Pozwalam sobie umieścić poniżej tekst swojego wystąpienia.
Kościół katolicki i laicyzacja we Francji
- Dla lepszego zrozumienia sytuacji Kościoła katolickiego we Francji z pewnością dobrze byłoby przytoczyć kilka faktów z historii Francji laickiej. Chodzi o takie fakty, które pozwolą nam odróżnić intuicyjnie odmienność Francji od Polski na przykład.
- Intelektualny rodowód laicyzmu jako wrogości wobec religii, a dokładnie rzecz biorąc, wobec katolicyzmu, ma swoje korzenie u takich pisarzy, jak Voltaire i inni myśliciele oświecenia. To Wolter właśnie mówił, że istnieje potrzeba zniszczenia „tego, co stoi na drodze postępu". Wolnomyśliciele doby oświecenia uznawali istnienie Kościoła, za główną przeszkodę dla rozwoju cywilizacji opartej na rozumowej podstawie. Antykościelne argumenty jakie pojawiły się w tym czasie i eksplodowały w postaci praktyki społecznej w czasie rewolucji były potem powtarzane przez cały XIX i XX wiek przez zwolenników laicyzacji. W wieku XIX ukształtowało się nawet przekonanie, że istnieją dwie Francje, dwa państwa, pozostające ze sobą w autentycznym starciu. Jedno z nich postępowe, oświecone, rozumne, oparte na prawach człowieka, a drugie ciemne, zabobonne i zacofane.
- Uwolnienie laicyzacyjnych tendencji na miarę ogólnospołeczną nastąpiło razem z wybuchem rewolucji francuskiej, która bardziej i niż ruchem społecznym wydaje się, z perspektywy historii jej przebiegu, emanacją resentymentu warstw mieszczańskich wobec kostniejącego systemu monarchiczno - kościelnego. Niebagatelne znaczenie miał tutaj rozwój wysokonakładowej prasy, będącej nośnikiem treści ideologicznych, a także łatwym narzędziem sterownia ludzkimi namiętnościami. Niezwykły szacunek dla słowa drukowanego jako reprezentanta „prawdy" pozwalał oddziaływać na rzesze umysłów, które dopiero co posiadły zdolność czytania i pisania.
- Klimat czasu rewolucji musi być też dopełniony o przytoczenie takich wydarzeń, jak przypadki kary gilotyny za obchodzenie katolickich świąt, mordowanie księży za samą przynależność do stanu kapłańskiego, bezczeszczenie świątyń i niszczenie tych znaków przeszłości, które były postrzegane, jako elementy kultury katolickiej. Mam na myśli choćby rozprucie grobów królów francuskich w opactwie St-Denis. Samo ścięcie króla Ludwika miało również wymiar symbolicznej desakralizacji, która przekreśliła rzeczywistość postrzeganą, jako ludzko-boski porządek.
- Kult chrześcijański był rugowany na rzecz, kultu Najwyższej Istoty. Z czasem deistyczny fantom przesunął się w stronę tego co można by nazwać religią republikańską, nacjonalizmem, czy etosem republikańskim. Odciągał on od Kościoła opierając się, miedzy innymi na gloryfikacji antykatolickiej rewolucji i przeciwstawianiu tego co reprezentować miała nowa Francja z tym co reprezentowała za czasów królów i długi jeszcze czas na prowincji.
- Tak wyglądał XIX wiek. Jednak chęć siłowej manifestacji wrogości wobec Kościoła powracała też w tym czasie. W roku 1871 podczas wystąpienia Komuny Paryskiej pojawiła się propozycja by wszystkich księży znajdujących się pod władzą komuny zamknąć w katedrze Notre-Dame i wysadzić razem z budowlą w powietrze.
- Wiek XIX to także czas panowania wśród kręgów Francji postępowej teorii powszechnego spisku jezuickiego, której to teorii owocem było likwidowanie klasztorów i całych zgromadzeń zakonnych na ziemiach francuskich. Poza tym powtarzały się oskarżenia wobec duchownych o służbę wrogiemu mocarstwu jak nazywani Watykan.
- Ważnym elementem laicyzacji stała się ustawa z roku 1905 oficjalnie dokonująca rozdziału państwa od Kościoła.
- Przytaczam te wszystkie nieprzyjemne dla naszej wrażliwości fakty by zarysować tło dziejowe w jakim funkcjonuje Kościół we Francji oraz jakie podstawy emocjonalne wiązał się z laicyzacją.
