuje wyobraźnię Polaków.

I nie ma się co dziwić. Bo efekty roku ’39 były tak długosiężne i straszliwe, że zastanawianie się, czy było to nie do uniknięcia, jest naturalne.

Ale to chyba nie wszystko.

Rok 1939 był bowiem kulminacją specyficznego stanu, w jakim tuż przed pierwszą salwą „Schlezwika-Holsteina” znajdowali się Polacy.

Podkreślam – Polacy, a nie tylko rząd.

Bardzo dobrą tego ilustracją są (udostępnione w sieci przez blogera Konrad24.pl) zapiski białego Rosjanina, mieszkającego w okresie międzywojennym na Grodzieńszczyźnie, opublikowane w 1940 r. na Zachodzie przez rosyjskie pismo emigracyjne:

Kiedy zaczęła się wojna niemiecko-polska, my - niewielka grupa Rosjan - zaczęliśmy się czuć nieswojo. Dwadzieścia lat życia w Polsce dało nam bliską znajomość państwa polskiego. Mimo naszej głębokiej wdzięczności wobec polskich władz, które dały nam schronienie nie mogliśmy uciec od myśli, że istnienie Polski jest niestabilne… Nam żyjącym tu na pustkowiu za wspaniałymi dekoracjami mocarstwowej Polski znana była całkowita niepewność i chaotyczność jej organizmu państwowego… Na wschodzie był warujący wróg, gotowy do działania dosłownie w każdej chwili. Główna siła Polska i jej bezpieczeństwo polegało, według naszego stanowczego przekonania, na traktacie z Niemcami i aż do ostatnich dni byliśmy pewni, że Beck i częsty gość w Polsce, feldmarszałek Göring, od dawna mają tajny sojusz.”

 

Za 2 tygodnie w Berlinie…

 

„Jednak zaczęły się przygotowania do znanych nam wydarzeń. Ostatni miesiąc przed wybuchem wojny z wielkim zdumieniem obserwowaliśmy (chodzi o grupkę „białych” Rosjan – PS) naszych przyjaciół – Polaków... W te dni przestaliśmy się nawzajem rozumieć.

Każdy naród ma swoje zalety i wady. Znaliśmy męstwo Polaków, ich gorący patriotyzm. Znaliśmy i wady: nieostrożność i nadmierną pewność siebie. Ale nie spodziewaliśmy się, że te cechy mogą osiągnąć taki poziom.

Cały sierpień upłynął w mobilizacyjnej gorączce. I prasa, i władze, i zwykli ludzie całkiem poważnie rozmawiali na temat klęski Niemiec. Oto powszechna opinia:

<<System Niemców pęka, rewolucja o krok, głód, do Polski uciekły tysiące (!) niemieckich dezerterów, byli "świadkowie", którzy widzieli "na własne oczy" te tysiące niemieckich oficerów i żołnierzy przekraczających granicę polsko-niemiecką. Wystarczy tylko żeby Armia Polska uderzyła jednocześnie na Prusy Wschodnie i na Berlin, a wszystko się rozsypie. Gdańsk będzie zajęty w kilka godzin, tydzień później nasza kawaleria będzie poić konie w dawnym polskim Królewcu a za dwa tygodnie będziemy pod murami Berlina. Oczywiście wojna zakończy się w ciągu 2-3 tygodni, jeśli nie oszukają nas Francuzi i Brytyjczycy, ale jeśli w tym momencie nie pomogą, to poradzimy sobie bez nich. Z obawy przed straszną rewolucją, Niemcy będą zmuszone do kapitulacji, a Polska będzie odgrywać wielką rolę historyczną przywracając tą sytuację, która istniała przed XVII w., kiedy nasi królowie nadawali książęce tytuły krzyżackim margrabiom>>.

Sprzeciwianie się temu wszystkiemu było zupełnie bezskuteczne. Jeśli chciało się wyrazić sceptycyzm, zaczynali krzywo na nas patrzeć… Mimo wszystko, była jedna kwestia, którą mogliśmy omawiać, a mianowicie kwestia bolszewików.

<<Bolszewicy – są całkowicie w rękach brytyjskich i francuskich. Oni cały czas proponują nam swoją pomoc, ale musimy unikać jej jak ognia>>.

Gdy został zawarty niemiecko-sowiecki pakt, Polacy nie przywiązali do tego prawie żadnego znaczenia. <<Bolszewicy boją się Polski jak ognia. Nam naprawdę nie potrzeba żadnej armii na Wschodzie. Sam Korpus Ochrony Pogranicza poradzi sobie z nadzorem granicy. Jedyna rzecz, którą są zaniepokojeni bolszewicy, jest to aby Polska po klęsce Niemiec nie ruszyła na bolszewików. Ale my ich i tak w końcu rzucimy na kolana. Kiedy Polska będzie w pełni zabezpieczona na zachodzie, po klęsce Niemiec, będzie musiała tak czy inaczej położyć kres bolszewizmowi…>>

Nie mając wątpliwości, że polskie wojska poniosą straszliwą klęskę, zgadywaliśmy , czy bolszewicy nie wykorzystają bezsprzecznej wrogości miejscowej ludności do polskich władz i czy nie podejmą oni komunistycznego powstania. Ale <<my>> - to było kilku rosyjskich oficerów i intelektualistów. O tych sprawach Polacy, liczący na dwutygodniowy zwycięski marsz na Berlin, w ogóle nie myśleli”.

 

„Problem rosyjski dojrzewa…”

 

Czy były to wyłącznie nastroje Polaków spod Grodna? Niestety nie, wszystko wskazuje na to, że również elita rządząca żyła wtedy w jakiejś nierzeczywistości.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura