Eugeniusz Lokajski "Brok". Warszawa, wrzesień 1944 r.
Eugeniusz Lokajski "Brok". Warszawa, wrzesień 1944 r.
Parasol Historii Parasol Historii
2710
BLOG

Olimpijczyk, który odniósł zwycięstwo fotografując Warszawę

Parasol Historii Parasol Historii Powstanie Warszawskie Obserwuj temat Obserwuj notkę 10

Od 2014 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznaje Nagrodę im. Eugeniusza Lokajskiego za fotografię sportową. Ten laur to połączenie wyzwań jego życia: wybitnego lekkoatlety, olimpijczyka, i fotografa – nie tyle sportu, co Powstania Warszawskiego. W tej drugiej misji zginął. 

W zbiorach Muzeum Powstania Warszawskiego jest prawie 1000 zdjęć z 25 rolek filmów ilustrujących walkę i życie codzienne powstańców w Śródmieściu. Negatywy ocaliła z powstania i podarowała placówce Zofia Domańska „Zocha”, siostra ich autora – dobrze zapamiętanego ze zdjęcia, na którym on, powstaniec, trzyma czarnego kotka. Ale też z tego, że w 1936 r. ustanowił rekord Polski w rzucie oszczepem: 73,27 m – został pobity dopiero po 17 latach! A był to również trzeci wynik na świecie.

Sportowy zwrot pająkowatego chuchra

Dwa dni po owym rekordzie, 2 czerwca 1936 roku, „Przegląd Sportowy” napisał o nim: „Od czasu wycofania się Kusocińskiego, kiedy już nie było nam dane oglądać jego wielkich pojedynków, lekka atletyka traciła swoją publiczność w tempie zastraszającem. Doczekaliśmy się wreszcie momentu, który chyba stanowić będzie zwrot ku lepszej przyszłości”.

Eugeniusz Zenon Lokajski urodził się w 1908 roku w Warszawie, w rzemieślniczej rodzinie, i już jako 16-latek został zawodnikiem stołecznego Klubu Sportowego „Warszawianka”. Trenował wiele dyscyplin, w tym pięciobój, pływanie, bieganie, piłkę nożną i skok wzwyż. W kontekście przyszłych sukcesów dziwne może się wydawać, że trener odmówił mu wpisania do sekcji oszczepniczej.

W 1934 r. ukończył studia w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego. Został tam instruktorem lekkiej atletyki i dodatkowo – nauczycielem w swoim byłym Gimnazjum i Liceum im. Mikołaja Reya. Powrócił do „Warszawianki”.

„Nazywali mnie w domu chuchrem, a w klubie, z racji mych wyjątkowo długich rąk i jeszcze dłuższych nóg, zyskałem przydomek pająkowatego” – wspominał Lokajski w „Sporcie Szkolnym” w październiku 1937 r. Faktycznie ważył zaledwie 73 kilogramy przy wzroście 181 cm. Ale się nie poddawał: „Brałem pod pachę dwa oszczepy i szedłem do pobliskiego lasu, rzucając je w marszu, lekko, bez większego wysiłku, często do celu. Niektórzy sądzili, że mój trening to tylko walka ze słońcem, z tą różnicą, że miejsce motyki zajął oszczep. A ja, poza wzmocnieniem mięśni, odnalazłem swój styl, dostosowywany idealnie do mojej budowy, szybkości i siły”.

I tak został uznanym sportowcem. W latach 1929-1937 odniósł wiele sukcesów, m.in. na mistrzostwach Polski najpierw zdobywał srebro i brązy w skoku wzwyż, a w 1934 r. – złoto w oszczepie. Uzyskał wicemistrzostwo świata w pięcioboju w Budapeszcie w 1935 roku. W maju 1936 r. w Poznaniu pobił w rzucie oszczepem innego czołowego zawodnika, poznaniaka Waltera Turczyka. Byli pierwszymi Polakami, którzy rzucili ponad 70 metrów, ale to do Lokajskiego należał rekord: 73,27 m wobec 70,53. „Nie myślałem o zawodach. Sprawiała mi przyjemność i napawała dumą ta energia, która ożywiała oszczep, niosła go z poświstem przez powietrze, by wreszcie wbić go w ziemię. I oszczep począł lądować coraz dalej” – opisywał, jak doszedł do takich rekordów.

