Lech Kaczyński znienawidził "Wiadomości" TVP, już za premierowania swojego brata. Kąśliwe uwagi, przypominanie niekonsekwencji Pana Prezydenta, czy kulminacyjny moment w lipcu zeszłego roku, gdy wszyscy rzucili się Prezydentowi do gardła, zachęceni uwagami prezydenta Francji Sarkozyego o niepodpisaniu traktatu, który nie wykorzystał wtedy okazji, by po prostu siedzieć cicho.
Doszło do tego, że miast oglądać serwisy publicznej TVP, Prezydent przyznał się nawet do tego, że woli komercyjną konkurencję, gdyż jest dla niego łaskawsza, niż agresywne materiały produkowane na Placu Powstańców.
Aby przekonać Pana Prezydenta do zmiany swojej decyzji ( w sprawie oglądania), publiczna TV musiałaby wykonać szereg jakichś znaczących gestów. Seria wywiadów, ze dwa orędzia z korzystnym kadrowaniem, no i koniecznie puszczać w serwisach informacje przedstawiające Pana Prezydenta w korzystnym świetle. Polacy mają prawo wiedzieć, kim Prezydent jest naprawdę. Suche relacjonowanie i "podszepty" z anonimowych źródeł, z pewnością nie należą do gamy pozytywnych bodźców, które mają oddziaływać na widza, oglądającego "Wiadomości" - wciąż główny serwis informacyjny w tym kraju.
Obawiam się jednak, że taka forma przedstawiania Głowy Państwa, będzie się wiązała z dwiema poważnymi niedogodnościami.
Po pierwsze. Nie obędzie się chyba, bez częściowego cenzurowania tego, co Pan Prezydent miał do powiedzenia. Wyobraźmy sobie bowiem Lecha Kaczyńskiego w momencie wzburzenia, gdy głosi co prawda najprawdziwszą rację, ale dobór słów może być odebrany przez mainstreamowe media (do których nie należy TVP), jako język agresji, który psuje wizerunek. Donald Tuska ma prościej. Świadomie ubiera wszystko w okrągłe, obłe zdania. Gdy kłamie, to robi to z wdziękiem. A jak pokazują badania opinii, Polacy wciąż wolą uroczych kłamców, niż oschłych głosicieli prawdy. Tacy już niestety jesteśmy.
Po drugie w końcu, materał o Prezydencie, jeśli w ogóle zostanie wyemitowany, to będzie niestety najczęściej miał twarz jakiegoś reportera, stojącego na tle tych wielkich lwów przed Pałacem Namiestnikowskim. To jest spory problem, ale w końcu jeśli pokazywać Prezydenta wyłącznie korzystnie, to nie można sobie w materiale pozwolić, by zostały uwiecznione kolejne zmagania z mikrofonem, słuchawkami na uszach, problemy z dykcją, czy, o zgrozo! znów wychwycona przez jakąś super czułą aparaturę "małpa w czerwonym". Ratunkiem mogą się okazać imprezy plenerowe, luźne spotkania, gdzie Prezydent zawsze wypadał dobrze i godnie. Ale gdzie zimą znaleźć takie imprezy? Prezydenyta mamy w końcu w Polsce, a nie na Seszelach. Pozostaje mieć nadzieje, że "żywego" Lecha Kaczyńskiego, nie zastąpią li tylko plansze z Lechem Kaczyńskim.
Wobec powyższego, uważam, że "Wyborcza"znów w kiepskim stylu manipuluje. Wszystko w TVP pozostanie po staremu, a rzekoma zmiana koalicji medialnej, to tylko wymysł złych ludzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)