...to cena wysyłki i rocznego utrzymania "amerykańskiego chłopca" w Afganistanie. Hmmm, to naprawdę dużo, jeśli przyjąć że końca misji nie widać, a do kraju coraz bardziej pasuje nowa nazwa, Chaosistan.
Koszty rosną w zastraszającym tempie - jeszcze w 2006 r. na jednego żołnierza wydawano rocznie niecałe 400 tys. dolarów. Idą głównie na zakup nowoczesnych, odpornych na miny i ostrzał transporterów i pojazdów a także bezzałogowe samoloty zwiadowcze. Do tego dochodzą horrendalne koszty aprowizacji - wg "New York Timesa" przy dostarczaniu zaopatrzenia do jednostek w górzystym terenie, za galon paliwa (3,75 litra) trzeba płacić nawet 400 dolarów! Więcej tutaj.
A przed prezydentem Obamą decyzja w sprawie zwiększenia kontyngentu. Dowódca w Afganistanie chce dodatkowych 35-40 tys. żołnierzy, co oznacza... dodatkowe 35-40 mld dolarów rocznie. Do obecnych 50 mld.
Te informacje zapewne cieszą talibów. Każdy zamach, każdy ostrzelany konwój, każda wysadzona droga przybliża ich do zwycięstwa. Mają czas i są cierpliwi. W przeciwieństwie do amerykańskich podatników.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)