Miał jednak pecha – w sierpniu 1936 r. pojechał na XI Igrzyska Olimpijskie do Berlina i podczas ostatniego treningu zerwał sobie mięśnie barkowe. Wierzono, że zdobędzie medal. Niestety, pierwszy rzut finałowy przeszył go ogniem bólu, za drugim coś się urwało, z trzeciego zrezygnował. Ale i tak zdobył siódme miejsce – rzucił 66,36 m.

Co prawda rok później wygrał w rzucie oszczepem trójmecz lekkoatletyczny Grecja – Polska – Czechosłowacja w Atenach, ale kontuzja była na tyle poważna, że de facto go wyeliminowała. Nie pomogło leżenie w gipsie i rehabilitacja w sanatorium Hohenlychen – jedyne, co zyskał, to czas na naukę niemieckiego.

Z sowieckiej niewoli do PAST-y 

Był już wtedy zapalonym fotoamatorem i właśnie w Berlinie kupił sobie aparat – Leicę. To nim fotografował w 1944 roku Powstanie Warszawskie jako oficer łącznikowy i dokumentalista najważniejszych wydarzeń w Śródmieściu Północnym.

Już w latach 30. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie. Był podporucznikiem. W sierpniu 1939 roku był na obozie sportowym w Sierakowie Wielkopolskim jako opiekun juniorów, wyjazd pośpiesznie zakończono i wrócił do Warszawy. W wojnie obronnej dowodził plutonem 35. pułku piechoty w składzie 9. Dywizji Piechoty Armii „Pomorze”. Koło Brześcia nad Bugiem, gdzie stacjonowali, trafił do niewoli sowieckiej. W październiku udało mu się zbiec, jego kolegów NKWD zamordowało w Katyniu.

Na początku okupacji pracował jako robotnik w Paprotni pod Warszawą, potem jako fotograf – w pracowni przy ul. Berezyńskiej na Saskiej Kępie, a w 1942 r. otworzył własny zakład w mieszkaniu rodzinnym przy ul. Łuckiej 2. Robił głównie zdjęcia teatralne i pracował oficjalnie jako nauczyciel gimnastyki w Prywatnej Szkole Powszechnej im. Mikołaja Reja.

Jednocześnie w konspiracji wykładał na tajnych kompletach na Akademii Wychowania Fizycznego (w 1938 r. zmieniono nazwę Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na AWF). W grudniu 1943 r. jego młodszy brat plut. chor. Józef „Grot”, który organizował transporty broni dla Armii Krajowej do Warszawy, poległ w starciu z Niemcami. Wtedy do AK trafił i Eugeniusz – został zaprzysiężony jako żołnierz AK w styczniu 1944 r. i przyjął pseudonim Brok. Dostał przydział do VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawa Armii Krajowej. W 3. Rejonie Rembertów („Dęby”) w kompanii „Praskiej” był dowódcą plutonu.

W Powstaniu Warszawskim został początkowo oficerem łącznikowym w Kompanii Ochrony Sztabu Obszaru Warszawskiego AK „Koszta”, a od 30 sierpnia dowódcą II plutonu. Bronił m.in. barykad przy Chmielnej, gmachu Poczty Głównej, brał udział w walkach o PAST-ę i „Esplanadę”, w szturmie na komendę policji i kościół Św. Krzyża.

Formalnie nie był Prasowym Sprawozdawcą Wojennym Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK, ale kpt. Stefan Mich „Kmita”, który dowodził „Kosztą” w linii, znał jego zamiłowania. Postarał się więc, aby ppor. „Brok” dostał pierwszy zdobyty aparat fotograficzny i polecił mu utrwalać wszystko, co się działo, na taśmach – fotograficznej i filmowej.

