Kibice sportowi pamiętają zapewne niezapomnianego skoczka o tyczce Siergieja Bubkę, który kilkanaście razy poprawiał swój własny Rekord Świata – niemal zawsze tylko o jeden centymetr.
Bubka przypomniał mi się ostatnio, gdy zastanawiałem się nad fenomenem polityki prowadzonej w wielu dziedzinach przez PiS. Skojarzenie nie jest oczywiście wynikiem tego, że uważam, iż PiS robi – podobnie jak Bubka – coś wielkiego. Absolutnie nie. Jest jednak pewna cecha, w której PiS przypomina Bubkę.
Otóż Bubka poprawiał swój rekord zawsze o ten jeden centymetr po to, by móc go poprawiać wielokrotnie. Gdyby poprawił rekord od razu o 10 cm. (co oczywiście był w stanie kilka razy w karierze uczynić) to poprawił by go raptem dwa czy trzy razy. A tak, proszę. Mógł go poprawiać nawet po kilka razy na rok i trzepał z tego wielokrotnie większą kasę. I oczywiście nie ma w tym nic nagannego. Taki sport – mistrz stawia warunki a kibice mają więcej uciechy.
Niestety ocena takiego postępowania nie może być już pozytywna, gdy taktykę Bubki stosują politycy, od których zależy przecież byt wielu obywateli. A niestety taką właśnie „politykę Bubki” stosuje PiS. O co konkretnie chodzi? Weźmy za przykład dwie konkretne sfery, które są sztandarowymi kwestiami PiS-owskiego programu (choć oczywiście tę sprawę można pokazać na wielu przykładach).
Taką kwestią jest na pewno walka z korupcją. Gdyby PiS-owi zależało na przezwyciężeniu korupcji, stworzyłoby struktury, które korupcji niejako nie podlegają. Można byłoby to zrobić bardzo szybko i łatwo, co pokazują odważne reformy z początku lat dziewięćdziesiątych przeprowadzone w Estonii. Jednak PiS-owi nie zależy tak naprawdę na przezwyciężeniu (tryb dokonany) korupcji. PiS-owi zależy na przezwyciężaniu (tryb niedokonany) korupcji, ciągłym, powolnym, niewielkimi kroczkami. Dlaczego? Ano dlatego, że Kaczyński ma taki system, że lubi robić wokół siebie dużo szumu. Gdyby w Polsce nie było korupcji taka opcja jak PiS nie miałaby racji bytu, nie miałaby z czym walczyć. I dlatego PiS-owcy potrzebują korupcji jak powietrza. Oni koniecznie potrzebują wroga. Jeśli go nie ma, sami muszą go stworzyć, by pokazać, jak mężnie potrafią z nim walczyć. Widać to choćby po sprawie Kaczmarka. Najpierw takiego człowieka wpuścili (absolutnie nie sugeruję, że celowo) a potem na śmierć i życie zaczęli z nim walczyć i to tak skutecznie, że po tej sprawie zyskali w sondażach po kilka punktów procentowych.
Podobnie jest z polityką rodzinną. PiS-owi absolutnie nie zależy na rozwiązaniu ( tryb dokonany) kłopotów polskich rodzin. Im zależy na rozwiązywaniu (tryb niedokonany) problemów polskich rodzin. Na stawianiu małych kroczków. Nie oszukujmy się zresztą, że często to nawet nie są małe kroczki do przodu, ale wielkie kroki do tyłu (podwyższenie płacy minimalnej, wydłużenie urlopów macierzyńskich etc.). Niemniej wrażenie mają wyborcy takie, że idziemy cały czas do przodu. A przecież wiele rzeczy można rozwiązać szybko... Obniżenie podatków dla wszystkich, ustalenie podatku liniowego na niskim poziomie automatycznie nakręciłoby gospodarkę a dodatkowo pieniędzy w budżecie byłoby więcej. I mało kto myślałby wtedy o biedzie. Ale gdzież tam. Wtedy wszyscy byliby zadowoleni, nie byłoby z kim walczyć, a przecież tak „charyzmatyczna” partia na jak PiS, żyje z wysysania krwi swoim wrogom.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)