Pan poseł Palikot lubi zadawać szyku. Na swoim blogu, wzorem dawnych arystrokratów ducha (bardziej ciała, jednak) raczy gawiedź opisami swoich dni. Ach, jakież to wszystko piękne i bogate. Cóż, życie byłoby w pełni pełne, gdyby nie ta przeogarniająca nuda współczesnych arystokratów.
Ale przeczytajcie sami ostatnią próbkę (http://palikot.blog.onet.pl)
A przed kolacją lot balonem nad suwalskim parkiem krajobrazowym. Lot wspaniały choć nie mogliśmy wylądować – wciąż nas znosiło nad las , co przy słabym wietrze wymagało pomocy z zewnątrz. Powrót po ciemku do domu przez polną drogę w całkowicie rozgwieżdżona noc. I kolacja przy kominku (noce już zimne); sandacz dziki z Wiżajn - dziś nie z rosołu i pieca - po prostu smażony, świeża , zielona fasola z oliwą i parmezanem, i brizol na koniec; młoda wołowina cienko krojona rzucona na rozgrzane masło na chwilę, do tego oddzielnie duszona cebula - też na maśle. Na deser lekko podgrzane czarne porzeczki podane z ryżem gotowanym na wiejskim mleku, a do tego wybitny wybór win. Do ryby chablis z piwnicy Pica , pachnący wilgotną piwnicą , a przy tym pełny, tłusty burgund, dalej do fasoli - zupełnie genialne węgierskie Rubino na bazie merlota: bardzo zrównoważone , czereśniowe. I wreszcie do mięsa saint-emilion z 1998 – wprost zachwycające z przewagą czarnej jagody w smaku. Do deseru nalewka z głogu – farmaceutyczna w smaku. I spać! O czwartej pobudka i wyjazd (mój) do Wawy.
Ale co ze stolcem?
A wiatry były?
Wzdęcia?
A mocz oddany regularnie?
Kto jak to, ale Pan Panie Pośle powinien wiedzieć, że bez tego żaden memuar prawdziwego arystokraty życia nie jest pełen.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)