Dziś Super Wtorek, tak więc dziś w późnych godzinach wieczornych czy nocnych będziemy wiedzieli już bardzo wiele w kwestii nominacji zarówno wśród Demokratów jak i wśród Republikanów.
Wprawdzie, gdyby różnice pomiędzy poszczególnymi kandydatami, jeśli chodzi o liczbę delegatów, były niewielkie, są jeszcze szanse pewnych przetasowań, niemniej jest to niemal zasadą, że zwycięstwo w Super Wtorek daje końcowe zwycięstwo.
A jak wygląda sytuacja w obu ugrupowaniach przed najistotniejszymi rozstrzygnięciami? U Demokratów pozostało troje kandydatów (bo, o ile wiem, outsider Gravel oficjalnie się nie wycofał). Oczywiście liczy się tylko dwoje: Hilaria i Barak. W ostatnich sondażach przewaga Clintonowej wynosiła ok. 4% i widać wyraźnie, że powoli topnieje. I tutaj trzeba przyznać, że można się spodziewać wszystkiego. Nie ośmielę się snuć, które z rywali zwycięży w Super Wtorek (na razie nieco więcej delegatów z dotychczasowych prawyborów może wystawić Clintonowa), nie ośmielę się również wskazywać, które z kandydatów może zasiać większe spustoszenia w gospodarce amerykańskiej, jeśli wygrałoby wybory prezydenckie (bo to trochę tak, jakby się zastanawiać czy bardziej szkodliwa dla Polski byłaby Jolanta Kwaśniewska czy Wojciech Olejniczak). Ośmielę się jednak przypuścić, że akurat w tej rywalizacji Super Wtorek może okazać się nie aż tak super, tzn. może jeszcze niewiele rozstrzygnąć. Pozostaną jeszcze wybory w niemal 20 stanach a u Demokratów zwycięzca nie bierze wszystkiego.
Trochę niepokojąco sytuacja klaruje się natomiast u Republikanów. Wprawdzie z rywalizacji wycofał się demokratyzujący Rudi, ale niestety bardzo silnie rośnie pozycja Johna McCaina, co nie wróży nic dobrego. Po pierwsze dlatego, że jeśli McCain nawet utrzymałby prezydenturę w rękach Republikanów, to w dużej mierze będzie on kontynuował linię Busha. McCain zapowiada bowiem walkę w Iraku do zwycięskiego końca. Poza tym McCain nie jest konserwatystą w sprawach moralnych. Co po takim Republikaninie na czele USA? Mówi się zresztą, że jeśli McCain uzyska nominację z ramienia Republikanów, to frekwencja wśród wyborców tej opcji może być zdecydowanie najniższa od wielu lat.
Sam, jak już pisałem, mocno kibicuję Ronowi Paulowi, ale jego szanse są oczywiście czysto teoretyczne. Niestety skuteczna walka mediów z jedynym kandydatem reprezentującym prawdziwie prawicowe wartości, przynosi spodziewany efekty i powoduje jego marginalizację.
Wydaje się więc, że jedyna opcja, która pozostała konserwatystom, to kibicowanie mormonowi Mittowi Romneyowi. Głosi on konsekwentnie umiarkowanie konserwatywne wartości, sprawdził się jako gubernator i wreszcie jest byłym biznesmenem, co mogłoby być pozytywnym zastrzykiem dla gospodarki. Wypada liczyć, że wyborcy republikańscy pójdą po rozum do głowy i pozwolą Romneyowi skutecznie powalczyć z faworyzowanym McCainem. Cóż… pożyjemy, zobaczymy.
PS: Świetne wpisy o sytuacji w prawyborach można na bieżąco czytać na blogu Piotra Wolejki, co sam robię z przyjemnością.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)