Przedwczoraj, na krótko po tragedii, zastanawiałem się, czy Ci, którzy tragicznie zmarli, byli gotowi na śmierć, czy byli w stanie łaski uświęcającej. Wczoraj mój brat przekazał mi wiadomość – w natłoku tych tragicznych wiadomości ostatnich dni, nareszcie głęboko pozytywną – podobno jeden z arcybiskupów podał, że Prezydent jeszcze w piątek w przeddzień tragedii był u spowiedzi (jeśli ktoś z Czytelników słyszał, może potwierdzić i ewentualnie doprecyzować, kto przekazał tę informację – będę wdzięczny). Możemy więc tym głębiej wierzyć, że był gotowy na spotkanie z Panem. Przyznam szczerze, że przynajmniej ten jeden kamień spadł mi z serca.
Swoją drogą myślę sobie, że z jednej strony bycie osobą publiczną, a zwłaszcza prezydentem, utrudnia bycie człowiekiem wiary – często podpisuje się ustawy co najmniej wątpliwe moralnie, żyje się w wielkim świeci pełnym cynizmu i politycznej walki. Z drugiej jednak strony prezydent ma cały czas pod ręką kapelana. Poza tym czy jest ktoś w naszym kraju, za kogo zanosi się na całym świecie więcej modlitw o jego zbawienie (poza JPII przed pięciu laty)? Jeśli Prezydent sam się przygotował – a wiele wskazuje na to, że tak się stało – a teraz rzesze wiernych modlą się za niego, być może męki czyścowe zostaną mu bardzo skrócone. Nie ustawajmy w modlitwach! Dla nas życie tu na ziemi przecież niczego nie kończy.
**************
Mało oglądam w ostatnich dniach telewizję (m.in. dlatego informację o spowiedzi śp. prezydenta Kaczyńskiego przekazał mi brat). Oczywiście te najbardziej wzruszające momenty, jak hołd złożony prezydentowi na Okęciu – tak. Ale nie mogę już słuchać tych komentarzy. Mam wrażenie, że większość to zwyczajne pustosłowie. Często widzę głowy, których nie chciałbym zresztą oglądać w takich chwilach. Mam wrażenie, że to szopka – szukanie patosu, sztuczne próby wyjaśniania „dlaczego?”, wielkie słowa na użytek tłumu. Ciągłe gadanie o jednoczeniu się w przyszłości – tylko nie wiadomo pod jakimi wspólnymi wartościami (przecież spory ideowe nie są prowadzone wyłącznie dla zasady, a różnice między programami partii lewicy i prawicy są nie do pogodzenia). Wyłączam to – nie mogę tego słuchać.
Nie mam o to pretensji do telewizji – jest dla mnie jasne, że ona w takich chwilach musi funkcjonować w ten sposób, bo co lepszego można wymyślić. Niektórym oglądanie w takich momentach pomaga. Mówię tylko o własnych odczuciach.
Zdecydowanie bardziej wolę Salon24 i inne portale Internetowe (przeczytajcie wstrząsającą rozmowę z Adamem Bielanem w Interia.pl). Tutaj odczuwam wolność (można spokojnie czytać na temat różnych odczuć, różnych teorii, których w tv ani na lekarstwo), a przede wszystkim szczerość. Bo ludzie naprawdę to przeżywają. Tyle że nie tak, jak to pokazuje telewizor.
**************
Gdy zmarł Jan Paweł II ból też był wielki, ale to było coś innego. Stało się coś naturalnego, coś co się stać musiało i do czego byliśmy jakoś przygotowani przez kilka poprzedzających miesięcy. W dodatku umarł człowiek głęboko spełniony.
Przedwczorajsza śmierć jest natomiast tragiczna – Ci, którzy odeszli, odeszli od nas w połowie drogi. Odeszli na skutek czyjejś winy, jakiegoś tragicznego błędu lub koincydencji. Tak zwyczajnie po ludzku, trudno sobie to wyobrazić. Wstaję rano i zarówno wczoraj, jak i dziś przypominam sobie, że tych ludzi już nie ma. I serce na nowo ściska ból.
**************
W swoim pierwszym komentarzu wśród tych, których żal najbardziej, zapomniałem wymienić Marszałka Macieja Płażyńskiego. Gdy w sobotę usłyszałem jego nazwisko wśród poległych od razu poczułem kolejne silne ukłucie w serce. Umarł nie tylko jeden z najbardziej ideowych „zawodowych polityków”, ale przede wszystkim ojciec i żywiciel wielodzietnej rodziny. Jak się dowiedziałem dwoje jego potomków, to dzieci z autyzmem. Mnie – ojca 11-miesięcznej Córeczki – świadomość tego, że zmarł ktoś tak ważny dla tak wielu osób, boli szczególnie. Pozostaje nam się modlić także za rodzinę śp. Marszałka.
**************
Dziękuję za komentarze zostawione pod wczorajszym wpisem. Krajanka Noblog ostatnio często komentuje, Iszmael też na pewno przeczyta wpis, stąd chciałem się tutaj odnieść do tego, co napisaliście.
Gdy przeczytałem Wasze wpisy stanęły mi łzy w oczach. Z jednej strony łzy ulgi – bo jednak choć częściowo się myliłem; jednak w wielu miejscach, w wielu kościołach rodacy stanęli na wysokości zadania. Z drugiej strony łzy zazdrości (ale chyba „dobrej”), że nie mogłem być właśnie w takim miejscu. Że o 12.00 moje serce ściskał nie tylko ból z powodu tego, że nasi wielcy rodacy zginęli, ale też z tego powodu, że obok mnie ludzie biegli do drzwi wyjściowych, by jak najszybciej doskoczyć do swoich samochodów…
Komentarze
Pokaż komentarze (32)