0 obserwujących
27 notek
35k odsłon
  143   0

Fydrych: Przegrałem z dyrektorem ZOO

Jeśli warto było walczyć z komuną, to właśnie po to, żeby się przebrać za kobietę - mówi Waldemar Frydrych w rozmowie z Adą Florentyną Pawlak

AFP: Skończyłeś historię i historię sztuki. Architektura, malarstwo, filozofia, estetyka. Co najbardziej fascynowało młodego gościa z komunistycznego kraju, który gros dzieł znał jedynie z reprodukcji i niewiele wskazywało na to, że w najbliższym czasie będzie rozkoszował się nimi w realu?Jak wyglądała karawana obrazów Majora i czy po latach któreś okazały się „mirażem”?
 
Major: Przede wszystkim mirażem okazały się moje obrazy olejne, które zniknęły po pewnej wystawie w latach osiemdziesiątych. Jednak wówczas znacznie ciekawszą od obrazów była dla mnie rzeczywistość. W stanie wojennym zacząłem bardzo mocno praktykować Zen. Zrozumiałem, że bardzo często świat jest inny, niż nam się wydaje, a fakt, że żyjemy w iluzji, jest często źródłem naszego nieszczęścia. W czasach Solidarności uległem nałogowi. Paliłem marihuanę i za każdym razem po zapaleniu jointa świat w odbiorze wydawał mi się inny. Gdy rozwinąłem medytację Zen, świat mój począł dążyć do jasności i klarowności, a nie do sztucznego kolorytu. Mówimy o iluzji, więc przypomnę, że generał Jaruzelski wprowadzając stan wojenny w przeciągu tygodnia zabrał ludziom jakiekolwiek złudzenia co do stabilności, w którą wcześniej wierzyli i mieli za wieczną. Dziś mamy inne miraże. Giełda upada, iluzoryczne obracanie pieniądzem doprowadziło do wielkiego kryzysu a ratunkiem staje się pewne ekonomiczne zakłamanie. Pokazuje to, że dzisiejszy świat, o którym mówi się, że jest bardziej stabilny niż komunistyczny, nie jest doskonały. Okazuje się on równie kruchy jak tamta rzeczywistość.
 
AFP: Organizowałeś akcje wielkiego formatu, realizowałeś się jako happener. Twoje działania miały jednak charakter głęboko polityczny. Czy czujesz się częścią historii polskiej sztuki?
 
Major: Jeżeli moje akcje miały charakter polityczny, to należy się zastanowić, czy dzisiejsze happeningi polityków odbywające się w Sejmie czy prezentowane przez Pana Prezydenta i Pana Premiera też mają charakter polityczny. Pyta Pani, czy czuję się częścią historii? Jestem historykiem sztuki i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Pomarańczowa Alternatywa jest nie tylko częścią sztuki polskiej, lecz również światowej. Happening jest zjawiskiem, które pojawiło się w XX wieku i w jego rozwoju odegraliśmy rolę bardzo ważną, która podlega i nadal będzie podlegać wielu badaniom.
 
AFP: Niektórzy publicyści zarzucają Ci wygodny, rubaszny dowcip nie uderzający w nikogo, kto mógłby Ci zaszkodzić. Mowa tu o wyśmiewaniu pryncypałów będących niejako w oddaleniu. Niektóre organizowane przez Ciebie akcje były niezwykle spektakularne, mimo to nie podzieliłeś losu wielu studentów relegowanych z uczelni. Jakie nieprzyjemności spotkały Cię ze strony systemu, z którym podjąłeś walkę?
 
Major: Po pierwsze w tamtym czasie nie starałem się wprost obrażać ludzi , nasze działania nie były nigdy kierowane przeciw określonym personom. Nie było happeningu, podczas którego szkalowalibyśmy np. generała Jaruzelskiego. Organizowałem akcje takie jak „Rewolucja Październikowa”, aby ludzie wyrażali swój sprzeciw ubierając się na czerwono, rozdawaliśmy papier toaletowy. Dzisiaj akcje publiczne dotyczące systemu są bardzo często skierowane przeciw konkretnym osobom. W latach siedemdziesiątych byłem w opozycji. Fakt ten nie powodował automatycznie relegowania z uczelni. Oczywiście, bywały takie sytuacje, ale gdy ktoś rozrabiał niejako „przy okazji”. Kiedy kończyłem uczelnię i robiłem drugi dyplom, nie było również takiego zwyczaju. Nawet w przypadku, gdy złapano kogoś na roznoszeniu ulotek, to później mógł wrócić i studiować. To dziś tworzy się taki obraz rzeczywistości. W pierwszych miesiącach stanu wojennego ukrywałem się, ale okres relegowań z uczelni to wczesne lata Gierka i późne Gomułki, kiedy to zamykano studentów za działalność wywrotową.
 
AFP: Siedziałeś jednak w PRL -owskim więzieniu.
 
Major: No tak... siedziałem za rozdawanie podpasek higienicznych. Początkowo bardzo mi się to nie podobało, ale później było tam niezwykle wesoło i sympatycznie.(śmiech)
 
AFP: Teraz wiele instytucji jest Ci przychylnych, co widoczne jest zwłaszcza w Łodzi, gdzie powstaje pomnik krasnala. Kto go finansuje?
 
Major: Będziemy zbierać pieniądze na ten pomnik. Prezydent Łodzi zaoferował swoją pomoc. Będzie kwestował na ulicy Piotrkowskiej w czapce krasnoludka.
 
AFP: Jerzy Kosałka - artysta Luxusu stworzył W 1998 r. pracę „Kosałce-Naród”, w której drwi z piedestałów, na których chętnie ujrzeliby się dygnitarze polskiej sztuki. Czy brązowy krasnal nie jest odpowiednikiem postumentu z napisem „Majorowi Naród”?
 
Major: Projekt pomnika będzie wyłoniony w drodze konkursu. Przyznam, że Kosałka już wcześniej zaproponował pracę „Majorowi Rodacy”. Z piedestałem czy bez uważam, że Jurek to wybitnej klasy artysta, który dostrzega absurd dzisiejszych czasów.
 
AFP:Zostawmy krasnoludki, ale rzućmy okiem za siebie . W latach 80–tych tytułowałeś się Komendantem Twierdzy Wrocław. Które akcje Twoim zdaniem założyły odbiorcom pomarańczowe okulary? Pamiętasz najważniejszą?
 
Major: Nie mogę powiedzieć, które akcje były najważniejsze, ale jestem w stanie wymienić najczęściej cytowane np. „Rewolucja Październikowa”, wyjazd na Śnieżkę, gdzie pojawił się oddział WOP-u. Dla mnie osobiście najciekawszą, zarówno umysłowo jak i duchowo akcją była ta, podczas której przebrałem się za kobietę. Stałem przed lustrem w akademiku i zobaczyłem, że stałem się wielką damą. Czułem się kobietą i zacząłem w to wierzyć (śmiech)
 
AFP: Jak długo nie opuszczała Cię ta wiara?
 
Major: Dopóki byłem ubrany. Gdy założyłem garsonkę, a sweterek nie pasował mi kolorystycznie, to wpadałem w histerię. Dziś uważam bezwzględnie, że jeśli warto było walczyć z komuną, to właśnie po to, żeby się przebrać za kobietę.
 
AFP: Były chwile, w których czułeś się formatem pomarańczowych dziwactw zmordowany?
 
Major: Tak, tak... oczywiście. Gdy przegrałem wybory, w których dałem obywatelom propozycję, żebym został prezydentem. Przegrałem nie tylko z ludźmi Solidarności, lecz również z dyrektorem ogrodu zoologicznego i to był dla mnie sygnał, że jednak coś jest nie tak. Poczułem się wtedy bardzo zmęczony.
 
AFP: Sztuka i polityka. Barnett Newman brał udział w wyborach na burmistrza Nowego Yorku, Ty startowałeś w wyborach na prezydenta Warszawy. Dlaczego? Wyrastało to z potrzeby buntu czy absurdu, w który tak wyśmienicie wpisała się telewizyjna debata między kandydatami.
 
Major: Myślałem, że rzeczywistość może być jeszcze bardziej barwna. Nie przypuszczałem, że sprowadzi się ona do wyników wyborów i smutnych rządów.
 
AFP: A jak czułeś się podczas kampanii? Przecież to było doskonale absurdalne. Pamiętam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam archiwalny film zarejestrowany w studiu wyborczym. W ożywionej atmosferze podgrzewanej wymianą epitetów między kandydatami i prowadzącym audycję Ty przechadzałeś się po studiu telewizyjnym z rękami w kieszeniach w czapce krasnoludka....
 
Major: To prawda. Podczas wyborów na prezydenta Warszawy media publiczne w sposób nieproporcjonalny rozdzieliły kandydatom czas antenowy, co uznałem za nieuczciwe w demokracji.
 
AFP: I niedługi czas po wyborach postanowiłeś tę demokrację opuścić. Był to czas, w którym wielu Polaków wracało. Skąd ta decyzja? Tak dalece czułeś się rozczarowany jej obrazem?
 
