To nieprawda, że w Polsce nie można, że wszystko wpada w kisiel, że panuje “imposymibilizm” (jak swego czasu płakali pisowcy, nie mogący przełożyć gadania na działanie). Jak „wadza” bardzo chce, to może. Co pokazuje sprawa hazardowa.
Tzw. ustawa hazardowa (a właściwie o grach hazardowych – druk sejmowy 2481, 2482) powstała w iście stachanowskim tempie.Wpłynęła do laski 17 listopada, tego dnia odbyło się pierwsze czytanie, dwa dni w komisjach i 19 listopada – głosami 234 posłów PO i PSL została przyjęta przez Sejm. Senat poprawek nie wniósł, 26 listopada Prezydent ustawę podpisał, kierując ją jednocześnie do sprawdzenia przez Trybynał Stanu.
Ustawa powstała w trzy dni, wbrew wszelkim regułom i opiniom prawnym, bez należnych konsultacji społecznych. To mniej więcej tyle, ile posłom hazardśledzia zajęło sprawdzanie wykształcenia posłanki Kempy i niezdolności do pracy w komisji pos. Wassermana. Jednak mniej czasu, niż ta sama komisja potrzebowała na przesłuchanie kilkunastu innych świadków związanych, bądź nie związanych ze sprawą. Jak widać, gdy w grę wchodzi wepchnięcie "naszego" do Pałacu Prezydenckiego, można nawet zachwiać prawami natury i nieco zakrzywić czas... raz przyspieszyć zegar, raz spowolnić.
W trakcie przepychania ustawy, niemal wszyscy twierdzili, że to bubel, jedno wielkie PR-awo, które z obowiązującym prawem niewiele ma wspólnego. Polska Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych zrzeszająca właścicieli jednorękich bandytów złożyła w tej sprawie skargę do Komisji Europejskiej (tylko proszę bez potępień, że jej nie wolno – jak Państwo jedzie „po bandzie”, wszelkie dopuszczalne prawem metody walki o swoje są jak najbardziej do wykorzystania). Jak informuje „Wprost”,chodzi m.in. o brak wymaganej przy tego typu zmianach notyfikacji. Sprawa jest o tyle poważna, niedopełnienie obowiązku notyfikacji „skutkuje niestosowaniem przepisu technicznego i pozbawieniem go mocy wiążącej wobec osób fizycznych i prawnych w postępowaniu przed sądem krajowym". Co gorsza, jeśli polski rząd nie dostosuje się, moga go spotkać spore kary – np. od czerwca ub. r. Grecja płaci 31 799 euro (czyli ok. 129 tys. zł) za każdy dzień zwłoki w poprawieniu ustawy, również delegalizującej automaty bez uprzedniej notyfikacji.
130 tys. złotych dziennie kary w czasach rzekomego zaciskania pasa? No i co z tego. Przecież ani minister Rostowski, ani jego bossowie nie zapłacą z własnej kieszeni. A że ustawę zmasakruje Komisja Europejska i Trybynał Konstytucyjny... No to co? Napisze się nowe PR-afko, a nasz człowiek w Pałacu to klepnie bez problemu.
P.S.
Najzabawniejsze, że głównym sponsorem rozpoczynającego się w czwartek Pucharu Świata w skokach narciarskich jest firma Bet-at-home. Na mocy nowej ustawy, działania jak najbardziej nielegalne. Ministerstwo Finansów nie robi jednak nic, aby łamaniu prawa zapobiec (może nałożyć karę nawet do 1,2 mln złotych). No pewnie, kto by tam wystąpił przeciwko Małyszowi w obronie jakiegoś tam PR-awa, tuż przed olimpiadą i w roku wyborczym. Tuskowa komórka PR będzie musiała coś wymyślić: jak tu walczyć "do upadłego" z hazardem, nie ruszając Małysza, i innych sportowców, sponsorowanych przez „nielegalny” hazard. Spoko, dadzą radę...
49161


Komentarze
Pokaż komentarze (2)