Jesteśmy po drugiej, ostatniej debacie. Zdecydowanie wygrał ją Jarosław Kaczyński. Wygrał nie tylko tym, że dał odpór manipulacjom i socjotechnicznym sztuczkom Bronisława Komorowskiego. Dał odpór "telewizyjnym" uściskom dłoni marszałka, ale przede wszystkim fałszywym argumentom, jak tym o braku różnic w zamożności róznych regionów w Polsce czy wsparciu przez Komorowskiego dla polityki prorodzinnej i prospołeczej. Komorowski chcąc zaatakować Kaczyńskiego pomylił wypowiedzi Włodzimierza Cimoszewicza z 1995 r. o konieczności ubezpieczania się od powodzi, z wypowiedziami Ludwika Dorna z 2006 r. o problemie zabudowy terenów zalewowych. Próbował przypisać obniżki podatków (do 18 i 32 %) z 2007 r. rządowi Kazimierza Marcinkiewicza (wtedy z PIS), który ustąpił ze stanowiska premiera w lipcu 2006 r. Kaczyński z kolei zaakcentował bardzo mocno gotowość do wspierania społecznej gospodarki rynkowej, likwidowania barier dla przedsiębiorczości oraz inwestowania w armię. Bardzo ostro wypunktował nieudolność rządu PO w czasie powodzi oraz przy śledztwie w sprawie tragedii smoleńskiej. Na samym końcu miało miejsce chyba symboliczne wydarzenie. Kaczyński złożyl podpis pod konstytucją, która ma być zlicytowana (również z podpisem Komorowskiego) na aukcji dla powodzian. Być może miał to być kolejny trick, być może kolejnym trickiem jest sama aukcja 4 lipca, dokładnie w dniu wyborów, pod auspicjami Jerzego Owsiaka. Ale ujęcie, w którym Kaczyński składa podpis i wygląda niczym prawdziwy prezydent, a Komorowski jak sekretarz podający długopis, poszło w świat. Niezależnie od wyniku wyborów, Kaczyński już wygrał.
40
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)