Kazimierz Marcinkiewicz w roku pańskim 2004 był szarym, zwykłym polskim posłem. Do swojego politycznego życiorysu mógł wpisać, poza karierą parlamentarzysty jedynie funkcje wiceministra edukacji narodowej. Na skutek przeróżnych zawirowań politycznych 31 października 2005 roku został Prezesem Rady Ministrów.
Mimo tego zawodowego sukcesu nie można było zazdrościć Marcinkiewiczowi pozycji. Fatalnie dobrani koalicjanci cechujący się albo zbytnim radykalizmem albo postkomunistycznym pochodzeniem, wielkie oczekiwania społeczeństwa (miało być przecież "lepiej", "inaczej"), i wreszcie ciągłe posadzenia prasy, że jest on w pewien sposób sterowany przez prezesa swojej partii Jarosława Kaczyńskiego nie tworzyło dobrej atmosfery wokół ledwo co powstałego rządu. Okazało się jednak, że Marcinkiewicz umiał wyjść z sytuacji obronna ręką. Sytuacja gospodarcza kraju wciąż się poprawiała, bezrobocie spadało, a wzrost gospodarczy powoli rósł, przekroczył 5%. Wszystko to, plus - nie oszukujmy się - wiele zagrywek pod publiczkę oraz budowanie wizerunku polityka kompromisu, zawsze budzącego sympatię spowodowało że Marcinkiewicz wygrywał większość sondaży na "najsympatyczniejszego polityka" czy też na "polityka godnego zaufania".
Niestety, na skutek mądrzejszych czy nie, zagrywek politycznych nastąpiła zmiana na fotelu szefa rządu. Premiera zastąpił prezes zwycięskiej partii. Marcinkiewicz został p.o. Prezydenta Warszawy. Ponieważ sondaże wciąż pokazywały, że jest on darzony największą sympatią przez Polaków spośród wszystkich polityków, wydawało się ze wygranie wyborów na urzad Prezydenta Warszawy jest czymś oczywistym. Były Premier dostał od swojego szefa jasne zadanie. "Kto wygra w Warszawie, ten wygra w całym kraju" - zapowiadał buńczucznie Kaczyński. Było jasne, że brat Prezydenta kraju za wszelka cenę będzie chciał wykorzystać popularność byłego Premiera, żeby zdobyć jeden z ważniejszych urzędów w państwie. Sytuacja potoczyła się jednak nie najmilej dla Marcinkiewicza. Porażka - nieznaczna - spowodowała, że nie dość, że został jednym z największych przegranych wyborów samorządowych to jeszcze mógł się znaleźć na tak zwanym "śmietniku historii".
Dziś dowiadujemy się że Kazimierz Marcinkiewicz odrzucił propozycje zostania ministrem gospodarki, dlatego że nie zaakceptowano jego prośby o bycie wicepremierem. Doprawdy dziwne żadanie. Zupełnie nie rozumiem jak wyobrażał on sobie piastowanie, w zasadzie tego, samego urzędu co Zyta Gilowska, z która jak wiemy nie żegnał się w dobrej atmosferze, gdy jeszcze był Premierem. Liczył że Kaczyński zamieni go z aktualną minister finansów ? Nie sadzę, opinia publiczna nie znalazła by zrozumienia w oddaniu polskiej gospodarki z rąk profesor ekonomii wprost w ręce fizyka. Czy to koniec kariery Maricnikiewicza ? Było by to o tyle szokujące, ze jeszcze na początku listopada wydawało się ze zostanie on Prezydentem Warszawy, a następnie może nawet Polski. Miał wszytsko. Została jedynie sympatia okolo 60-70% obywateli. Ciężko nie nazwać Marcinkiewicza pechowcem. Okazało się ze jednak (po raz kolejny - vel przypadek Jacka Kuronia), że sympatia obywateli nie przekłada się na polityczne poparcie.
Chodzą plotki, że Marcinkiewicz ma zostać prezesem Orlenu. Nie wierzę. Była by to moim zdaniem decyzja wysoce nietrafiona. Oznaczało by to, że dalej nie wysyła się na ważne stanowiska w państwie fachowców, a polityków (TKM rekatywacja ?). Marcinkiewicz - mimo że zdobył pewne doświadczenie nazwijmy to menadzerskie jako p.o. Prezydenta Warszawy nie jest jednak gotowy do sprawowania prezesury w jednej z największych spółek skarbu państwa. Jeśli ktoś w całej tej sytuacji moze się czuć zwyciezcą, to jest to- o ironio - Lech Kaczyński. Prawo i Sprawiedliwość właściwie - strzelając sobie w stopę czy nie, czas pokaże - pozbyło sie jednego z lepszych kandydatów do wyborów prezydenckich w 2010 roku. Państwo wybaczą ale moim zdaniem aktualny Prezydent nie ma szans na reelekcję. Marcinkiewicz - jeśli faktycznie zostanie szefem Orlenu - trafi na śmietnik historii. Wtedy na scenie politycznej po prawej stronie kontrkandydatem Kaczyńskiego będzie już chyba tylko Radek Sikorski. Czy teraz czas na osłabienie jego pozycji ?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)