Coś takiego powiedziałby zwolennik „partii inteligenckiej” kreujący się na wyborcę-indywidualistę, ale – z drugiej strony – wśród wyborców „partii inteligenckich” roi się od osobników mających najwyraźniej skłonność do myślenia stadnego. Bo oto nasładzają się oni często statystykami z których wynika, że wśród statystycznych wyborców PO (czy PD) więcej jest osób z wyższym wykształceniem, niż wśród statystycznych wyborców – powiedzmy – PiS-u. Nasładzają się, a przecież – co niby z takiej statystyki wynika? Co wynika z tego, że na PiS głosuje profesor Legutko, 300 tysięcy ćwierćinteligenów i pół miliona kretynów, a na PO głosuje zaś prof.(?) Bartoszewski, pół miliona ćwierć inteligentów i 300 tysięcy kretynów? (1). Czy wyborca-indywidualista na takiej podstawie może podjąć decyzję o głosowaniu na PiS lub PO? W żadnym razie! Gdyby tak postąpił – przestałby być wyborcą – indywidualistą. Stałby się wyborcą podążającym za stadem (głosuję na X, bo – statystycznie rzecz biorąc – na X głosuje więcej osób z wyższym wykształceniem, lub – nie głosuję na Y, bo – statystycznie rzecz biorąc – popierają ją raczej wyborcy z niższym wykształceniem).
Rzecz prosta „statystyka wyborców” może trafić do zbioru danych, które wyborca-indywidualista analizuje przed dokonaniem wyboru. Ale wnioski wyciągnięte z takiej statystyki mogą być różne. Można – na przykład – dojść do wniosku, że tzw. „partie inteligenckie” nie są wystarczającą inteligentne, by zauważyć, że wybory wygrywa się mobilizując większą, niż oponenci, ilość wyborców, lub, co prawda, zauważają to zjawisko ale, mimo to, ale nie potrafią, przejść od obserwacji do czynów... W tej perspektywie partia, która potrafi skutecznie zmobilizować większość wyborców jawi się jako partia inteligentniejsza... Ostatecznie głos wyborczy jest głosowi równy – niezależnie od tego, czyj to był głos...
(1) są to dane brane z powietrza, proszę się nimi nie sugerować...



Komentarze
Pokaż komentarze (2)