Do Polski dotarły wreszcie długo oczekiwane nagrania z tzw.: „czarnych krzynek” rozbitego pod Smoleńskiem prezydenckiego Tupolewa. Gwoli ścisłości są to kopie oryginalnych nagrań wraz ze stenogramem, który musimy potraktować jako taki ekstra podarek od „przyjaciół” z rosyjskich służb zajmujących się dochodzeniem w sprawie katastrofy. Nie umilkły jeszcze echa spontanicznej radości rządu polskiego, części mediów i komentatorów nad samym faktem otrzymania kopii nagrań, gdy okazało się, iż stenogram ten w prawie 25 % zawiera słowo klucz – „niezrozumiałe”, a to co jest zrozumiałe wnosi bardzo niewiele nowego lub zupełnie nic. Dodatkowo dołączony podział na role to jedynie sugestia – tak stwierdził szef MSWiA Jerzy Miller. Nie przeszkadza to jednak, co poniektórym ekspertom i byłym pilotom (ochoczo zapraszanym do programów telewizyjnych) „formować” opinię publiczną przekonując, że przyczyną był karygodny błąd załogi ( powtarzane jak mantra zejście poniżej wysokości decyzji 100 – 120 m ), wzmocniony dodatkowo przez presję wysoko postawionych, intensywnie „pielgrzymujących” z i do kabiny pilotów, oficjeli delegacji prezydenckiej (w tej roli obsadzono ś.p. Mariusza Kazanę oraz ś.p. gen. Andrzeja Błasika). Cała reszta pytań i wątpliwości jest według tego zgodnego chóru nieistotna i bez wpływu na dalszy przebieg śledztwa. Niewykluczone, że może kiedyś to okaże się prawdą, lecz póki co wersja ta jest zaskakująco podobna do tej, którą forsowała, przepraszam sugerowała strona rosyjska (Ci to mają jednak ekspertów :-)) jeszcze w dniu katastrofy. Ogółem strona rosyjska przekazując kopię i stenogram stronie polskiej, niczym kość rzuconą w grupkę sympatycznych czworonożnych zwierzątek, upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu. Podała trochę tlenu „swoim ludziom w Warszawie”, którym coraz trudniej było tłumaczyć kolejne odwlekanie terminu przekazania w połączeniu z narracją o wspaniałej współpracy między państwami, a jednocześnie pozostawiła sobie fantastyczne pole manewru (w obliczu zbliżających się w Polsce wyborów) w postaci luk w stenogramie, z czego zaczynają skrzętnie korzystać rosyjskie media ( dodając różnorakie przypuszczenia, spekulacje i powołania na „nieoficjalne źródła” ). Owi „swoi ludzie w Warszawie” również nie próżnują i słusznie czym prędzej stenogram ujawnili zaznaczając, że tu w Polsce z całą pewnością uda się lepiej odsłuchać kopię nagrań (jednak lepsi eksperci niż w Rosji ?). Oby. Należy jednak podkreślić, że oryginał zazwyczaj jest lepszej jakości aniżeli kopia, o czym usilnie przekonywała jakiś czas temu opinię publiczną Prokuratura Wojskowa w kontekście słynnego już amatorskiego filmu z „syrenami i strzałami”, nagranego na miejscu katastrofy najprawdopodobniej tuż po tragicznym zdarzeniu. Wówczas nagranie to zostało oceniona jako słabej jakości kopia, niemożliwa do dalszego badania i wykorzystania. Swoją drogą, co Rosjanie mają zamiar robić z tymi oryginałami nagrań ze skrzynek ? Schować do sejfu w podziemiach pewnego budynku na Łubiance, żeby się nie zakurzyły ? Miejmy nadzieję, że na polskiej lepszej i pełniejszej wersji stenogramu z kopii nagrań zostaną odpowiednio naniesione, także wszystkie parametru lotu zarejestrowane przez tzw.: „trzecią skrzynkę” (mam nadzieje, że nikt o niej nie zapomniał ? i że to jest oryginał ?). Miejmy także nadzieję, iż wyposażone w taki dokument: Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (może należałoby na przyszłość zmienić ten przymiotnik na Międzypaństwowego ?) oraz Prokuratura Wojskowa, będą w stanie w przewidywalnym w czasie i przestrzeni terminie ustalić cokolwiek więcej, choćby w kwestii wykluczenia w dalszym ciągu istniejących i uprawnionych różnorakich hipotez, co do przyczyny katastrofy.
Ktoś powie (lub napisze), że tak parszywie z uporem maniaka wytłuszczałem słowo kopia, by podkreślić brak zaufania do strony rosyjskiej. A przecież premier Tusk i jego przyboczni tak ciężko pracują na to by wszystkich przekonać, że rząd polski darzy stronę rosyjską pełnym zaufaniem. Niech pracują, ale gdzie indziej i nad czym innym. Ja wiem, że w 1980 po katastrofie, także rosyjskiej produkcji samolotu „Kopernik” na Okęciu, Rosjanie do dziś nie przyznali się, że winą była wada konstrukcyjna maszyny. Wbrew faktom i dowodom. Znam także całą dotychczasową historię trudnych i skomplikowanych (najdelikatniej ujmując) relacji polsko-rosyjskich i na ich podstawie uważam, że to nie Polski zadaniem było bezwarunkowe obdarzanie w tej sprawie zaufaniem państwa rosyjskiego. Zadaniem Polski było udzielenie szansy, aby władze rosyjskie takie zaufanie sobie wypracowały. Udzielenie szansy poprzez natychmiastowe przejęcie „czarnych skrzynek” z miejsca tragedii i złożenie prośby o bezpośrednie prowadzenie śledztwa. Niechby i Rosjanie prowadzili własne śledztwo przy użyciu uzyskanych od Polski kopii nagrań. Sprawy niestety potoczyły się inaczej, a nie za bardzo słychać o wyciąganiu wniosków na przyszłość, choćby takich jak definitywne uporządkowanie (jeśli rząd faktycznie uważa, że brak aktów wykonawczych ?) kwestii umowy polsko-rosyjskiej z 1993 r. tak by nigdy już samolot wojskowy nie musiał być uznawany za cywilny, a Polska jako kraj najbardziej poszkodowany nie musiała dopraszać się i polegać na kopiach i sugestiach z nagrań „czarnych skrzynek”, potęgując tym samym mnożenie się różnych hipotez. A najlepiej, żeby już nigdy nie doszło do takiej tragedii i sytuacji, gdy polskie władze są rozgrywane i dzielone przez obce państwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)