Ilekroś słyszę tę mantrę, przypomina mi się lektura książki Jordana Belforta "The Wolf of Wall Street". Facet - początkujący makler w latach 80. - na pierwszym spotkaniu z "gwiazdą" inwestycji wciągał kokę, a po tygodniu chodził na najlepsze dziwki w mieście. Żył jak gwiazda rock'n'rolla - najlepsze jachty, kobiety i dopalacze (brał ze trzydzieści środków na raz).
W wieku 26 lat został milionerem. W wieku 36... trafił do więzienia na kilka lat za malwersacje.Z zakazem dotykania się do wszystkiego, co choćby kojarzy się z akcją. Na czym polegała jego praca, rekomendacje? Analiza techniczna?? Fundamenty spółki? NIKKEI i FTSE?? Nie, najczęściej rzucanie lotką w tarczę i w ten sposób wybieranie firm do inwestycji. Oprócz czystej spekulacji i malwersacji, oczywiście.
I dlatego czasami uśmiecham się pod nosem, gdy słyszę komunikat, że "warszawska giełda zareagowała na decyzje Wall Street"...



Komentarze
Pokaż komentarze