Major: Nie tylko o to mi chodziło. Chciałem poznać świat. Polska zaczęła mi się jawić jako kraj ciasny, ze smutnym rządem, z wielką inflacją, pogubiony i zaściankowy. Chciałem wydostać się poza ten zaścianek i przyjrzeć się innej rzeczywistości, którą znałem z gazet, książek i filmów.
(…)
 
AFP: W jaki sposób Pomarańczowa Alternatywa zamierza nadal prowadzić swoje działania? Czy uważasz, że obecnie happening jest tak samo jak wówczas żywotną formą wypowiedzi?
 
Major: Myślę, że happening jest ciągle żywotny, ale ludzie już nie.
 
AFP: Co to znaczy? Gnuśność? Zniechęcenie? Konformizm? Łatwiej byłokiedyś pozyskać ludzi do organizowanych przez Ciebie akcji?
 
Major: Nie tyle pozyskać… Ludzie sami chcieli! Mieli ideały, potrzebę kontaktu. Dziś trudno w ogóle mówić o wartościach. Liczy się kasa. Nie mogę przewidzieć tego co stałoby się gdybym dziś zorganizował happening. Trudno powiedzieć jak mógłby on teraz wyglądać. Dziś konsumpcyjne myślenie zdominowało każdą dziedzinę życia. Nawet teatr.
 
AFP: Obecnie ludzie wybierają się na sztukę aby konsumować teatr?
 
Major: Można tak powiedzieć.. Należy pamiętać, że teatr jest powtarzalny. Na przykład Grotowski uważał, że teatr się skończył - w sensie odkrycia, eksperymentu... Wyszedł więc z teatru... Można go za to krytykować, gdyby nie fakt, że nikt nie stworzył takiego teatru jak on. Mam na myśli jego dokonania na poziomie działania aktora, działania słowa. Niestety nie jest to dobrze widoczne w świecie kamer, dla happeningów okazują się one łaskawsze. Jednak Grotowski miał dla mnie ogromne znaczenie.
(…)
 
AFP: W zakresie teatru ukształtowało Cię wrocławskie Laboratorium. A co z malarstwem? Kto jest Mistrzem Majora?
 
Major: Kwadrat. Kwadrat Malevicha, o którym powiedział, że jest to idealne malarstwo przewidując, że z czasem stanie się powtarzalne.
 
AFP: Idea podobna jak w przypadku Grotowskiego...repetycja. Koniec teatru.. koniec malarstwa...
 
Major: To prawda... kształt i barwa nie są tu istotne... zastosowane figuracje mają już charakter powtarzający. Mam wrażenie, że po epoce Malevicha, Grotowskiego, Kantora żyjemy w czasach repetycji, w których prasa i ekonomia mają za zadanie wywołać iluzję, że otaczamy się dziełami sztuki. Są to jednak, podobnie jak w muzyce, pewne warianty tego samego motywu. Obserwując rozwój cywilizacyjny mam wrażenie, że najbardziej rozwinęła się medycyna. Jeśli chodzi o sztukę to mam niestety wrażenie, że nastąpił regres.
 
AFP: A co z happeningiem? Na tym polu wydajesz się być optymistą. Czy nie dotarł on do swoich granic powtarzalności?
 
Major: Zgadza się… mam wrażenie, że na tym polu pozostało jeszcze coś do zrobienia. To, czy zostanie wykorzystany, zależy od kondycji artystów i kontekstów społecznych. Obecnie nie oceniam zbyt wysoko kondycji artystów młodego pokolenia. Nie chcę generalizować, ale gdy oglądam niektóre instalacje, to są one dla mnie ewidentnym pójściem na łatwiznę.
 
AFP: Buntownik, społeczny reformator i rewolucjonista. Jak to wygląda po latach? Podobno karierą realisty jest zabójstwo uskrzydlonej wyobraźni. Czy bunt się ustatecznia czy nadal czujesz się płomiennym komendantem?
 
Major: Mamy różne rodzaje ekspresji… możemy stosować armatę i karabin maszynowy. Ustatecznienie buntu polegać może na tym, że porzucamy karabin i strzelamy tylko z armaty (śmiech). Myślę, że z wiekiem, jeśli człowiek jest uczciwy, zachodzą zmiany. Zmiany są nieuniknione. Można dziecinnieć, można łagodnieć. Kiedyś byłem anarchistą, ale nie analizowałem tego, teraz mam inny stosunek do ideologii. Zwracam uwagę na czynniki, które mogą się przyczynić do tego, aby w moim przekonaniu było lepiej.
(…)
 
AFP: Pracujesz nad nową książką.. Możesz opowiedzieć o „Generale”?
 
Major: Będzie to próba uwznioślenia. Chcę aby mój śmiertelny wróg uzyskał swoją nieśmiertelność.
 
(tekst jest fragmentem wywiadu, który ukazał się w kwartalniku „Pamięć i Przyszłość” nr 2/2008)

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura