Nóż się w kieszeni otwiera...
J. Kaczyński w dzisiejszym sejmowym wystąpieniu po expose Tuska:
"Padły słowa o podziale społeczeństwa na bydło i nie-bydło. Ja znalazłem się po stronie bydła" - tak ostro zaczął Jarosław Kaczyński swoją krytykę Donalda Tuska. Zdaniem byłego premiera, minister w rządzie PO Władysław Bartoszewski obraził wyborców PiS, nazywając ich bydłem. I Donald Tusk powinien za to przeprosić. "Te słowa paść nie powiny. Choć nie są to słowa premiera Donalda Tuska, liczyłem na to, że za te słowa przeprosi" - mówił Kaczyński.
No to przypomnijmy słowa Bartoszewskiego w felietonie dla Dziennika, gdzie niby nazwał wyborców PiS bydłem:
"Są jednak granice milczenia. Są sytuacje, w których milczeć po prostu nie wolno. W kraju za rządów braci Kaczyńskich działo się coraz gorzej. Koszmarna koalicja Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin przynosiła skandal za skandalem. Polityczne wiarołomstwo stało się normą. Kolejne obietnice wyborcze Jarosława Kaczyńskiego rozwiewały się w pył. Stało się dla mnie jasne, że jego wizja budowy lepszej Polski, której zaufały miliony Polaków, okazała się jednym wielkim oszustwem. Dlatego też postanowiłem nazwać rzeczy po imieniu i - jak ujął to jeden z przedwojennych satyryków - "przestać uważać bydło za niebydło"."
Cóż dodawać - ex-premier po prostu ŁŻE. Do tego mówi to człowiek, który akurat jest mistrzem w "gnojeniu" ludzi, którzy myślą inaczej niż on. Czy jest to opozycja (vide niezapomniane słowa o ZOMO), czy własna gwardia, która ośmieli się skrytykować Wodza...
Oczywiście dzisiejsze słowa są celowe - JarKacz spodziewa się ostrej reakcji Bartoszewskiego, którego - jak wiemy - dość prosto jest wzburzyć. Bartoszewski znowu powie coś "barwnego" i legiony twardogłowych znowu będą mogły wylewać na niego kubły pomyj, wyzywając od dziadków fiki-miki. A Kaczyńskiemu to pasuje - on inaczej, jak w stanie permanentnej wojny, żyć nie potrafi.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)