Paweł Burdzy Paweł Burdzy
90
BLOG

Amerykański skandal: negocjator odsłania prawdę (inaczej)

Paweł Burdzy Paweł Burdzy Polityka Obserwuj notkę 8

Na kilka dni przed spodziewanym zdymisjonowaniem przez sekretarza stanu, główny negocjator amerykański w toczących się aktualnie super-tajnych rozmowach z Koreą Północną na temat redukcji zapasów nuklearnych tego kraju, udziela sensacyjnego wywiadu tygodnikowi "Time".

O tym, że główny negocjator William Waterdale nie cieszy się pełnym zaufaniem Prezydenta Busha, wróbelki w Waszyngtonie ćwierkały od dawna: Waterdale - zawodowy dyplomata - ma reputację polityka, zbliżonego do kręgów Partii Demokratycznej. Niemniej, znał się na sprawach koreańskich jak nikt inny w Departamencie Stanu i Prezydent postanowił go utrzymać w tej funkcji, ze względu na znaczenie sprawy dla bezpieczenstwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Ale do czasu... Waterdale wiedział, że na następną rundę już nie pojedzie i że lada dzień Prezydent ma ogłosić, że William Waterdale zostanie ambasadorem USA w Lesotho.

Waterdale ubiegł Prezydenta: w wywiadzie w "Time" ujawnił, że strategia negocjacyjna Prezydenta i jego bliskich współpracowników - zwłaszcza Pani Rice -jest fatalna, a motywowana głównie względami partyjno-politycznymi. Prezydentowi chodzi mianowicie o zamknięcie "dealu" jak najprędzej, by w ten sposób na swoje mizerne konto zaliczyć sukces dyplomatyczny, a pośrednio - wzmocnić kandydaturę Johna McCaina. Za wszelką cenę George Bush nie chciał przesuwać końca negocjacji na po wyborach, by nie wręczać w ten sposób Obamie, na wypadek zwycięstwa tego ostatniego, łatwej szansy na sukces - twierdzi Waterdale, jeszcze jako główny negocjator.

Kilkanaście godzin przed ukazaniem się "Time'a" w kioskach, na biurku redaktora naczelnego "New York Timesa" Sada Odurskiego zadzwonił telefon.
- Sad bracie, gratulacje za tekst wielgachny o Bushu, jego k ł o p o t k a c h  ze zdrowiem. Częsty kibelek pana prezydenta, Buszek- boli brzuszek, c h a, c h a... -  sekretarz obrony Riddick Coalmouse wyraźnie się nakręcał. Choć nominalny republikanin, już dawno umówił się ludźmi Obamy, że na miesiąc, dwa przed głosowaniem zmieni front i ogłosi z przytupem, że popiera kandydata Partii Demokratycznej. Do tej chwili przygotowywał się bardzo sumiennie, właściwie każdego dnia prowadząc rozmowy z prominentnymi komentatorami sceny politycznej.

- Słuchaj Sad, doszły mnie słuchy, że szykujecie coś na Waterdale'a...

- No wiesz stary, facet ma nieźle za uszami. Przypalał trawę, bijał żonę, w czasie ostatniej wizyty w Peru było coś z koką... a to wszystko jako dyplo...

- Słuchaj Sad, nie musisz mnie przekonywać, że to gnój i karierowicz... ale teraz to nie jest ważne. Musisz wstrzymać ten tekst! Zaciemnia obraz. Teraz wszystkie armaty w Busha - krzyczał wyraźnie podekscytowany Coalmouse. - Dostałem przekazy tygodnia z kampanii: przez najbliższe tygodnia ma być piekło. Że ta adminstarcja to banda cyników a Waterdale jest bohaterem. jesli naślą na niego FBI, powinniśmy mówić, że żyjemy w państwie KGB i Stasi. Cynizm, arogancja i... oczywiście walimy personalnie. Od jutra nasz niezawodny kongresmen Cat Burning opowie, że Bush już nie jest taki trzeźwy, że pan  n a r o d z o n y   n a   n o w o  a l k o h o l i k   znowu wali gorzałę w zaciszu Białego Domu. Chyba z powodu wyrzutów sumienia z gówna, w jakie wprowadził nasz kraj...

- czy ja wiem? Waterdale'a chyba zdejmę, bo wiesz... też uważam, że przydałby się jakiś skruszony grzesznik od Busha. "Nie mogłem znieść cynizmu Prezydenta" - jak Ci się podoba tytuł - zapytał Odursky.

- Świetny. Ale nie wiesz najważniejszego. Zdecydowaliśmy, że teraz przyszła kolej na mnie. Teraz jest czas, właśnie po oburzeniu w związku z Waterdalem, gdy 53 procent rodaków nie chce tej polityki wobec Korei, żebym rzucił papierami i powiedział "dość". Rozumiesz, żeby to miało moc, potrzebny jest ten klimacik moralnego oburzenia, wiesz, zagrożenia demokracji, Stasi, KGB, co ja Cię zresztą będę uczył. Waterdale się do tego nadaje. A później się gnoja up..li, bo jak raz zdradził, już nigdy nie można mu wierzyć...

- Ależ drogi Riddicku, nie poznaję Cię. Czy to mówi do mnie ten jastrząb polityki Busha, człowiek który nie odstępował Prezydenta na krok, zanim nie dostał Pentagonu...

- Przestań chrzanić głodne kawałki. Nie mogę przecież zatonąć z tymi burakami. Ludzie Obamy powiedzieli, że mogę liczyć na sekretarza stanu... Zresztą, chyba nie chcesz przedłużenia rządów tego buractwa, tych kowbojów z Teksasu i Arizony, co?

- Pewnie, że nie chcę. Nawet nie wiesz jak czuję się upokorzony, gdy mówią o tych burakach w Europie. Ostatnio we Florencji... 

- Tak więc do boju, mój drogi Sadzie. Wszystkie działa na Busha, walić w tego pijusa i jego bandę. Rozdmuchajcie mi tego Waterdale'a do granic możliwości. Im mocniej będziecie walić, tym łatwiej otrzepię się z tego szamba. A w nowym rozdaniu, mój przyajcielu, wszystkie njusy dla starego Sada, no nie?

- Świetnie, Riddick. Zrobimy z Waterdale'a skrzyżowanie Joanny d'Arc z JFK. Na pohybel Bushowi. Trzeba ich wykończyć, wybić do nogi. Boże, jak ja lubię to robić... only in America. Only in America!

"Benia mówi mało, ale on mówi smacznie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka