Paweł Burdzy Paweł Burdzy
25
BLOG

Między Bushem a lewadłem

Paweł Burdzy Paweł Burdzy Polityka Obserwuj notkę 0

... tak mniej więcej wygląda wybór zarysowany przez strategów obu partii w dzisiejszych wyborach do Kongresu USA. Demokraci wrabiają republikańskich konkurentów w Busha i jego ignorancję oraz arogancję ostatnich sześciu lat. Z kolei republikanie straszą rządami lewaków z San Francisco (z tego superlewackiego miasta pochodzi, w wypadku wygranej, nowa, demokratyczna PANI MARSZAŁEK Izby Reprezentantów), którzy chybcikiem podwyższą podatki a może i wprowadzą małżeństwa gejów. Kto kogo nastraszy lepiej, zobaczymy już wkrótce. Bo wbrew twierdzeniom mądrali (także polskich), najlepiej działała, działa i działać będzie kampania negatywna.

Co do kampanii, to jak na wybory, w których nie wybiera się prezydenta, jest ona baaardzo intensywna. Telewizje są zalane reklamówkami - można ich zobaczyć po kilkadziesiąt na godzinę. Bez mdłych "wybierzmy normalność" czy "obywatel IV RP" ale walenie na odlew, bez listości, aż kości trzeszczą (PiS-owy pluszak to kaszka manna). Telefony od agitatorów dzwonią non-stop: w domu gdzie mieszkam, odebraliśmy ich w przeddzień głosowania CZTERY, ale nieszczęśnicy ze stanów, gdzie bój o parlamentarne stołki jest bardziej intensywny, dostawali po SIEDEM telefonów z prośbą o głos. Legiony partyjnych wolontariuszy pukają do wybranych domostw, aby do ostatniej chwili przekonywać do głosowania: są stany, gdzie dotrą osobiście do co dziesiątego wyborcy w ostatnich dwóch, trzech dniach przed głosowaniem.

Na to wszystko potrzeba pieniędzy, których nie brakuje. Oblicza się, że na te wybory pójdzie 2,5 miliarda dolarów czyli 7,5 mld złotych! Przy czym co ważne, tak naprawdę realna walka toczy się o jakieś 30-40 miejsc w Izbie Reprezentantów i kilkanaście (na 33 wybierane w tym roku) w Senacie. Reszta obecnych wybrańców ma taką przewagę nad rywalami, że wybory to czysta formalność.

Za kilkanaście godzin okaże się więc, czy demokratom rzeczywiście uda się wygrać na ponurych nastrojach i wykopać republikańską większość z Kongresu, karząc w ten sposób Busha za grzechy i "zbrodnie" ostatnich sześciu lat (jak to przewidywały sondaże od wielu miesięcy). Czy może republikanie, mobilizując w ostatniej chwili swój twardy elektorat, odeprą najazd "żądnych wysokich podatków lewaków". I po raz kolejny zagrają na nosie sondażystom i publicystom zwiastującym im, jak zwykle - dodam, sromotną klęskę.

"Benia mówi mało, ale on mówi smacznie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka