Tak przynajmniej wynika z rozmowy z trenerem Pawłem Janasem w dzisiejszym "Dzienniku". No bo były już premier wszedł tuż przed meczem z Ekwadorem do szatni polskich piłkarzy, gdzie "spowodował rozproszenie koncentracji".
Śmiać się czy płakać, nie wiadomo. Jesli chodzi o Janasa, no cóż, to raczej zmartwienie szefów Kolportera Kielca, że biorą sobie takiego fachowca.
W przypadku Marcinkiewicza: do listy przewinień trzeba dorzucić zniszczenie szans polskiej reprezentacji. Bo gdyby swoją gospodarską wizytą ("wicie, rozumicie, wygrajcie ten mecz dla Polski, Matki Naszej") nie "spowodował rozproszenia" to kto wie, może orły Janasa starłyby w proch Ekwador, a potem Niemcy, Szwecję, Anglię, Brazylię...A wtedy Euro 2012 dostałyby pewnie jakieś Włochy, Leo Benhakker trenowałby dalej Trynidad a sam PR-emier byłby pewnie dalej PR-emierem.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)