Ostatnio głośno mówi się o romansie (związku?) prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego z byłą modelką a obecnie piosenkarką Carlą Bruni. Dziś na stronach Dziennika.pl znalazłem takie sformułowanie: „Ostatnio ukochana francuskiego prezydenta przyznała, że jeszcze nie wyszła za niego za mąż. Ale nikt nie ma wątpliwości, że wypowiedzenie sakramentalnego «tak» to tylko kwestia czasu”.
Pomijam fakt, że kobieta, która ma zamiar zostać „pierwszą damą” jakiegokolwiek kraju pozwala sobie na nagą sesję (ciekaw jestem czy konsultowała to z przyszłym „mężem”). Pomijam też kontrowersje, jakie budzi we Francji i w całej Europie fakt, że prezydent po rozstaniu z żoną tak szybko znalazł sobie jej następczynię. Notabene słychać liczne wypowiedzi Francuzów o tym, że jeśli prezydent ma tak nieuporządkowane życie osobiste, to równie nieskuteczny będzie w zarządzaniu krajem.
Tutaj jednak chciałem zająć się samym sformułowaniem dziennikarza dotyczącym wypowiedzenia „sakramentalnego «tak»”. Jakież bowiem owo „tak” ma być sakramentalne. Przecież sakrament otrzymuje się raz na całe życie. A przecież przynajmniej jedna ze stron żyła już w związku i to o ile wiem nie jednym, bo Cecylia była już drugą żoną Sarkozy’ego. Oczywiście jest możliwe, że tamte związki były jedynie kontraktem cywilnym a teraz na stare lata wzięło Sarkozy’ego i Bruni na związek sakramentalny.
To oczywiście z mojej strony ironia, bowiem zapewne o żadne sakramentalne „tak” tutaj nie chodzi. Chodzi tu po prostu zapewne o ślub cywilny, który w żadnym wypadku nie jest związkiem sakramentalnym. Takimi sformułowaniami jeden z redaktorów „Dziennika” obraża więc uczucia religijne katolików i miesza ludziom w głowach. Widocznie podobnie jak niektórzy również wychodzi z założenia, że nigdy nie da sobie wmówić, że czarne jest czarne a białe – białe. Słyszałem kiedyś w prywatnej rozmowie ze znanym dziennikarzem, że „Dziennik” jest programowo antykościelny – tzn. dziennikarze z odgórnego nakazu mają wypowiadać się odwrotnie niż mówi Kościół. Takie rozmywanie rzeczywistości zdecydowanie potwierdzałoby tę tezę.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)