12 obserwujących
35 notek
36k odsłon
211 odsłon

Czy musi być jak jest?

Wykop Skomentuj9

Przyszłość lubi płatać figle, bywa zaskakująca i nieprzewidywalna. Starając się ją oswoić nieznane stosujemy zazwyczaj ekstrapolację trendów. Zgodnie z definicją dostępną w wikipedii:

Ekstrapolacja – prognozowanie wartości pewnej zmiennej lub funkcji poza zakresem, dla którego mamy dane, przez dopasowanie do istniejących danych pewnej funkcji, następnie wyliczenie jej wartości w szukanym punkcie.

Tłumacząc na ludzki język chodzi o to, że postrzegamy przyszłość jako proste przedłużenie teraźniejszości. Jeżeli coś właśnie rośnie, to będzie rosło i dalej. Żyjemy w odziedziczonym po XX w. społeczeństwie konsumpcyjnym, a ostatnie stulecia przyzwyczaiły nas do ciągłego wzrostu. Rosła produkcja, rósł PKB, rosła liczba ludności. To wszystko rosło nawet na przekór licznym wojnom i ludobójczym totalitaryzmom pustoszącym ten najlepszy ze światów przez ostatnie sto lat. Silna tendencja, czyż nie?

Wiele wskazuje na to, że trendu wzrostowego nie można jednak radośnie rzutować na przyszłość. Obecny sposób życia powoli dochodzi do ściany, dociera do granic nie tylko wytrzymałości planety, ale i ludzkiej natury. Chcąc nie chcąc, powoli wkraczamy w nową epokę, w której stare pojęcia tracą dawne znaczenie.

Weźmy chociażby katastrofę demograficzną, o której jest bardzo głośno już od jakiegoś czasu. Ostatnie 200 lat to dynamiczny przyrost ludności, zwany wręcz eksplozją. Przyzwyczailiśmy się już do tego i oczekujemy tego od przyszłości, że populacja rośnie i rosnąć powinna. Tymczasem życie zdążyło się jednak nieco zmienić. Eksplozja demograficzna to efekt rewolucji przemysłowej, związanego z nią rozwoju medycyny i ogólnej poprawy poziomu życia. Jego długość wzrosła, śmiertelność niemowląt zmalała, a nowe pokolenia znajdowały swe miejsce i zatrudnienie w przemyśle. Nietrudno zauważyć, że dzisiaj to u nas już przeszłość, a industrializacja wraz z gwałtownym wzrostem zaludnienia przeniosła się z Europy do krajów trzeciego świata.

Pozostał nam jedynie kompletnie anachroniczny bismarckowski system emerytalny i bezrozumna frustracja, że nie jest już tak jak dawniej. W tej chwili nie ma warunków, by rosło jak po staremu. Zmieniła się struktura gospodarki i cały model życia. Wojna już nie polega na starciu masowych armii, w którym liczy się tylko liczba karabinów, czołgów i artylerii. Nie decyduje przewaga liczebna i materiałowa, a technologiczna. Podobnie wygląda sytuacja w przemyśle, gdzie armie robotników stopniowo są zastępowane przez coraz sprawniejsze maszyny. Owszem, istnieją gałęzie i etapy produkcji gdzie jeszcze długo praca ludzkich rąk będzie niezastąpiona, jednak dzisiaj Azjata wykona ją taniej niż Polak i nie ma siły by zmienić rachunek ekonomiczny. Dlatego właśnie wszelkie próby reindustrializacji opartej na wizjach tego co było 50 lat temu są niczym zawracanie Wisły tęgim kijem. Nie wchodzi się po raz drugi do tej samej rzeki!

Z perspektywy Norwegii czy Niemiec Polska może wydawać się biedna, ale de facto należy do już grupy państw rozwiniętych. Biedne, niesuwerenne państwo postindustrialne, w którym trwa już ostatnia faza transformacji demograficznej. Niektóre procesy zachodzą w zbyt dużej skali, by mogła je powstrzymać polityka państwa. Zwłaszcza teoretycznego. Kijem Wisły nie zawrócisz, ochłapem z plusem też nie!

W obecnej sytuacji należałoby myśleć raczej o ograniczeniu negatywnych skutków starzenia się społeczeństwa niż odbudowie gierkowskich 40 mln. albo, co jeszcze śmieszniejsze, o powrocie do wzrostu populacji z czasu bezpośrednio po wojnie. W tej chwili wszystko jest inne: gospodarka, styl życia i mentalność ludzi. Dość wspomnieć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu liczne potomstwo odciążało rodziców pomagając przy pracach w gospodarstwie i zajmując się młodszym rodzeństwem. Dzisiaj zaś dzieci oznaczają już tylko wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki. Ewentualnie koszty. 

Jeżeli więc za 100 lat Polsce uda się ustabilizować liczbę ludności na jakimkolwiek, byle stałym, poziomie i jakoś zrównoważyć strukturę wiekową, a jednocześnie zachowując jednolitość uniknąć zmiany etnicznego składu populacji, to będzie to wielki sukces. Polska naprawdę nie musi mieć 100 mln ludności, nie musi mieć nawet 30. Wystarczy jeśli Polacy będą chcieli w niej żyć i będą to życie lubić. Przy dzisiejszym rozwoju techniki Europejczycy są w stanie się obronić przed inwazją z krajów trzeciego świata, wystarczy tylko mieć wolę i odpowiednią broń. Spójrzcie na Rosję i Chiny: przewaga ludnościowa Azjatów jest miażdżąca, ale rosyjskie głowice termojądrowe i środki ich przenoszenia skutecznie ich powstrzymują przed pokusą zajęcia pustej przestrzeni życiowej.

Ktoś mógłby mi tu zarzucić, że popieram zniszczenie naszego przemysłu podczas transformacji i jestem apologetą neoliberalnej destrukcji polskiego narodu. Byłby to zarzut chybiony. Wolna Polska powinna posiadać własny i zaawansowany, nowoczesny przemysł, swoje globalne marki i łańcuchy produkcji. I niewątpliwie by je posiadała, gdyby była państwem suwerennym, rządzonym silną ręką w interesie swoich obywateli. Niestety, jesteśmy obecnie tylko podrzędną kolonią zachodniego kapitału, rządzoną przez bandę kreatur politycznych na usługach obcych mocarstw. Dlatego właśnie najsmutniejsze jest to, że nasz kraj nie wejdzie w nową epokę samodzielnie i na własnych warunkach.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka