Jazda na rowerze po spożyciu wiąże się ze sporym ryzykiem. Można trafić do mamra na parę chwil, traci się prawko, a nawet można trafić do lokalnej prasy pod imieniem i nazwiskiem. Właśnie mnie się to przytrafiło.
Ze zdumieniem przeczytałem, że zostałem skazany na 8 miesięcy w zawieszeniu, 1000 zł kary i utratę prawa jazdy na 2 lata za prowadzenie roweru pod wpływem.... Ze zdumieniem, bo nic takiego sobie nie przypominam. Na szczęście w notatce prasowej w którym to ogłoszono prócz mojego nazwiska wskazane było także imię ocja, które się nie zgadzało z imieniem mojego. Odetchnąłem z ulgą bo już sobie wyobrażałem, że będąc pod wpływem najzwyczajniej o tym zapomniałem. Zaraz jednak przyszła mi do głowy konstatacja, że imię mojego znam ja i kilku moich znajomych, ale reszta nie! Więc skąd ta cała reszta będzie wiedziała, że to nie o mnie chodzi?
Miasto, w którym mieszkam, nie jest jakoś tam specjalnie spore, ot 50 000 mieszkańców. Jednak zna mnie wielu ludzi, a zawód, który wykonuję jest tak zwanym zawodem zaufania społecznego. Nie jestem pewien, czy któryś z moich potencjalnych klientów pod wpływem tej notatki nie pomyśli sobie - o nie, z tym pijakiem nie chcę mieć nic wspólnego. Moje nazwisko nie jest tak całkiem pospolite i szczerze powiedziawszy pierwszy raz się spotkałem, że ktoś nazywa się dokładnie tak samo jak ja, więc wielu ludzi pomyśli sobie, że to właśnie o mnie chodzi. Może się zdziwią, że jeszce jeżdżę samochodem skoro zabrano mi prawko. Może przyjdzie mu do głowy aby mnie zakablować na policję, może - dużo takich myśli przychodzi mi głowy.
ZAwsze protestowałem przeciwko temu żeby ujawniać nazwiska rowerzystów, którzy pod wpływem prowadzą swoje bolidy. Potrafię sobie wyobrazić, że mogą oni spowodować jakąś kraksę, która komuś zrobi krzywdę, ale jeszcze nigdy o czymś takim nie słyszałem. Zazwyczaj, gdy się taki mocno nagrzmoci, to wpadnie gdzieś do rowu i se potłucze nos i kolana. O wiele groźniejsi są młodzi ludzie na swych wypasionych bicyklach, którzy mkną chodnikami wśród przerażonego tłumu. Widziałem już kiedyś taką kolizję i nie wyglądało to niewinnie. Ale rowerzysta był trzeźwy i po kilku dniach znowu widziałem do na tym samym chodniku. Na stronach internetowych lokalnej policji nie ma opisu ani jednego wypadku z udziałem rowerzysty, nie mówiąxc już o pijanym rowerzyście, jednak od początku roku w naszej prasie ukazały się ogłoszenia o conajmniej 150 skazanych za jazdę po pijoku. Czy to nie przesada.
W mojej sprawie mam zamiar coś uczynić. Spowodować sprostowanie, czy odszkodowanie. A przede wszystkim spowodować aby wreszcie zaprzestać procederu ujawniania nazwisk ludzi, które taki przestępstwo popełnili.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)