By nie być gołosłownym – z czymś przed chwilą opisanym mamy do czynienia w związku ze zmianą redaktora naczelnego „Rzeczypospolitej”. Od kiedy redaktorem naczelnym został Paweł Lisicki, co i raz jakiś intelektualista, czy publicysta daje wyraz swojemu rozgoryczeniu, wściekłości, czy żalowi. Raz mamy do czynienia z gwałtowną erupcją uczuć –jak to było u prof. Winieckiego, który życzył red. Lichockiej, żeby wróciła do dziury, z której wypełzła – innym razem jest sentymentalnie – to przypadek prof. Sadurskiego, który w konwencji matrymonialno-erotycznej zawodził, że mu się jakieś podejrzane towarzystwo wpakowało do Salonu, w którym bywał i uwiodło panią domu. Te różnice to pewnie efekt różnicy klasy, ale stoi za nimi jedno przekonanie: „Rzeczpospolita” stracona! Kiedyś była „nasza”, dziś „nasza” nie jest...
„Duża” prasa nam się pluralizuje – czy nie jest to powód do radości dla intelektualistów, którzy – ponoć – różnicę zdań lubią jak kot schab? Ano – widać nie jest... Nasi Intelektualiści Realni woleliby czytywać kalki „GW” wypełniane tekstami przez klony Adama Michnika (prof. Jedlicki napisał kiedyś, co – jego zdaniem – czytuje inteligencja, i wynikało z tego, że inteligencja czytuje rzeczy pisane przez prof. Jedlickiego i jego przyjaciół). Inżynierowi Mamoniowi, jak wiadomo, podobały się tylko te piosenki, które znał. Piosenka nieznana spodobać się inżynierowi Mamoniowi nie mogła. Czy to możliwe, by kwiat polskiej inteligencji objawiał syndrom inżyniera Mamonia?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)