Dziś znaczna część fotografii powstańczych, jakie znamy, to właśnie zdjęcia Lokajskiego. Poruszał się po Śródmieściu Północnym i Powiślu: od ulicy Królewskiej po plac Napoleona (dziś Powstańców Warszawy), od Tamki po ul. Bagno. W rejonie Marszałkowskiej, Złotej, Szpitalnej, Chmielnej, Świętokrzyskiej. Wykonał cały cykl dokumentujący zdobycie PAST-y przy ul. Zielnej 37-39, w tym film ze szturmu na gmach, pokazywany w powstańczym kinie „Palladium” przy Złotej 7/9. Fotografował walki, ale też życie codzienne powstańców i cywili. Uwiecznił barykady, szpitale, jeńców niemieckich, zniszczone ulice i drastyczne sceny pochówku ofiar niemieckich „krów”, msze święte.

Dziewczyna z warkoczem, powstaniec z kotem 

Dzięki niemu mamy przed oczami ślub Bolesława Biegi „Pałąka” z sanitariuszką Alicją „Jarmuż”, jedną z bliźniczek Treutler (siostra miała na imię Halina). Albo dziewczynę przeglądającą się w lustrze. To Bożena Grabowska (później, po mężu Pawłowska) „Magda”, łączniczka Kompanii Ochrony Sztabu „Koszta”. Lokajski wystąpił jako świadek podczas składania przez nią przysięgi w punkcie kontaktowym na Chmielnej. Nikogo innego wtedy nie znała.

„Po sześćdziesiątej rocznicy powstania koleżanka z Warszawy posłała mi kolorowane pocztówki i jeszcze pisze: »Może poznajesz kogoś na tych zdjęciach? «. Ja za telefon i do muzeum. Mówię: »Skąd macie to zdjęcie? Takie zostało w Warszawie, może ktoś znalazł i dał do muzeum?«. Wytłumaczono mi, że nie, że mają klisze. Wszystkie uratowała siostra Lokajskiego. Jeszcze mi mówi: »To pani jest ta, co się w tym lusterku przegląda?«. Mówię: »Nie, w jakim lusterku? Gdzie? Ja się tam nigdzie nie przeglądałam«. Musiał zrobić Lokajski, zauważył, jak się czeszę. Warkocz na ślepo plotłam, poprzypinałam, a później, jak miałam okazję, to poprawiłam czy przejrzałam się, czy to dobrze. Boże jedyny, byłam młoda dziewczyna, to chciałam jakoś wyglądać. To w ogóle było śmieszne z tym warkoczem” – wspominała w Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

Dzięki temu warkoczowi pracownicy MPW ją rozpoznawali na zdjęciach i przysłali jej odbitki fotografii. „Wzięłam kopertę ze skrzynki, siadłam na przystanku, czekałam na autobus, otworzyłam kopertę i myślałam, że tam padnę, jak zobaczyłam te zdjęcia. To był dla mnie szok, nie wiedziałam, że są takie. Po tylu latach…”

Na zdjęciach „Broka” z prowizorycznej kuchni powstańczej kompanii „Koszta”, w jednym z budynków przy ul. Moniuszki, widać jego uśmiechniętą siostrę – Zofia Domańska „Zocha”, która w powstaniu była tzw. peżetką (Pomoc Żołnierzowi), stoi roześmiana z małą patelnią w ręce, obok Wiktor Boryczko „Dzierżak” i Henryk Jagieła „Kwiatek”. – W sklepie Bruna w gmachu dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń „Rosja” sprzedawano piece podobne do tego na zdjęciu. Na nim gotowaliśmy – wspominała później Domańska.

Powstaniec stojący z czarnym kotkiem na rękach w podwórzu gmachu dawnego Towarzystwa „Rosja” przy ulicy Marszałkowskiej 124/128, róg Moniuszki 11, to jedno z najbardziej wzruszających portretów tamtego czasu. To sam Eugeniusz Lokajski, na głowie ma hełm, w tle po prawej, w prześwicie bramy, widoczne ruiny zbombardowanej kamienicy Jankowskiego przy Moniuszki 12. – Być może zrobiłam to zdjęcie ja, często dawał mi aparat i prosił, bym nacisnęła spust – zastanawiała się jego siostra. Oficer znany jest też bowiem z innych fotografii, w np. furażerce, pumpach i z powstańczą opaską na ramieniu, albo na wysokim piętrze gmachu Prudentialu, z PAST-ą w tle.

Zginął z rękami na głowie, jakby się zasłaniał 

Rodzeństwo Zofia i Eugeniusz w powstaniu byli wciąż blisko siebie – „Zocha” też była związana z kompanią „Koszta” i Oddziałem Osłonowym Wojskowych Zakładów Wydawniczych. 25 września brat postanowił pójść do sklepu Stanisława Bieńkowskiego na Marszałkowskiej 129 po wywoływacz. Używał negatywów firmy Agfa – Superpan, Isopan ISS oraz Voigtälnder – i wywoływał je w mieszkaniu Zofii. Miał tyle pracy, że materiału zabrakło.

Robił bowiem zdjęcia do fałszywych Kennkart dla oddziału por. Stefana Berenta „Serba”. Było to nowe zadanie przysłane z Komendy Głównej AK: licząc się z kapitulacją, dowództwo zaczęło szykować podrabiane dokumenty, by żołnierze mogli wyjść z Warszawy wraz z ludnością cywilną i uniknąć niewoli.

Idąc po materiały, „Brok” zostawił siostrze pudełko ze swoimi negatywami. – Podkreślił, że mam tego specjalnie strzec. Więcej brata nie zobaczyłam – opowiadała potem Zofia.

Widziano go ostatni raz, gdy wchodził do sklepu w czasie silnego ostrzału artyleryjskiego. Z budynku pod numerem 129 została tylko sterta cegieł i betonu. Żołnierze „Koszty” rzucili się do odgruzowywania, ale nie dali rady.

Ciało Lokajskiego odkopano dopiero w maju 1945 roku. Znaleziono „Broka” przy sklepowym kontuarze, z rękami na głowie, jakby zasłaniał się przed walącym się stropem. Bohaterskiego powstańca pochowano na Cmentarzu Powązkowskim, umieszczając na płycie nagrobnej obok nazwiska pięć kółek olimpijskich.

Zofia Domańska wyniosła pudełko od brata z Warszawy po upadku Powstania i latami je ukrywała. Trafiła do obozu przejściowego w Pruszkowie i stąd do Grodziska. Po wojnie negatywy wywołał w tajemnicy Józef Skoczylas, właściciel zakładu fotograficznego i dawny wspólnik Eugeniusza. Ale odbitki pokazywano tylko osobom zaufanym – komunistyczne władze PRL represjonowały uczestników walk.

Pierwszy raz kilka zdjęć opublikował w 1956 r. tygodnik „Świat”, potem ukazały się w specjalnym wydaniu tygodnika „Stolica”, a w latach 70. i 80. można było je wystawić w kościołach i Wodozbiorze w Łazienkach Królewskich.

– Przez te dziesięciolecia, które minęły od powstania, starałam się utrwalać pamięć o tamtych dniach, o chłopcach, którzy polegli, o Gienku – mówiła „Zocha”. Zmarła w 2009 roku.

Jerzy Piórkowski, który współtworzył wydany w 1957 r. album „Miasto Nieujarzmione”, napisał o Eugeniuszu Lokajskim: „Nikt ze współczesnych nie zdawał sobie sprawy, że ten spokojny, cichy, eks-sportowiec w randze podporucznika będzie w przyszłości człowiekiem, który na dnie klęski, zza własnego grobu dokona tego, czego nie udało się powstańczym generałom i wodzom: da dowód polskiej prawdzie tej wojny... Odniósł swoje zwycięstwo”.

Pierwszy album ze zdjęciami Lokajskiego ukazał się w latach 90. – „Eugeniusz Lokajski Brok. Fotografie z Powstania”. W 2007 r. Muzeum Powstania Warszawskiego wydało kolejny – „Brok. Eugeniusz Lokajski 1908-1944. Fotoreporter”, zawierający prawie 840 powstańczych fotografii. Uzupełniono go pracami przedwojennymi – portretami ulubionej siostrzenicy oraz cyklem zdjęć pejzażowych i sportowych, które wykonał podczas licznych eskapad w polskie góry.


image

Tekst ukazał się w ramach programu "Parasol Historii - Wspomnienie '44", którego organizatorem jest Grupa Maspex. Partnerem projektu jest Muzeum Powstania Warszawskiego.



Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura