Mój przyjaciel złamał sobie panewkę w stawie biodrowym. Szczęśliwie trafił do szpitala im. prof. A. Grucy w Otwocku. To prawdowpodobnie najlepszy szpital ortopedyczny, a na pewno najlepszy w sprawach miednicowych, w kraju. Miał szczęście, ale jest jedno "ale"...
Otóż wyobraźcie sobie, że otwocki szpital (najlepszy w kraju, przyjeżdżają tu pacjenci z całej Polski) nie ma... tomografu, który jest niezbędny w diagnozie przed zabiegiem. Aby wykonać badanie tomografem wozi się więc pacjentów do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej św. Anny na ulicy Barskiej w Warszawie. Problem w tym, że oba szpitale dzieli najkrótszą drogą... 31, 5 kilometrów. Kto nie wierzy - mapka tutaj maps.google.com/maps).
Tak więc mój przyjaciel, aby zrobić badanie tomografem, wyjechał karetką o ósmej rano. Po ponad godzinie przedzierania się przez zakorkowane centrum Warszawy dotarł na miejsce. Tam musiał czekać, bo akurat wypadł przypadek nagły, który miał pierszeństwo do tomografu. Do swojego szpitala wrócił koło południa, bez wyników badań, które dotrą w poniedziałek.
Podsumujmy. Aby wykonać jedno badanie tomografem zaangażowano: karetkę, która przejechała ponad 60 kilometrów, wypalając kilkadziesiąt litrów paliwa. Kierowcę i sanitariusza (mój kolega może tylko leżeć na wznak) na conajmniej cztery godziny. Dodatkowy koszt braku tomografu na miejscu to przedłużający się pobyt w szpitalu (pacjent czeka na transport). A taka sytuacja powtarza się z KAŻDYM pacjentem. Podejrzewam, że gdyby policzyć te wszystkie koszta przez rok, pieniędzy wystarczyłoby na co najmniej jeden tomograf dla Otwocka.
Taka procedura to wynik:
a. Głupoty, jakiej w Polsce nie brakuje...
b. Jakichś procedur NFZ, zgodnie z którymi szpitalom de facto opłaca się wozić w ten sposób pacjentów.
c. Wpływów jakichś tajemniczych Ryśków, Mirów czy Zbychów, którzy na takim wożeniu zarabiają niezłą kasę.
Czytelniku, wybierz sam. A Wy, czerwono-zieloni przyjaciele z S24, moglibyście przeprowadzić jakieś dziennikarskie śledztwo...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)