... tak doradziłbym Prezydentowi RP, na te kilkadziesiąt godzin przed poniedziałkowym szczytem Unii. Istotą tego typu szczytów są negocjacje i wzajemne ustępstwa. A jesli za - w obecnej sytuacji nic-nie-znaczący-politycznie - podpis na dokumencie można coś wytargować, czemu nie? A jednocześnie zagrać na nosie przeciwnikom politycznym z PO i Lewicy, wytrącając argument "złego Europejczyka"?
Oczywiście nikt mnie o zdanie nie pyta, a i Prezydent nie wygląda na takiego, który uznaje pewną elastyczność za cnotę. A powinien, bo sprzedawanie frajerom Niderlandów to zdaje się staropolska tradycja.
Łatwo przewidywalnym krytykom, że ulegam apelom "Gazety Wyborczej", odpowiadam odesłaniem do mojego bloga z 10 sierpnia. Dla ułatwienia cytuję poniżej:
PRZEZ GRUZJĘ DO TRAKTATU
Prezydent Lech Kaczyński zwleka z podpisaniem ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Z drugiej strony deklarował publicznie, że to zrobi ( i jeszcze namówi prezydenta Czech). Politycznie jest w kropce. Obecna sytuacja w Gruzji daje doskonałą szansę na wyjście z impasu.
W całym zamieszaniu może ogłosić (z grymasem oczywiście), że wobec zagrożenia, Unia musi mówić jednym głosem, że trzeba być w środku, żeby przekonywać prorosyjsko nastawionych. Że Traktat nie jest doskonały, ale Rosja atakuje i szantażuje, więc trzeba Unię wzmacniać.
- Mamy kiepski Traktat ale wzmacniający Unię i coraz bardziej agresywną Rosję - może powiedzieć Prezydent i ( z grymasem, powtarzam)... podpisać.
Przy okazji wytrącając argument swoim politycznym przeciwnikom, że jest "hamulcowym".



Komentarze
Pokaż komentarze (17)