Zawitał na S24 Waldemar Pawlak. Wrzucił od razu kilka notek dotyczących źródeł energii odnawialnej, dostaw gazu, dowodów z odciskami palców i strategii 2010. Jak na polskiego polityka, sporo. Bo nie dość, że to przecież urzędujący wicepremier, to – uwaga, uwaga – odpowiada pod kreską na każdej notce.
Może to i działanie speców od wizażu (jak sugeruje FYM), może potrzeba zmierzenia się z blogerami... moim zdaniem „Pan Waldek” udowadnia „że się nie boi”. Porównajmy go z innymi politykami-blogerami. Wojciech Olejniczak założył bloga w ramach „wylaszczania się” przed wyborami do europarlamentu – blog drętwy i nudny jak flaki z olejem. Ryszard Czarnecki i Marek Migalski reprezentują – niestety – styl partyjnych komunikatów. (To zawód szczególnie w przypadku tego drugiego, który kiedyś pisał interesująco. Dzisiaj jest zwykle o tym, jak to Lech Kaczyński będzie prezydentem do 2015, jak mu stale rośnie w sondażach - naprawdę, panie Marku? A zdrowia to mu starczy... choć do końca tegorocznej kampanii? Wygląda jakby miał już wszystkiego dosyć). Ludwik Dorn pisze ciekawie, ale rzadko i do tego z tą nieznośną manierą udowadniania wszystkim, że jest od nich mądrzejszy z pięć razy. Inni politycy albo piszą rzadko, albo drętwo, albo ich na S24 nie ma (np. żadnego książątka z Platformy).
Wydawać by się mogło, że obecność Pawlaka na S24 to doskonała okazja aby wicepremiera przyszpilić z jego bieżącej działalności, poprzypiekać na ogniu za kontrakt gazowy z Rosją czy zgodę na kreatywną budżetową księgowość rządu Tuska. Część blogerów/ blogerek daje Pawlakowi wycisk. Ale dla części liczy się tylko jedno: Pawlak w pewną czerwcową noc AD 1992. Nie wystarczyły dwa wpisy na ten temat szefa PSL - dla części blogerów S24 „zbrodnia” Pawlaka nie podlega przedawnieniu, wytłumaczeniu ani przebaczeniu i powinien on być czym prędzej z Salonu wyrzucon!
Też lubię „Nocną Zmianę”, ale znaj, proporcje mocium Panie! Ile można? To było jednak siedemnaście i pół roku temu! I dotyczyło rządu Olszewskiego, który nigdy nie miał większości parlamentarnej i nie potrafił z tym faktem nic przez pół roku zrobić. „Ale przecież lustracja!” zakrzykną zaraz miłośnicy frazy „tłumacz się Pan z tej czerwcowej nocy”. Można oczywiście i tak, ale przecież nawet oni nie liczą chyba, że Pawlak wypowie to jedyne, zadowalające ich, hipotetyczne wyznanie: „Tak, działałem na zlecenie Bolka i prolustracyjnego lobby. Wstyd mi za to”.
Ja tam Pawlaka o ten czerwiec nie pytam. Pozostawiam to kolegom i koleżankom, którzy na S24 się w tych pytaniach specjalizują. Mnie interesuje co ma w głowie polityk, czynny wicepremier. Nawet jak jest awatarem, to mówi jak człowiek.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)