Czy w Polsce musi być tylu urzędników? – zżymamy się nieraz. – Ano musi, dopóki mamy przepisy nakazujące czy zezwalające na absurdy, takie jak ten…
W tekście posługuję się rzeczywistymi nazwiskami, bo imię i obecne nazwisko mojej Żony nie jest tajemnicą, a nie widzę powodu, dla którego musiałoby być tajemnicą nazwisko panieńskie. Wiadomo, kto jest moją Żoną.
Jakiś czas temu moja Żona otrzymała dokument z Urzędu Skarbowego. W dokumencie poproszono ją o wypełnienie raz jeszcze jej wniosku do US (przynajmniej w Rzeszowie, jeśli zmienia się cokolwiek, trzeba wypełniać wniosek w całości od początku do końca), bo oto zmienił się właściciel rachunku bankowego, z którego korzystała.
Kiedy braliśmy ślub, do US poszedł oczywiście urzędowy dokument, który stwierdzał, że oto Anna Kuźniar od teraz będzie się nazywać Anna Pomianek. Oczywiście pozostała tą samą osobą (co jak zobaczymy nie musi być dla US tak oczywiste) – zmienia tylko nazwisko.
Wszystko było w porządku dopóki Ania nie poszła do swojego banku i także w nim nie zmieniła sobie nazwiska. Otóż pokazała nowy dowód osobisty i na rachunku bankowym zamiast właścicielki Anny Kuźniar pojawiła się Anna Pomianek.
Przed zmianą nazwiska w banku wszystko było ok. US mógł wysyłać pieniądze Anny Pomianek na konto Anny Kuźniar. Gdy jednak na rachunku bankowym została dokonana identyczna zmiana nazwiska, jak wcześniej w US, okazało się, że Urząd Skarbowy nie może przesyłać pieniędzy Anny Pomianek na konto Anny Pomianek, ponieważ US wie, że pieniądze Anny Pomianek ma przesyłać na konto Anny Kuźniar, natomiast właściciel konta „Anna Pomianek” jest już na pewno kimś innym, i dlatego wniosek trzeba wypełnić raz jeszcze. W US Anna Kuźniar mogła zmienić nazwisko na Pomianek i pozostać tą samą osobą. Jeśli natomiast analogiczna zmiana została dokonana na rachunku bankowym, to już „zmienił się właściciel”.
Wnioski nasuwają się same. Za pieniądze podatników urzędnicy sprawdzają, czy czasami nie zmienił się właściciel jakiegoś konta bankowego, a potem dokładnie sprawdzają wnioski – bo przecież od razu nie jest napisane, czy zmieniła się tylko jedna rzecz, czy dziesięć. Dodatkowo w ten sposób pieniądze podatnika zostały wydane na pocztę, a Ania musiała zmarnować cenny czas na wypełnienie i zawiezienie dokumentu. I wszystko dla potwierdzenia oczywistej i logicznej zmiany.
Jeśli ktoś jeszcze uważa, że żyjemy w normalnym państwie, niech podniesie rękę…
Komentarze
Pokaż komentarze (4)