Jutro znowu kolejny świąteczny dzień terroru miłości. Zwłaszcza w okolicy kościołów i sklepów będzie uprawiany masowo przez namolne chmary dzieciarni z określoną i jeszcze niezadeklarowaną płcią, czyli Dziecko I, lub Dziecko II, szantaż moralny w formie wesołej (jak dla kogo) zabawy.
Każdy, kto ma do załatwienia jakiś interes na mieście, albo zwyczajnie z nakazu przykazania "pamiętaj, abyś dzień święty święcił" wybierze się do kościoła, albo na niedzielny spacer, może się znaleźć w przykrej okoliczności odmowy dawania Elonowi Owsiakowi.
Jest sposób genialny w swojej prostocie, który rozwiąże problem kłopotliwego spotkania z lotnymi komandami pod komendą Owsiaka, wielokrotnie z powodzeniem wypróbowany przeze mnie, np. podczas pobytu w sanatorium, czy nocą na wrocławskim rynku, opanowanym przez krążące naganiaczki zatrudnione przez tamtejsze, hmmm... salony masażu.
Wstaje taki statystyczny kuracjusz o piątej rano, by podczas spaceru przed zabiegami zaczerpnąć świeżego powietrza, pchnie drzwi wyjściowe, a za plecami słyszy czyjś śpiewny baryton: " Kierowniku, daj piątkę na bułkę dla dziecka", powiada rozczochrana brunetka w nieokreślonym wieku.
Dać, czy nie dać? Jest trzecie wyjście z tej opresji moralnej. Należy gadać cokolwiek w znanym kuracjuszowi zagranicznym języku i zwyczajnie odejść. Nie chcecie wiedzieć co wtedy mówię, a nawet gdybyście chcieli wiedzieć, to czujna administracja S24 już po pierwszych słowach wywali ten tekst w kosmos. Ostrzegam, że język Szekspira na rynku we Wrocławiu się nie sprawdzi, gdyż szelmy nauczone lenguidżem mówić.
Wypróbujcie więc moją metodę zapewnienia sobie świętego spokoju, a przy okazji podziękujecie.
Inne tematy w dziale Polityka