Dzisiejszy Dziennik i artykuł o akcji oflagowywania przez wicepremiera R.G. polskich gospodarstw na Mazurach. I to, że słowa LPR-u trzeba sprawdzać wie każdy - prócz redaktora Dziennika (niepałającego przecież do R.G. wielką sympatią), który pisze:
"Rodzina ze Zdorów lada dzień dostanie nakaz eksmisji. Sąd nakazał im oddać dom niemieckim właścicielom, wypędzonym po II wojnie światowej. "
Trochę mnie to zaskoczyło, jako że realia Mazur trochę znam i nie słyszałem o tym, żeby jakikolwiek "wypędzony" odzyskał swoje gospodarstwo (a do tego żeby przeprowadzano eksmisje). No i wystarczyły dwie minuty googlowania, żeby okazało się, że stan faktyczny tej sprawy jest CAŁKOWICIE inny:
Nie ma mowy o żadnych "wypędzonych", tylko o rodzinie, która w 1978 r. (czyli 30 lat po wojnie) wyjechała do Niemiec. Wyjeżdżając, przekazała gospodarstwo sąsiadom - jednak przekazała jedynie na mocy umowy, nie sporządzając aktu notarialnego. Czyli w świetle prawa przez cały czas byli jego właścicielami. Wszystko było ok. do niedawna - po śmierci właścicieli ich syn (spadkobierca), zażądał zwrotu gospodarstwa. Sprawa trafiła do sądu który przyznał mu rację (umowę uznał za umowę dzierżawy). I tyle.
Jasne, że sytuacja tej polskiej rodziny jest nie do pozazdroszczenia (muszą opuścić dom, w którym żyją 30 lat). Ale to całkowicie inna kwestia niż odzyskiwanie gospodarstw przez "wypędzonych". Całkowicie inna.
Dla osób, które chcą poczytać więcej o sprawie dwa linki (pierwsze z brzegu, być może w necie jest o tym wiecej).



Komentarze
Pokaż komentarze (7)