Fot. Maciej Śmiarowski/KPRM
"-A ty sobie stań tam z boku i pobaw się smartfonem
- Dobrze, proszę pana"
- Dobrze, proszę pana"
Media i większość partii (chyba tylko za wyjątkiem PiS) ogłosiły wczoraj sukces Donalda Tuska. Miałem już krytykować PiS, bo przecież ich rząd wynegocjował mniej w czasach, kiedy o żadnych cięciach nikt jeszcze nie myślał, ale... okazało się, że dałem się wpuścić w maliny. Nie mogło być tak pięknie, że premier jednocześnie często twittując równie dobrze prowadził negocjacje. Jest prawdą, że kwota dotacji z UE w latach 2014-2020 będzie dla Polski większa o 4 mld €. No, ale Unia nie jest dobrą ciocią od której się bierze, a nie trzeba nic dawać. Polska, jak każdy kraj członkowski płaci także odpowiednią składkę. We wspomnianych latach wzrośnie ona o 16 mld €. I co, dalej się cieszycie? Tak na prawdę dostaniemy 66 mld €, a nie 106, jak trąbią media. Będzie to o 12 mld € mniej niż dostaliśmy w latach 2007-2013 (pamiętacie jeszcze Marcinkiewicza, który przed kamerami cieszył się "po młodzieżowemu" i stąd słynne "yes,yes,yes"? To właśnie po wynegocjowaniu budżetu na poprzednią "siedmiolatkę"). Teraz już się nie dziwię, że PiS nie jest zadowolony z rezultatów negocjacji. Już rozumiem, dlaczego Kaczyński przedwczoraj mówił, że trzyma kciuki za Tuska, żeby wynegocjował 475 mld zł (o jakieś 30 mld zł więcej niż dostaniemy ostatecznie). Tak więc Tusk "wynegocjował więcej", a dostaniemy mniej. No i po sukcesiku Tuska...




Komentarze
Pokaż komentarze (2)