W dzisiejszym "Poranku TOK FM" mówił o nich redaktor Adam Szostkiewicz z "Polityki". Najpierw wyraził rozczarowanie faktem, że agenci ABW nie rzucili na ziemię, nie skuli a może i nie skopali dziennikarzy w domu pana Bączka. Jego zdaniem, tak właśnie postąpiliby niewątpliwie agenci FBI czy służb brytyjskich (Panie Adamie, naoglądał się Pan filmów, naoglądał).
Zaraz potem wyłożył jednak jak powinni się zachowywać dziennikarze "w czasach miłości". Otóż żurnaliści muszą zrozumieć, że - uwaga, uwaga -
"dziennikarze nie zawsze mają rację, że czasami rację ma rząd i służby specjalne".
Na nieśmiałe uwagi redaktorów, że może jednak trzeba podchodzić do działań służb z pewną nieufnością, stwierdził że ABW zajęło się przecież dziennikarzami "propisowskimi" a poza tym wszyscy dziennikarze są "uwikłani".
Choć (mówiąc oględnie) Antoni Macierewicz nie jest bohaterem mojej bajki, to jednak wkładanie ABW-owskich rąk w majtki dziennikarzy uważam za skandal.
Oczywiście dla dziennikarza "Polityki" skandal żaden, bo macanymi byli miłośnicy Kaczyńskiego. A skoro ten rząd walczy z kaczyzmem, to "służby czasem mają rację" i powinnością dziennikarza "czasów miłości" jest uznać to za pewnik.
W "Polityce" było już hasło "Tusku, musisz!" Panowie i Panie, czas zakrzyknąć "Zawalidrogom, krytykantom, pismakom rządu miłości, mówimy stanowcze nie".



Komentarze
Pokaż komentarze (6)