Kościół katolicki zgodzi się, by małżonkowie różnych wyznań chrześcijańskich sami decydowali o wierze dzieci. Taką zmianę zakłada opublikowany właśnie projekt deklaracji episkopatu i Polskiej Rady Ekumenicznej – informuje Fronda.pl. To kolejny w ostatnich latach dowód na to, jak marny jest obecnie stan polskiego Episkopatu.
Tych ważnych przykładów gangreny toczącej polski Episkopat było w ostatnich latach kilka: radykalna zmiana podejścia wobec lustracji po sprawie abpa Wielgusa ukazująca, że solidarność sutann nie różni się niczym od chronienia własnych interesów przez inne korporacje zawodowe, milczenie, gdy toczyła się walka o życie dziecka „Agaty”, brak jakichkolwiek sensownych, oficjalnych reakcji na odejścia znanych osób ze stanu kapłańskiego oraz wobec licznych wypowiedzi poszczególnych księży bądź środowisk pozornie katolickich radykalnie niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Widać, nie ma dziś w polskim Episkopacie człowieka pokroju kard. Wyszyńskiego czy kanonizowanego przed kilkoma dniami abpa Felińskiego, którzy potrafili powiedzieć non possumus nawet wtedy, gdy groziły za najpoważniejsze konsekwencje.
Decyzja Episkopatu pozwalająca dobrowolnie rezygnować z wychowania w katolickiej wierze swoich dzieci może świadczyć o dwóch rzeczach:
1. Biskupi nie wierzą już w dogmat Extra Ecclesiam nulla salus.
2. Biskupi uznają, że ważniejszy jest tzw. święty spokój na ziemi niż wieczne zbawienie.
Niezależnie od tego, która z wersji jest prawdziwa, świadczy to o tym, że nasz rodzimy Kościół toczy rak i jest to już bardzo poważne stadium.
Patrząc jednak całościowo na działania naszego Episkopatu i Kościoła w ogóle – podjęta decyzja dziwić nie musi. Wpisuje się ona jakoś w konsekwentną drogę Kościoła od Soboru Watykańskiego II. Na tyle, na ile moja wiedza i zdolność obserwacji pozwala mi to ocenić, najpoważniejszą zmianą w Kościele posoborowym jest radykalne przewartościowanie: dostatnie i pokojowe życie na ziemi, stało się ważniejsze niż wieczne zbawienie. „Małżonkowie dla dobra ich jedności mają wspólnie ustalić w jakiej wierze lepiej wychować dzieci” – wyjaśnia o. Sławomir Pawłowski. Ano właśnie, jeśli dla ziemskiej jedności będzie wygodniejsze wychowanie dziecka w wierze, która daje mu zdecydowanie mniejsze szanse na wieczne zbawienie, to potępienie dziecka należy uznać za skutek uboczny. Najważniejsze, że ostało się małżeństwo.
Przypomnijmy, że Kościół katolicki wyznawał od wieków, że zbawienie, które przyniósł ze sobą Chrystus dokonuje się w jego granicach. Nawet gdyby przyjąć obowiązującą oficjalnie naukę Soboru Watykańskiego II, która przeinterpretowała wielowiekowe nauczanie („subsistit in” zamiast „subsistit est”), to mimo wszystko protestant ma znacznie mniej narzędzi, które mogą prowadzić go do zbawienia (wciąż świeża Dominus Iesus wskazuje na „trwanie protestantów w Kościele Chrystusowym” w dość wąskim zakresie) niż członek widzialnego Kościoła katolickiego
Cóż… w złotych czasach Kościół poświęcał swoich najznamienitszych rycerzy, by kładli swoje głowy, aby ludzie mogli żyć w wierze katolickiej i mieć pełnię szans przyjęcia daru zbawienia danego przez Chrystusa. Dziś dla świętego spokoju odbiera się wielu szansę na życie wieczne. A czymże jest 40 lat szczęśliwego życia na ziemi, naprzeciw wiecznego przebywania w piekle?
Komentarze
Pokaż komentarze (8)