To nieprawda, że Państwo Polskie nie może albo że panuje - w czasach miłościwie nam panującej Platformy Sprawiedliwości - jakiś tam imposybilizm. Jak Państwo chce, to gruchnie w obywatela tak, że polecą zęby, tłumacząc "dura lex, sed lex".
Był piekarz z Legnicy ukarany za rozdawanie chleba (właśnie dostał ostateczny wyrok, przed którym nie uchronił go Największy Obrońca Uciśnionych Biznesmenów J.Palikot). Była pani z Łodzi surowo i "nieuchronnie" ukarana za nieodprowadzenie fiskusowi 5 groszy za ksero. Teraz aparat zasadził się na 80-letnią farmaceutkę, która przez ostatnie dwadzieścia lat ośmieliła sie rozdawać za darmo leki bezdomnym i biednym, nie pytając o łaskawą zgodę urzędników.
Gdy słuchałem reportażu w piątek w Trójce (tutaj opis z GW), włos jeżył się na głowie. Otóż punkt apteczny zamknięto, a zasłużeni lekarze (m.in. prof. Maria Chruściel i jej mąż), 80-latkowie są ciągani na wielogodzinne przesłuchania na komisariaty policji. I najciekawsze na koniec: wszyscy mogą dostać do dwóch lat więzienia za bezprawne zorganizowanie punktu aptecznego.
Z reportażu wynika, że tu nie ma pomyłki, że na takim procederze znakomicie pożywiają się urzędnicy i policjanci. Oto sprawą zajmuje się - uwaga, uwaga - Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą mokotowskiej policji. Dla jej funkcjonariuszy - mjodzio. Zamiast ganiać prawdziwych przestępców, wzywa się na komendę 80-letnich staruszków, spisuje całymi dniami owoce "przestępstwa" (800 leków). Dni mijają, pensja leci, statystyka złapanych przestępców rośnie, zero ryzyka dostania łomotu od prawdziwych bandziorów.
Zajęcie ma też wojwódzki inspektor farmaceutyczny. Oto wykryto "nielegalną aptekę", znowu rosną statystyki: medale resortowe już czekają na wpięcie. Pani inspektor rzuciła dziennikarce z łaski, że ostatecznie to te panie mogą rozdawać leki, ale jak sobie sprawią pełną sprawozdawczość - rzecz nieosiąglna dla wolontariuszy. "Takie są przepisy prawne" mówi współczesna Pani Katon. Z jej wyjasnień wynika, że nie ma znaczenia, że leki wydają lekarze i farmaceuci z autorytetem, a przez dwadzieścia lat nikomu nic się nie stało. Dla Państwa bowiem lepiej, żeby bezdomni zdychali bez leków, niż - nie daj Boże, nie daj Boże - spożyli lek bez zgody i wiedzy urzędu.
Jak tak dalej pójdzie, na sprawie pożywi sie prokurator (boć kara do dwóch lat więzienia), sąd (bo przecież trzeba będzie rozpatrzyc sprawę) a może i Służba Więzienna. Zagrożenie dwoma latami? Dawać profesora i profesorkę do aresztu! A tam... no cóż, oby pani Sałapa nie musiała wyjasniać nam, że w celi nie było monitoringu i nie wszystkich da się przecież upilnować, bo za mało pieniędzy na więzienia...
Jak widać polski system sprawiedliwości miele może powoli, ale bez ustanku. Zamiast puknąć się w głowę, pokierować zdrowym rozsądkiem i zaprzestać działania, urzędnicy i funkcjonariusze tylko powtarzają "dura lex...".
Żadne dura, ale dupa lex. I to w piątym roku rządów rzekomych odnowicieli społeczeństwa obywatelskiego, szarpiących cuglami i wyzwalających energię społeczną polityków PO i PiS.
51827


Komentarze
Pokaż komentarze (11)