"W górach masz przesrane. Dźwigasz na sobie wszystko, co potrzebne" tak zaczyna się książka, opisująca przeżycia rosyjskiego żołnierza w Czeczeni. Trafił tam jako osiemnastolatek z poboru, aby wrócić już jako ochotnik na drugą turę. Do piekła. Bo się uzależnił.
Najbardziej przerażające są opisy bezsensownego bestialstwa i przemocy. Nie, nie chodzi tylko o muzułmańskich "Czeczaków", jak nazywa ich autor, choć oni potrafią pomęczyć. Ot choćby matki szukające po Czeczenii swoich synów: "Czeczeni wywożą je w góry, gwałcą, mordują i karmią ich wnetrznościami swoje psy". Czy jeńcy ginący w męczarniach z poprzebijanymi krtaniami i związnymi z tyłu rękoma. Ale o przemoc wobec swoich, bo na czeczeńskiej wojnie - bicie żołnierzy - to chleb powszedni rosyjskiej armii. Biją wszyscy: starsi oficerowie młodszych oficerów, ci z kolei podoficerów a podoficerowie szeregowców.
Taki opis koszar w Mozdoku: "nikt już nie pilnuje żołnierzy, fala przekracza ludzkie pojęcie. Co noc łamią kilka szczęk, młodych biją stołkami i kolbami. Młodziaki uciekaja z pułku setkami, nie mogąc już wytrzymać nocnych tortur, uciekają w step boso, prosto z łóżka". Fala żąda od "kotów" pieniędzy, więc żołnierze sprzedają broń. Jeden z lepszych opisów traktuje o tym, jak zdesperowani Rosjanie (nie przyniesienie na czas żądanej kwoty grozi zatłuczeniem przez "dziadków") błagają Czeczenów, aby odkupili od nich sprzęt. Jeszcze tego samego dnia, Czeczeni uzyją go do ataku na rosyjską bazę. Generalnie - jak pisze Babczenko - życie rosyjskiego szeregowca w Czeczenii jest proste - "okazuje się, że w wojnie nie ma nic niezwykłego. Nic się nie dzieje, kiedy ktoś zginie. Tak samo kradniemy wodę z kuchni, jemy niedobrą zupę mleczną i dostajemy wpierdol" (od starszych stażem żołnierzy).
Babczenko nie ma wątpliwości: on i jego koledzy są "mięsem armatnim", wysłanym przez Ojczyznę aby ginąć "w milczeniu i niesłusznie". Bez sensu? Nie do końca, bo sam Autor pisze we wstępie: "moim zdaniem tę małą zwycięską wojenkęwymyślono wyłącznie w ramach operacji Następcai jej celem wcale nie było powstrzymanie bandytyzmu czy walka z terroryzmem, lecz wyniesienie Władimira Putina, wówczas premiera, na prezydencki tron". Mocno, odważnie (jak na współczesną Rosję) i na temat.
Na koniec Babczenko (który ostatecznie zrzucił mundur w 2000 r. aby zostać... korespondentem wojennym) pisze znamienne słowa Cody: "Kocham cię, wojno. Kocham cię za to, że masz w sobie moją młodość, moje życie, moją śmierć, mój ból i strach. Za to, czego mnie nauczyłaś: że najpaskudniejsze życie jest tysiąc razy lepsze od śmierci".
P.S. Sprawdziłem w internecie. Babczenko żyje i dalej opisuje wojny. Ma swoją podstronę na stronie Art of War. A w Czeczenii spokój zaprowadza krwawą ręką Kadyrow i jego ludzie. Nawet w Rosji wyczerpują się kiedyś zastępy osiemnastolatków, których można rzucać bez końca na bezsensowne wojny.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Arkadij Babczenko, Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009


Komentarze
Pokaż komentarze (6)