W przeciwieństwie do poprzednich lat, pługów w Rzeszowie jest jak na lekarstwo. Za to od pierwszych dni Adwentu władze miasta cieszą się świętami Bożego Narodzenia. Światełka na moście zamkowym są nawet tak okazałe, że stwarzają niebezpieczeństwo na drodze.
Na szczęście dość rzadko mam potrzebę zapuszczać się do centrum miasta, jednak kiedy jechałem tamtędy w ostatnich dniach dwukrotnie, nie zauważyłem, by drogi były odśnieżone. Być może czasami pług przejedzie, ale na pewno nie tyle razy, by były tego wymierne efekty.
Jeszcze gorzej jest na obrzeżach miasta. Ul. Św. Rocha przy której mieszkam nie była odśnieżona ani posypana choćby raz (droga miejska!!! – za czasów gminnych, czyli do 2006 r. zawsze posypane było) – no chyba że pod osłoną nocy, ale nikt nie widział. Rozjeżdżają ją jedynie poruszające się po ulicy samochody, tworząc koleiny, poza które wyjazdu nie warto ryzykować. Jak nietrudno się domyślić, celem władz miasta jest zapewne dostarczenie kierowcom dodatkowych atrakcji, po drodze bowiem nosi, jedzie się mięciutko, można też pokusić się o efektowny uślizg przy zakręcaniu itp. A poza tym droga nie jest szara, tylko ładna biała, a właściwie w fantazyjne paseczki – tak sympatycznie zimowo.
Na pługi po prawdzie kasy już nie wystarczyło, ale by pokazać, że Rzeszów rozwija się znakomicie i wysokie miejsca w rankingach rozwijających się miast nie są na wyrost, już drugi rok z rzędu ozdobne świąteczne światełka świecą od początku grudnia do końca stycznia.
Rozumiem, że właśnie takie – czyli zabłyśnięcie (i to w sensie dosłownym) na tle innych miast – jest uzasadnienie dla owych światełek. Innym może być promocja relatywistycznej popkultury, która to wciska Polakom, że oto Święta zaczynają się wraz z rozpoczęciem Adwentu. Już wtedy w niemal wszystkich sklepach można spotkać sympatyczne choinki, które rozbiera się zgodnie z wielowiekową polską tradycją tak koło… no nie 2 lutego, trochę wcześniej, mniej więcej 27 grudnia.
Na ozdobach rozwieszonych po rzeszowskich mostach i latarniach trudno znaleźć też motywy związane z chrześcijańskimi świętami Bożego Narodzenia (bo zdaje się, że to właśnie te Święta są okazją, żeby te ozdoby powiesić). Gdzieniegdzie spotkamy jakoweś kielichy, gdzie indziej gałązki, gwiazdki, a jeszcze gdzie indziej po prostu migające światełka. Nic, co wiązałoby się z istotą świąt Narodzenia Pańskiego – żadnych konturów żłóbka, Dzieciątka czy pochylonej nad Nim Maryi.
W dodatku światełka na moście zamkowym rozmieszczone na całej długości nad drogą są po prostu migające i potrzeba ogromnej koncentracji, by skupić się na drodze, a nie odrywać ciągle wzroku.
No, ale że światełka są, to przez dwa miesiące widać. A że nieodśnieżone i trudno jeździć? Eee, to tylko tydzień czy dwa – mało kto zauważy. Poza tym jak nieodśnieżone to wszyscy jeżdżą 30 na godzinę (albo stoją non stop w korkach), to i wypadków nie przybywa…
Komentarze
Pokaż komentarze (1)