17 obserwujących
67 notek
97k odsłon
  1084   1

Cyberwojna pomiędzy Iranem i Izraelem

fot.getty-image/Al-monitor
fot.getty-image/Al-monitor

Tajemnicze pożary i eksplozję w ostatnich tygodniach, które mają miejsce zarówno w Izraelu jak i w Iranie już nie pozostawiają wątpliwości. Cyberwojna pomiędzy dwoma rywalami ścierającymi o bliskowschodnią hegemonie jest faktem. 

Wpierw nastąpiła tajemnicza eksplozja w fabryce produkującej strategiczną technologię dla armii izraelskiej pod miastem Ramla na trakcie Jerozolima-Tel-wiw. Przypadek ten poza filmikami na Twitterze i skromnym komentarzem nie był omawiany. Następnego dnia pocisk wystrzelony z Syrii wylądował w okolicach miasta Dimona, w którym znajduje się izraelski reaktor atomowy. Media miast analizować jak mogło dojść do bezprecedensowego wydarzenia w dziejach konfliktu arabsko-izraelskiego jakim było naruszenie najbardziej newralgicznego punktu w izraelskim systemie bezpieczeństwa zajęły się zamieszkami arabsko-żydowskimi w Jerozolimie. Żeby pocisk wystrzelony z Syrii przeleciał prawie 400 km (około 180 km więcej niż zasięg wyznaczony przez producenta) niezestrzelony przez żadne systemy antyrakietowe, zdaniem nielicznych komentatorów omawiających ten temat musiało dojść do wykrycia luk w izraelskim systemie bezpieczeństwa. Bez wątpienia Iran, lecz nie Syria ma odpowiednich ludzi i technologie aby takowe luki wykryć i z nich skorzystać.

Media dalej żyły widowiskowymi dla kamery starciami pomiędzy Palestyńczykami, żydowskimi ekstremistami i izraelską policją, ale to nie był koniec ciosów. Jest już faktem, że to Iran przejął finansowe i polityczne aktywa palestyńskich organizacji islamskich takich jak Hamas oraz tak jak to robi w innych krajach arabskich, wytwarza chaos z którego ma polityczne korzyści. Albowiem czasy się zmieniły. Izrael związku z procesem pokojowym ze światem arabskim, nie może doprowadzić do radykalizacji konfliktu z Palestyńczykami, których los tylko oficjalnie interesuje arabskich włodarzy. Niemniej, drastyczne obrazy z kolejnych pacyfikacji palestyńskich protestów stworzy problemy dla sojuszu arabsko-izraelskiego, którego głównym spoiwem jest irańskie zagrożenie. Tak więc im więcej palestyńskiej krwi tym lepiej dla Iranu.

Te irańskie zagrożenie jest realne, ale saudyjski następca tronu Mohammed ibn Salman w wywiadzie dla Al-Arabyji dał zielone światło dla resetu saudyjsko-irańskich niemalże wojennych relacji i wyraził chęć uregulowania spornych z Teheranem tematów. Za Arabią Saudyjską mogą podążyć inne kraje Zatoki Perskiej i szerzej świata arabskiego, a obserwatorzy zastanawiają się jak w odmiennej sytuacji regionalnej będzie wyglądała pozycja Izraela. Tym czasem w długi majowy weekend Izrael pogrążył się w żałobie po katastrofie na górze Meron w czasie święta kabalistów, w wyniku czego zginęło 45 religijnych Żydów. Media skupily swoją uwagę na tej tragedii, jednak w sobotę doszło do pożaru w porcie w Haifie a w niedziele przy lotnisku Ben Gurion. Oba pożary nie były komentowane przez media izraelskie, lecz przez irańskie, które też nie wyjaśniały swoim odbiorcom przyczyn pożaru w petrochemii pod świętym dla irańskich szyitów miejsce Qom.

Jak bardzo konflikt irańsko-izraelski przebiega przez Palestynę było widać ponownie w ten weekend. Przy skrzyżowaniu Tepuah na północ od Jerozolimy na Terenach Okupowanych doszło do ostrzału czekających na przystanku autobusowym Żydów. Sprawcy uciekli a armia izraelska wraz z osadnikami żydowskimi zaczęli szukać palestyńskich bojowników po okolicznych miasteczkach i wioskach, które niczym w dobie palestyńskiego powstania obrzucały kamieniami i koktajlami Mołotowa najeźdźców.


Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka