Page Page
218
BLOG

Bartoszewski - walcząc z mitami

Page Page Polityka Obserwuj notkę 15

Niestety MASA komentujących na salonie zachowuje się, jakby postacie, figurujące na polskiej scenie politycznej obecne na niej były od 3-5 lat. Stąd czasami warto przypomnieć zachowanie niektórych osób sprzed kilku lat, aby obalić pewnie "nowe mity".


Od czasu, gdy W. Bartoszewski ośmielił się ostrymi słowy skrytykować rządy pisowskie, stał się dla wielu sztandarowym "dziadkiem do bicia" (bo jednak określenie 'chłopiec do bicia' nijak do niego nie pasuje;). Przy okazji piszę się o nim masę bzdur. O debilizmach, próbujących kwestionować jego zasługi z lat okupacji czy komunizmu pozwolę sobie zapomnieć. Ale przyjrzyjmy się dwóm mitom, dotyczących przeszłości nie aż tak odległej.

1. Bartoszewski był członkiem rządów postkomunistycznych.

Rzeczywiście był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Józefa Oleksego. Ale niewielu pamięta (lub udaje że nie pamięta), jaka wówczas była sytuacja prawna. Otóż za rządów tzw. Małej Konstytucji minister spraw zagranicznych był delegowany nie przez premiera, tylko przez PREZYDENTA. A prezydentem wówczas był niejaki Wałęsa, który do rządów SLD-PSL delegował właśnie Bartoszewskiego. A to chyba jednak trochę inna sytuacja, niż to, co próbuje się zasugerować.

2. Bartoszewski jakoś nigdy nie używał tak ostrych słów wobec postkomunistów, jakich użył wobec Kaczyńskich i PiS-u.

G... prawda :)
1995 r. Wałęsa przegrywa wybory prezydenckie, prezydentem zostaje Kwaśniewski. Bartoszewski OD RAZU składa dymisję. Kwaśniewski przekonuje Baroszewskiego, że jego odejście jest niezgodne z polską racją stanu. Uzyskuje odpowiedź, że niezgodne z polską racją stanu było to, że Kwaśniewski w ogóle kandydował na prezydenta.

I jeszcze przypomnijmy wywiad Bartoszewskiego z Wyborczej po tymże ustąpieniu ze stanowiska ministra spraw zagranicznych (podkreślenia moje).

"wiedziałem, jaka będzie przyszłość MSZ.(..) Jeśli patrzy się więc, kto jedzie na placówki do tych krajów [należących do NATO], że są to także i łapsy notowane przez policję polityczną w tych krajach...".
Dziennikarka przeprowadzająca rozmowę upewnia się, czy dobrze usłyszała, czy naprawdę ktoś, kto jeszcze kilka tygodni temu był ministrem spraw zagranicznych, nazywa nowych ambasadorów własnej ojczyzny "łapsami". Bartoszewski nie wycofuje się z tego sformułowania. Czy więc, pyta dziennikarka, uważa, że Polski z tego powodu nie przyjmą do NATO?
- Nie mówię, że nie przyjmą, ale mogą być z tym trudności, bo zachodni świat nie ścierpi, gdy politykę zagraniczną prowadzić będą Jaskiernia czy Oleksy. (...)
- Dlaczego panu łatwiej przychodzi rozmawiać z Niemcami niż z polskimi postkomunistami?
- Jeśli, tak jak w RFN przez 30 lat, będą się kajać, przezwyciężać, jak potępią tamtą partię, jak miną dwa pokolenia, jak będę widział olbrzymią pracę wychowawczą uniemożliwiającą powrót totalitaryzmu - wtedy będę patrzeć inaczej."

To nie jest "nazywanie rzeczy po imieniu"? Czy "łapsy" są znacznie łagodniejszym określeniem od "dyplomatołków"?

Oczywiście - każdy ma prawo krytykować takie słownictwo. Ale na litość boską - nie przeinaczajmy faktów. Tyle.

Page
O mnie Page

Świat oszalał i cóż z tego Świat oszalał to nic nowego Nie mogę milczeć nie mogę krzyczeć Dobre słowo chciałbym usłyszeć Krzysztof Grabowski - bynajmniej nie Grabaż:)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka