W związku z przeciekami na temat rzekomego listu premiera Kaczyńskiego do Donalda Tuska, powraca temat przyspieszonych wyborów. W kontekście widma przyspieszonych wyborów w najlepszej sytuacji są dziś właśnie Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska.
Wbrew pozorom w idealnej sytuacji przed nowymi wyborami wydaje się być PiS. I bez wątpienia świetny taktyk, jakim jest premier Kaczyński, musi sobie z tego doskonale zdawać sprawę. Poparcie dla PiS-u jest obecnie na wysokim poziomie. We wszystkich sondażach są kilka punktów procentowych za PO i zdecydowanie przed LiD-em. Znając umiejętności liderów dwóch czołowych partii dotyczące prowadzenia kampanii wyborczej, ta różnica może się wówczas radykalnie zmniejszyć. Zwycięstwo dałoby PiS-owi umocnienie władzy. Niewielka porażka dawałaby możliwość tego, co nie udało się przed dwoma laty, czyli koalicji z PO lub też gwarantowałaby pozycję zdecydowanie najsilniejszej opozycji w parlamencie. A to dawałoby możliwość powrotu do władzy za cztery lata.
Natomiast trwanie koalicji w takiej kondycji w jakiej znajduje się od czasu odwołania Leppera z funkcji ministra rolnictwa może mieć dla PiS konsekwencje tragiczne. Jeśli wybory miałyby odbyć się na wiosnę, poparcie dla partii Kaczyńskich mogłoby spaść nawet poniżej 10%.
W dzisiejszej sytuacji więc zdecydowanie najmocniej na rozpisaniu nowych wyborów powinno zależeć PiS-owi. Jeśli jednak Jarosław Kaczyński próbuje nadal przedłużyć tę nieszczęśliwą koalicję, to powodów może być kilka. Po pierwsze premier chce być może zupełnie zmarginalizować koalicjantów, zwłaszcza Samoobronę, która jest wyraźnie na kolanach (na co wskazuje powtarzane jak mantra przez działaczy tej partii kompromitujące i wewnętrznie sprzeczne zdanie: „Koalicji już nie ma, ale my jej nie zerwiemy”). Drugi powód to pewnie możliwość przeprowadzenia jeszcze kilku istotnych dla siebie reform, w momencie, gdy koalicjanci, którzy doskonale zdają sobie sprawę, że na nowych wyborach wiele stracą, choć robią dobrą minę do złej gry, w obecnej sytuacji prawdopodobnie na wiele będą się w stanie zgodzić.
W równie dobrej sytuacji przed nowymi wyborami wydaje się być PO. Jest niemal pewne, że Platforma stałaby się największą partią w parlamencie. Dodatkowo mogą wejść w koalicję zarówno z PiS-em, z LiD-em, jak i z PSL-em. Wydaje się, że to ostatnie rozwiązanie (przy założeniu, że koalicja PO-PSL miałaby większość) byłoby najbardziej naturalne, choć ostatnio rzadko się o nim mówi.
PO jest jednak w o tyle komfortowej sytuacji, że prawdopodobnie wiosną jej przewaga nad PiS-em wzrosłaby jeszcze bardziej, co powoduje, że w przeciwieństwie do premiera Kaczyńskiego, Donald Tusk nie musi za wszelką cenę dążyć do przyspieszonych wyborów.
PS: Gorąco zachęcam do przeczytania wpisu: Post programowy.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)