... bo jej kariera pokazuje jak na dłoni do czego prowadzi obecny system. Otóż ta pani, odkąd znalazła się w orbicie (czy na kozetce, mniejsza z tym) posła Łyżwińskiego została radną sejmiku wojewódzkiego a w zeszłym roku niewiele brakowało, aby się wczołgała do Sejmu z piątego miejsca na liście. W tym roku odpadła, bo Samoobrona dostała w samorządzie baty, a "Łyżwa" na pierwsze miejsce wrzucił swojego asystenta.
Gdyby pani Aneta musiała startować w okręgu jednomandatowym, o wiele szybciej wyszłoby na jaw, czy poza ochoczym (czy z obrzydzeniem, mniejsza z tym) rozchylaniem ud pod posłem Łyżwińskim, jakieś inne przymioty kwalifikują ją do pracy w samorządzie. Czy bycie asystentką/kochanką posła to wystarczające doświadczenie aby zasiadać w Sejmiku czy startować na Wiejską.
JOW wykluczyłyby powszechny proceder umieszczania na pierwszym miejscu listy jakiejś "lokomotywy" wyborczej, a za nim całej gromady wypełniaczy i innych Anet K. Ale wiem, wiem... JOW nie mają szans. Bo do Sejmu dostałoby się 460 senatorów Stokłosów, bo WSI wprowadzi na Wiejską swoich ludzi i przejmie władzę, bo zapanuje anarchia (czytaj: będą głosować wbrew zaleceniom partyjnych centrali) i tym podobne bzdury.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)