- Samą laicyzację pozwolę sobie zdefiniować w trojaki sposób (wszystkie wymienione poniżej formy występują we Francji, a typologie tę powtarzam za książką Charlesa Taylora A Secular Age).
- Po pierwsze: laicyzacja to pewne praktyki instytucji państwa oddzielającej religię od spraw publicznych. Jak pisze Taylor oznacza to stan, w którym „można w pełni zaangażować się w politykę, ani razu nie spotykając Boga".
- Po drugie laicyzacja to po prostu porzucanie praktyk religijnych przez ludzi tradycyjnie wywodzących się z określonej religii.
- Po trzecie laicyzacja to przejście od społeczeństwa, gdzie wiara w Boga nie była problematyczna do społeczeństwa, gdzie staje się ona tylko jedną z możliwości i to wcale nie najłatwiejszą.
- Jeśli chodzi o praktykę odnoszącą się do pierwszej definicji to choć wydaje się, że rozdział Kościoła katolickiego od państwa jest już właściwie we Francji rozdziałem tradycyjnym, co widać choćby w dokumentach produkowanych przez francuski Episkopat, który właściwie w pełni akceptuje istniejącą separację, to równocześnie ciągle praktyka pokazuje jej problematyczność. Pozwolę sobie pokazać to na trzech przykładach w mikroskali.
- Pierwszy to historia długotrwałych zabiegów pewnej wspólnoty katolickiej o pozwolenie otwarcia hospicjum. Niekończące się zabiegi doprowadziły do finału, w którym koncesja państwowa na prowadzenie takiej działalności już miała być wydana, ale postawiono jeden warunek; hospicjum nie będzie miało wewnątrz żadnych oznak religijnych, siostry zakonne na czas spotkania z umierającymi zostaną zobowiązane do zdejmowania habitów, a także nie będzie się mieszkańcom hospicjum niosło pocieszenia o charakterze religijnym. Wszystko to zostało uzasadnione przepisami stawy z roku 1905.
- Jednocześnie w innym miejscu przedstawiciele tej samej wspólnoty są zapraszani przez lokalnego mera na wszystkie celebracje świąt państwowych i regionalnym, czy miejskich. Zestawienie obu tych przypadków pokazuje paradoksalność tej ustawy
- Trzeci praktyczny przykład pokazujący problemy narzuconej laicyzacji to nieustający problem odpowiedzialności za zabytkowe obiekty sakralne, czyli ważną część dziedzictwa narodowego. Często wygląda to tak, że wspaniałe obiekty są odnowione na zewnątrz, a wewnątrz popadają ruinę ponieważ miejscowy biskup nie posiada odpowiednich funduszy, a ich renowacja przez merostwo naruszyłaby ustawę o rozdziale państwa i Kościoła.
- W makroskali problem zauważył ostatnio prezydent Sarkozy, ale o tym wspomnę jeszcze kilka słów na koniec.
- Laicyzacja rozumiana jako porzucanie przez wiernych praktyk religijnych, szła w parze, a może raczej krok za laicyzacją państwową. Skłaniała do utożsamiania religii jedynie z działalnością charytatywną, społeczną, przy jednoczesnym lekceważeniu fundamentu doktrynalnego, moralnego i liturgicznego na jakim opiera się Kościół. To właśnie wydaje się być jeden z aspektów zeświecczenia wewnątrz samego Kościoła - chodzi sprowadzanie całej sfery religijnej do zaledwie jednego aspektu, przeważnie o charakterze bardzo praktycznym - społecznym, psychoterapeutycznym, całkowicie prywatnym. Podczas gdy doktryna, etyka, praktyki religijne nie mają charakteru prywatnego wkraczają w przestrzeń publiczną, która traktuje je jako niepożądane.
- Ten aktywizm/praktycyzm można oglądać we Francji w Kościele w podejściu do liturgii, gdzie w znacznej mierze nastąpiło odejście od jej sakralnego, publicznego, manifestacyjnego wymiaru, pozwalającemu zaczerpnąć człowiekowi ze źródła sacrum. Co raz bardziej ograniczyła się ona do wymiaru, należałoby powiedzieć, towarzyskiego, upodabniającego parafie do klubów charytatywnych, czy grup wsparcia. Tego typu procesy zeświecczania, szczególnie można było obserwować w latach 70-tych i 80-tych. Niestety i dzisiaj spotyka się miejsca, gdzie w nowoczesnych ośrodkach duszpastersko-klasztornych na kaplicę wyznaczane jest niewielkie, zaniedbane pomieszczenie. Architektura również wymownie mówi nam o procesach laicyzacyjnych w Kościele katolickim we Francji, ale i właściwie w całej Europie, to jednak temat na osobne wystąpienie.
- Jakie reakcje wywołuje trzeci aspekt laicyzacji, który określiłem za Taylorem mianem „problematyczności wiary w Boga"? Wydaje się, że można zaproponować hipotezę wedle, której Kościół we Francji podąża trzema drogami. Najszerszy nurt, który określiłbym jako nurt główny, jest niezwykle zróżnicowany, ale trwa on zasadniczo w stanie zachwianej tożsamości wiary i przynależności do tradycji kościelnej, czyli zlaicyzowania. Część problemów z jakimi boryka się ów nurt przedstawiłem w poprzednich punktach wypowiedzi. Do opisu zachwiania trzeba jeszcze dodać co moglibyśmy nazwać „ukąszeniem modernistycznym" znacznej części duchowieństwa i wiernych. Ukąszenie to rozumiem jako prywatne przetwarzanie treści wyznawanych prawd wiary z substancjalnych na czysto symboliczne, prowadzące do pojmowania religii jako elementu estetyki życia, ale nie prawdy w przeciwieństwie do fałszu, dobra w przeciwieństwie do zła, piękna w przeciwieństwie do brzydoty. Tu moim zdaniem szkody jakie przyniosła laicyzacja są największe.
- Oprócz tej zróżnicowanej, ale w swojej masie zagubionej większości, można zaobserwować także dwa osobne nurty, które jak sądziłem jeszcze do nie dawna, wydawały są dwiema skrajnościami nie mającymi szans się zetknąć. Pierwszą z nich, wedle starszeństwa są nurty tradycyjne, przywiązane do tzw. liturgii trydenckiej, szczególnie dotyczy to niektórych kongregacje benedyktyńskich i wiernych gromadzących się wokół tych zgromadzeń. Chodzi oczywiście o tych tradycjonalistów, którzy nigdy nie znaleźli się poza Kościołem katolickim i nie przyłączyli się do abp Lefebvre'a w chwili jego odejścia od jedności z Rzymem. Nurt ten nie poddaje się laicyzacji, przynajmniej w sensie wewnątrzkościelnym, jakim jest zachowywanie praktyk religijnych, wierność prawdom wiary, moralności. W świecie „problematyczności wiary w Boga"zachowują oni enklawy świata, w którym prawdy wiary mają smak realność.
- Podobnie, przynajmniej w aspekcie tworzenia enklaw, można by scharakteryzować drugi, jak się wydaje brzegowy nurt kościelny, bardzo rozbudowany i trudny do ujednolicenia. Chodzi o cały szereg inicjatyw powstałych po Soborze Watykańskim II, ruchów, wspólnot, w różny sposób nawiązujących do katolickiej tradycji, ale ożywianych przez chęć odnowienia ducha religijnego, zachowania przestrzeni dla religii w sposób, który nie byłby całkowitym przemieszaniem z tym co świeckie, ale zachowywał odrębność sacrum.
- Te dwie tendencję o tyle stają się zrozumiałe, gdy uświadomimy sobie, że nie będzie dalekim od prawdy stwierdzenie, że zaangażowany katolicyzm we Francji ma raczej charakter diasporyczny i niezwykle rozproszony, a skupiający się wokół ognisk życia religijnego.
- Na koniec chciałbym jeszcze odnieść się do ostatnich przyjaznych słów jakie skierował wobec roli religii w państwie francuskim prezydent Sarkozy. Miało to miejsce choćby podczas wizyty u Benedykta XVI na Lateranie. Bernard Lecomte skomentował tę sprawę słowami, w których stwierdził że jakakolwiek zmiana ustawy o rozdziale państwa i Kościoła nie jest możliwa szybciej niż za dwadzieścia lat. Chodziło mu oczywiście o potrzebę złagodzenia jej zapisów wobec wysychających źródeł świeckiego etosu i słabnięcia więzi społecznych i państwowych we Francji.
- Pojawia się tylko pytanie czy za dwadzieścia lat będą jeszcze we Francji chrześcijanie katolicy, prawosławni i protestanci zainteresowani taką zmianą, czy może raczej będzie to już postulat coraz liczniej reprezentowanych w muzułmanów? Innym pytaniem na jakie będziemy musieli sobie wtedy odpowiedzieć i to w całej Europie: Czy to co zrobiliśmy z religią chrześcijańską jest na pewno tym o co nam chodziło?



Komentarze
Pokaż komentarze