Kiedy w końcu zaczną się liczyć interesy autorów - bo na razie żadna ACTA tego nie gwarantuje. Autorzy są równo okradani i nie dostają nic w zamian za swoją pracę. Pomijam tu siedlisko piractwa jakim są biblioteki – wyobrażacie sobie że podobnie jest z programami czy filmami? (W końcu nie ma książek z licencją do biblioteki) Jak rząd Tusk tak czuły na kwestią statusu materialnego autorów to rozwiąże? A może znawca Hołdys ma jakiś pomysł? W końcu książka to duża praca – często lata pracy, badań, rozważań, przemyśleń.. – objętość spora, cena marna – nie to co piosenka przerobiona z jakiegoś innego autora w pijackim amoku.
Ale wróćmy do autorów – u nas pobiera się ryczałtowo dla autorów – od papieru, nośników, kserokopiarek, drukarek, skanerów, faksów… … i wszelkiego sprzętu. I gdzie ta kasa idzie? Sam produkuje dużo dokumentów – są one powielane, faxowane, archiwizowane i co? Nigdy grosza z tej kasy nie dostałem! Przecież wszyscy autorzy powinni dostawać kasę za swą pracę – a ja jeszcze płacę za to że tworzę.
Kasa jest niemała bo jest ok. 3% wartości urządzeń i nośników.
Zakusy idą na inny sprzęt multimedialny – czy wtedy blogerzy salony24 będą dostawać kasę za to co piszą?
Inna sprawa to „okradanie autora” – czy i ile autor dostaje za swe dzieło? W wielu krajach, żeby znieść wyzysk np. dostawców warzyw nałożono obowiązek publikowania cen zakupu. Kiedy doczekamy się nadruku ile tak naprawdę autor za swe dzieło dostaje? Np na płycie powinno pisać - basista dostacje X zł od płyty, autor muzyki Y zł.. Bo często jest to nic..
Druga sprawa to dzielenie kasy za tantiemy – jak to wygląda? Ile który autor dostaje? Ile zostaje dla „organizacji”? Ja akurat nie słucham Hołdysa czy też na niego płacę?
Tusk się nagadał, jego nadworni całą dyskusję zgonili w sprawie ACTA na tory piractwa ale przecież u nas jest prawo autorskie i to ponoć surowsze – jedyne co się w sprawie ACTA pojawia to wyłom w naszym systemie prawnym i zastąpienie sądu działaniami różnych firm i instytucji sprowadzającymi się do profilaktycznej inwigilacji i cenzury. Dodatkowo z gwarancją bezkarności dla cenzurujących i inwigilujących „profilaktycznie” .
Nawet na salonie wideoblog Janke&Kozak&Podkański został sprowadzony do kwestii piractwa – bez wskazania zagrożeń dla demokracji ani dla interesów prawdziwych autorów, którzy są okradani również przez organizacje niby ich praw broniące.
Do tego warto się zastanowić kogo karać – część autorów udostępnia swą twórczość w necie – jak odróżnić ma „Kowalski” czy to utwór piracki czy udostępniony przez autora? To tak jakby karać Kowalskiego za przekroczenie prędkości – tyle że Kowalski by nie wiedział jaka jest na danym odcinku prędkość dopuszczalna – wiedział by tylko ten co kontroluje.
Problemów jest wiele a całą dyskusja zręcznie jest kierowana na manowce – zresztą – wszelkie konsultacje i dyskusje na ogół są przed podjęciem decyzji - u nas nowym zwyczajem robi się je po – po co? Tego nie wie nikt..


Komentarze
Pokaż komentarze (1)