Paweł Burdzy Paweł Burdzy
131
BLOG

Powstanie - niemiecka dokładność

Paweł Burdzy Paweł Burdzy Polityka Obserwuj notkę 9

IPN wydał właśnie książkę "Powstanie Warszawskie 1944 w dokumentach z archiwów służb specjalnych". Na prawie 1400 stronach (z czego połowa to rosyjskie tłumaczenie) dokumenty niemieckie i sowieckie z procesów przeciwko zbrodniarzom.

Zwracają uwagę meldunki i protokoły przesłuchań powstańców stworzone w komandzie policji bezpieczeństwa SS (Einsatzkommando) przy grupie bojowej Reinefarth (Kampfgruppe Reinefarth). Oddziały Reinefartha brały udział w pacyfikacji Woli, Starówki, Powiśla i Czerniakowa, zabijając i mordując kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Z meldunków konfidentów, informatorów ale także przesłuchiwanych powstańców wynika ogromna wiedza Niemców na temat postoju sztabów AK, magazynów i ujęć wody,  a także innych obiektów ważnych dla walczących. No i jeszcze jedno: przesłuchanych powstańców przeznacza się do "specjalnego potraktowania" - taki eufemizm na rozstrzelanie.

Najbardziej uderza jednak niemiecka skrupulatność. Oto w raporcie z 20 sierpnia, obok informacji o zatrzymaniu 800 osób w ciągu ostatniego tygodnia ("przepytano pobieżnie ok. 140 osób, przesłuchano ok. 30, najważniejsze osoby z tego kręgu zostały przekazane z protokołami przesłuchań") i spaleniu ok. 200 zwłok, pojawiły sie następujace zapisy: "3 opony samochodowe - oddano do rezerwy transportowej" oraz "2 rowery - do tutejszej dyspozycji".

W raporcie z 6 września, obok informacji o znalezieniu kilku ciężko rannych powstańców, którzy po krótkim przesłuchaniu "zostali na miejscu rozstrzelani i spaleni", znajdujemy wzmiankę o "znalezieniu trzech bardzo wartościowych aparatów -  w tym jednego mikroskopu medycznego - i za pokwitowaniem oddano". Jak ważne to było wydarzenie świadczy fakt, że funkcjonariusz Einsatzkommando obok zwykłych obowiązków (przesłuchania, rozstrzeliwanie) znalazł czas na sporządzenie 12 września jeszcze jednego raportu, w którym pisze: "przekazuję:a) mikroskop medyczny, b) buteleczkę rtęci z prośbą o przyjęcie i dalsze zadysponowanie".

Jest też dramatyczny raport SS-manów z 10 września "ogień piechoty powstańców ostrzelał furmankę kierowaną przez SS Hauptscharfuhrera Beese, tuż przed dotarciem do stanowiska bojowego. Koń został trafiony w nogę (lewą), tak więc prawdopodobnie trzeba będzie go zabić". 

Ot, niemiecka skrupulatność... Ale może jest w tym metoda? Bo jeśli konia musieli dobić, to dzielnemu wojakowi Beese należy się jednak odszkodowanie za ciężkie warunki pracy...

 

 

"Benia mówi mało, ale on mówi smacznie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka