Wielu niepokoi gwałtowny rozwój Chin i zdobywanie przez nie pozycji mocarstwa. Tymczasem dla mieszkańców Państwa Środka to po prostu... powrót do normalności.
W jednym z ostatnich numerów "Foreign Affairs" zacytowano badania historyka ekonomii Angusa Maddisona z uniwersytetu w holenderskim Groeningen. Wynika z nich, że od I wieku naszej ery aż do początków XIX, chińska gospodarka reprezentowała od 22 do 33 proc. światowego produktu brutto. Słowem, JEDNA TRZECIA DÓBR była wytwarzana w Chinach a szczyt tej dominacji przypada na okolice 1820 roku.
Potem przyszła rewolucja przemysłowa i Zachód zdominował świat. Dla Chińczyków to sto kilkadziesiąt lat "narodowego upokorzenia", wzmocnione przez wydarcie przez ludzi Zachodu wyspy Tajwan czy dzierżawę Hongkongu. Co ciekawe, najgorszy wynik Chiny osiągnęły w 1950 r. gdy ich PKB stanowiło ledwie... 4,5 proc. światowej produkcji. Ot, kolejny przykład niszczycielskiej działalności komunizmu...
Tendecja zaczęła się odwracać pod koniec lat 70. wraz z reformami Deng Xiaopinga. Po ponad dwudziestu latach nieprzerwanego rozwoju Chiny stanowią obecnie jakieś 15-16 proc. ogólnoświatowego PKB. Jak widać, do "normalnego" stanu brakuje drugie tyle.
Ot, powrót do normalności, po stu pięćdziesięciu latach aberracji, jaką była dominacja Zachodu. A cóż to jest póltora wieku w historii Chin...
Warto o tym pamiętać, gdy tak bardzo koncentrujemy się na problemach własnych, a takze tych stojących przed Unią Europejską.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)