Temat krzyża cały czas jest na czasie i nic nie wskazuje na to, żeby w kraju na ten temat zapanowała zgoda. Tak naprawdę patrząc z boku trudno jest zrozumieć to co się obecnie w naszym kraju dzieje. Wyobraźmy sobie, że do naszego kraju przyjeżdża ktoś z zagranicy i zaczyna interesować się obecnymi tematami dominującym w naszym życiu publicznym. Oczywiście na dzień dobry dowiaduje się o tym, że w Polsce powstał wielki spór dotyczący usunięcia pamiątkowego krzyża z pod pałacu prezydenckiego.
Zapewne na początku pomyśli o wolności wyznania. Ale po zaciągnięciu kilku informacji dowiaduje się, że Polsce około 90% polaków to katolicy, zostaje tylko niespełna 10% spośród których dużo jest emigrantów. Zastanawia się zatem o co chodzi? Dlaczego katolikom przeszkadza symbol ich wiary? Potrafi ktoś sobie wyobrazić sytuacje, w której islamistą przeszkadza półksiężyc w miejscu publicznym?
Zapewne wiele osób poda pod wątpliwość fakt, że 90% ludzi w Polsce to katolicy. Przecież dziecko nie ma wyboru i od razu jest chrzczone. Przecież komunia święta, bierzmowanie a później ślub kościelny to nie wyraz religijności tylko obowiązku z serii tych które wypada praktykować. Jednak nikt urodzonemu ateiście nie każe wysyłać swojego dziecka na religie. Nikt nie ma moralnego obowiązku do ochrzczenia dziecka. I w końcu nikt nikogo na siłę do ołtarza nie prowadzi. Ale i na to znajdzie się riposta. Bo przecież dziecko będzie wyobcowane jeżeli nie pójdzie na religie. Tylko, że gdyby w grupie ateistów (bądź ludzi o wyznaniu innym niż katolickie) istniała moralna odwaga do konsekwentnego życia w zgodzie z własnym przekonaniem oraz z przekazywaniem wybranej przez siebie drogi, nie byłoby tak że w 30 osobowej grupie dzieci 28 to katolicy a 2 niekatolicy. Obserwując znajomych, rodzinę a także przypadkowo spotkanych i poznanych ludzi wnioskuje, że podział klasy wyglądał by w proporcji 16 na 14 z lekką przewagą na katolików. Jedynym powodem dla którego jest inaczej jest tchórzostwo. Dlaczego więc mamy dostosowywać się do tchórzy? Do tchórzy dla których zdanie starszej cioci i wujka jest ważniejsze od własnych przekonań.
Jaki jeszcze argument przeciw mógłby przyjść do głowy naszemu obcokrajowcowi? Może pomyślałby o tym, że właśnie ze względu na ludzi, ważne osobistości które odwiedzają Warszawę krzyż jako symbol nie tylko katolicki ale w pewnym znaczeniu także narodowy mógłby wydawać się w takim miejscu dość dziwny. Ale po chwili namysłu dochodzi do wniosku, że gdyby to jego prezydent i jego rodacy zginęli w podobnej katastrofie nie wpadło by mu nawet do głowy żeby wstydzić się tak pozytywnej w obliczu tragedii inicjatywy. Doszedł by nawet do wniosku, że wstydem było by ukrywać swoje emocje. Czy ktoś w Nowym Jorku wstydził się kwiatów i zniczy na gruzach World Trade Center, które były tam przynoszone jeszcze przez kilka lat po tragedii? Czy jakiemuś amerykanowi przez myśl przeszło, że może się tego wstydzić przed przyjezdnymi?
Ostatnia refleksja mogła by dotyczyć faktu, iż krzyż przeszkadza w ruchu miejskim, utrudnia przemieszczanie się, czy może psuje ogólny wygląd okolicy. Wszystko to jednak od razu odrzuca. Bowiem zauważył, że ulica przy pałacu od dawna jest wyłączona z ruchu miejskiego, nie ma żadnego problemu z poruszaniem się po ulicy a władze odpowiedzialne za zagospodarowanie przestrzenne jasno powiedziały, że krzyż nie przeszkadza.
Dlaczego więc przeszkadza Panu Prezydentowi elektowi oraz PO, SLD i całej rzeszy ich elektoratów? Czy może to nie o krzyż tu chodzi a o to, że jest tam zdjęcie pary prezydenckiej? Czy ta niezrozumiała niechęć i agresja w stosunku do Śp Lecha Kaczyńskiego nie ustanie nawet po jego śmierci? Bo przecież ten krzyż stoi tam dla niego a nie jak próbują nam wszyscy wmówić dla 96 ofiar smoleńskiej katastrofy…i to im przeszkadza. Przeszkadza im pamięć o Lechu Kaczyńskim a nie krzyż.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)