Paweł Burdzy Paweł Burdzy
31
BLOG

Platforma wygrywa w USA!

Paweł Burdzy Paweł Burdzy Polityka Obserwuj notkę 0

Mam okazję oglądać wybory w Stanach na miejscu, więc kilka refleksji. Po pierwsze - gdyby kierować się tylko sondażami i artykułami tzw. poważnych publicystów, masakra republikanów jest nieunikniona. No bo okazuje się, że pytani o to, kto ma rządzić Kongresem, Amerykanie dają przewagę 14 proc. demokratom nad republikanami (choć ostatnio się zmniejsza). Czołowe gazety piszą o nadchodzącej klęsce partii Busha a najpoczytniejsza z nich - The New York Times - we wskazaniach na kogo głosować, wśród kilkudziesięciu nazwisk nie umieściła... żadnego republikanina (po raz pierwszy od trzydziestu lat). itd. itp. Zupełnie jak przed wyborami 2005 - gdyby brać pod uwagę tylko sondaże i tzw. poważne publicystyczne opinie Platforma Obywatelska rządziłaby dzisiaj w Polsce!

Tymczasem prawda jest nieco bardziej złożona. Bo pomimo dwucyfrowego prowadzenia w sondazu preferencji partyjnych, demokraci nie mogą jeszcze mrozić szampana. Fakt, konserwatywni wyborcy mają powody aby być wkurzeni na swoich w Kongresie. Przecież kiedy odbijali w 1994 obie izby Kongresu po 40 latach panowania demokratów, obiecywali "przewietrzyć" Waszyngton, aby nie powiedzieć, zlikwidować dotychczasowy "układ" w stolicy. Mieli nie tylko obniżać podatki, ale także ukrócić dotychczasowe praktyki załatwiania kontraktów państwowych dla własnych okręgów wyborczych czy wprowadzić rotację (poprzez wporwadzenie kadencyjności) na stanowiskach wszechwładnych szefów komisji parlamentranych. Jednak po dwunastu latach ci rewolucjoiniści - uwaga panowie z PiS!!!! - sami stali się częścią status quo.

Kilku ważnych z nich musiało zrezygnować, bo zbyt związali się z lobbystami, jeden odszedł bo wkładał ręce w chłopięce spodnie, generalnie jednak konserwtyści są wkurzeni, bo rewolucjoniści zbyt dużo gmerają w ich kieszeniach, zamiast te kieszenie przed rządem chronić. I tak po dwunastu latach, głównym powodem do głosowania jest - uwaga, uwaga - niedopuszczenie dawnego "układu" (czytaj Partii Demokratycznej) do władzy. Jeśli do tego doda się zapaprany Irak, to właściwie sytuacja powinna być jasna: republikanie powinni przez wyborców zostać wysłani na zieloną trawkę.

Jest jednak kilka "ale". Generalnie, wybory w latach kiedy nie wybiera się prezydenta, charakteryzują się niską frekwencją a republikanie są mistrzami w mobilizacji żelaznego elektoratu. W ostatnich latach wydali grube miliony na program mobilizacji zwolenników w ostatnich 72 godzinach przed wyborami (dwa lata temu w tym czasie posłali do boju 1,4 mln wolontariuszy chodzących od drzwi do drzwi). Poza tym jest pewien problem z sondażami: wielu z pytanych chce rządów demokratów ogólnie, po czym idzie głosować na republikanina we włąsnym okręgu szczególnie (skad my to znamy???)

Biały Dom zapewnia, że i tym razem się uda i obie izby Kongresu pozostaną w rękach republikanów. Czy to przekonanie mające podstawy w faktach czy tylko przejaw kompletnego oderwania od rzeczywistości Busha i jego ludzi, zobaczymy we wtorek.

Zapowiada się ostra końcówka kampanii, podczas której demokraci dalej będą wrabiali kandydatów Partii Republikańskiej w Busha i jego niepowodzenia (zwłaszcza w Irak), a ci ostatni będą bombardować zaufanych wyborców porśbami o głos. Osobiście obstawiam, że demokraci zdobędą Izbę Reprezentantów, Senat pozostanie w republiakńskich rękach. 

 

"Benia mówi mało, ale on mówi smacznie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka